Komentarz do Ewangelii || O pocieszeniu jakie daje Matka Boża || Środy ze św. Ignacym
SŁOWO BOŻE NA NIEDZIELĘ
Z Ewangelii według św. Mateusza
Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?” Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu” (Mt 18, 21-35).
Istotą przebaczenia nie jest wielokrotność, ale przebaczenie w sercu. Jeśli przebaczenie dotyka naszego serca, jest prawdziwe. Jeśli są to tylko słowa to…jest to tylko deklaracja, która nie wytrzymuje próby czasu.

(za:niedziela.pl)
O POCIESZENIU JAKIE DAJE MATKA BOŻA
Czym jest pocieszenie, łac. consolatio? Dlaczego Maryi przysługuje tytuł Matki Bożej Pocieszenia?
Pocieszenie to niesienie drugiemu człowiekowi ulgi w udręce, przywrócenie mu poczucia sensu, ukojenie, podniesienie na duchu. Udręką są problemy życiowe, które przerastają człowieka a których końca nie widać; często choroba, żałoba, własna niemoc, ból i krzywda zadane w relacjach międzyludzkich, samotność, brak środków do życia, zły stan psychiczny, jakiś odczuwalny brak. Wielu wiernych w podobnych chwilach wręcz intuicyjnie zwraca się do Matki Bożej. Księgi cudów i łask, a także liczne ustne przekazy, są poruszającym świadectwem darów, jakie otrzymali modlący się przed wizerunkiem Matki Bożej Pocieszenia w naszym kościele parafialnym. Matka dostrzega potrzeby swoich dzieci oraz nie pozostawia ich bez pomocy! W modlitwie Pod Twoją obronę nazywamy Matkę Bożą naszą Pocieszycielką. W Litanii Loretańskiej zwracamy się do Niej jako Pocieszycielki strapionych i Pociechy migrantów.

Matka Boża pociesza w codziennych problemach, lecz przynosi również pocieszenie na poziomie ostatecznym: dar zbawienia, nadzieję życia wiecznego, zgodnie ze słowami adwentowej pieśni: „Błąkał się człowiek wśród okropnej nocy, bolał i nikt go nie wspomógł w niemocy, póki nie przyszła wiekami żądana z judzkiej krainy Dziewica wybrana.” Starzec Symeon, który wyczekiwał pociechy (!) Izraela, widząc Maryję z maleńkim Jezusem, zawołał, że teraz może odejść spokojnie, bo jego oczy ujrzały Zbawienie (Łk 2,25-35). Ostatecznym źródłem pociechy jest więc sam Bóg. Św. Paweł Apostoł pisze: „Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym ucisku, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakimkolwiek ucisku, tą pociechą, której doznajemy od Boga” (Kor 1,1-2).
Maryja jest Matką Pocieszenia, bo niesie nam pocieszenie w życiowych trudnościach, ale przede wszystkim dlatego, że jest Matką Boga – naszego ostatecznego Pocieszyciela.
Alicja Soćko-Mucha

