Komentarz do Ewangelii || Błogosławiony Biskup w pelerynie || Środy ze św. Ignacym
SŁOWO BOŻE NA NIEDZIELĘ
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: „Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: „Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”. Ten odpowiedział: „Idę, panie!”, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: „Nie chcę”. Później jednak opamiętał się i poszedł. Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?” Mówią Mu: „Ten drugi”. Wtedy Jezus rzekł do nich: „Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć” (Mt 21, 28-32).
Komentarz
„ Synu idź dziś popracować w winnicy”. Winnica to Kościół. Jako dziecko Boga jestem zaproszony, posłany do pracy w budowaniu Kościoła. Czuję taką potrzebę? Rozpoznaję to wezwanie Chrystusa? Jestem w Kościele z odpowiedzialnością za tę Wspólnotę, czy jako konsument i krytyk? Chodź popracować dla rozwoju Królestwa Bożego.