Minione wakacje, to był czas przede wszystkim podróży w przestrzeni. Dzisiaj proponujemy podróż za pomocą wyobraźni i w przestrzeni i w czasie. 9 września bowiem, przypadało wspomnienie św. Piotra Klawera, jezuity, za którym możemy przenieść się do rzeczywistości początków XVII w., na teren obecnej Kolumbii.
Jego życie to, z naszej perspektywy, niemal szalona ofiara na rzecz mas; bezimiennych, zredukowanych do siły roboczej i wydajności, pozbawionych wszelkich praw i opieki, ludzi, uznanych za cywilizacyjnie podległych i ograniczonych. Więcej nawet, w Kościele, w związku z odkryciem nowych kontynentów, toczyła się dyskusja nad tym czy niewolnicy i Indianie w ogóle mają duszę, wobec czego odmawiano im przez pewien czas także łaski zbawienia. Byli traktowani w efekcie jak zwierzęta. Na tym tle mamy naszego – 30-letniego zakonnika który swoje życie
poświęca służbie takim ludziom. Nie tylko dba o ich potrzeby materialne ale także udziela im sakramentów, interweniuje u właścicieli plantacji aby ulżyć im w cierpieniu. Jak mogło dojść do wykluczenia tylu milionów ludzi ze wspólnoty chrześcijańskiej? Argument który się pojawiał najczęściej to taki, że rdzenni amerykanie i niewolnicy nie są w stanie racjonalnie przyjąć wiary. Co najwyżej mogą dojść do poziomu papugi. Taki tok myślenia spowodował zatem utrwalenie się takiego uproszczenia jakoby racjonalność na sposób europejski była niezbędnym elementem nawrócenia. Czy my także dzisiaj nie popełniamy tego błędu? Akceptujemy tylko tych chrześcijan którzy są do nas podobni? Ewentualnie dają się na takich uformować? Czy naprawdę życie naszej wspólnoty jest jej najlepszą możliwą wersją na skali czasu?
Św. Piotr Klawer nie miał szansy zaistnieć w dyskusji o powszechnym zbawieniu dla niewolników i Indian, ona rozstrzygnęła się przed jego narodzeniem. Swoim życiem pokazał jednak coś bardziej wartościowego. Dokonał ostatecznego przełomu w kwestii okazywania gestów miłości. Święty jezuita radykalnie i jednoznacznie pokazał, że miłość zasadza się bardziej na uczynkach niż na słowach. Urzeczywistnił prawdę że, Bóg nie ma względu na osoby i umarł dla zbawienia wszystkich, nie tylko Żydów i Europejczyków.

Takie tezy wtedy wywoływały szok. Stawały bowiem przeciwko potężnym interesom politycznym i gospodarczym kolonizatorów którzy byli, paradoksalnie, tak jak św. Piotr Klawer, ochrzczonymi Hiszpanami. Osobiste życiowe wybory tego jezuity zostały uformowane przez ignacjański charyzmat, który daje narzędzia do odnalezienia swojej osobistej misji w nieograniczonej perspektywie Bożej łaski. Kluczowym pojęciem z którym mamy tu do czynienia to Magis (łac. bardziej, więcej). W rozeznawaniu, Magis jest taką wskazówką do wyboru większej Chwały Bożej. W tym konkretnym wypadku, wyboru posłania do miejsc i ludzi szczególnie w społeczeństwie zmarginalizowanych, odrzuconych, pozbawionych praw, znajdujących się pod opresyjnymi strukturami przemocy. Taki kierunek myślenia pozwala także ćwiczyć inne cnoty uniwersalnego, chrześcijańskiego powołania. Naśladując Chrystusa idziemy w ten sposób do osób które „źle się mają”. Do tych którzy łakną gestów miłości, ponieważ miłość właśnie polega bardziej na uczynkach niż słowie. Nie jest to droga łatwa ponieważ prowadzi do bezpośredniego konfliktu ze stanowionym prawem, zwyczajami, tradycją, lękiem przed odpowiedzialnością. Czy trudno jest wbrew całemu światu okazywać miłość potrzebującym? Czy warto płacić cenę za słuchanie bardziej Boga niż ludzi? Czy ciągłe upominanie się o reformę struktur tak aby służyły każdemu człowiekowi to próżny trud? W naszym świecie powyższe wyzwania tak jak i w XVII wieku przyjmują wymiar męczeństwa. Wymagają nie tylko praktycznej cierpliwości ale i prawdziwego nawrócenia którego owocem jest dostrzeganie przede wszystkim Bożego działania w sytuacjach i
ludziach. Przekonania, że to Bóg prowadzi wspólnotę Kościoła, że każdy z nas jest grzesznikiem i że, jest to naturalna kondycja każdego człowieka której do śmierci nie opuszcza. Nie przegapiajmy zatem okazji do uczynków miłosierdzia. Zarówno my jak i nasi bliźni ich potrzebują. Nie czekajmy na innych, na to, że ktoś zacznie pierwszy, nie czekajmy na czyjeś pozwolenie. Naśladujmy Boga który zbawił nas nie dlatego, że czekał na nasze zrozumienie tej potrzeby, zbawił nas ponieważ wybiera on w swoim działaniu miłość. Wziął nasz grzech na siebie bez żadnych negocjacji. Spróbujmy na to spojrzeć jako na wielki gest miłosierdzia. Uczynek który otwiera nam drogę do życia i daje nadzieję każdego dnia. (RL)
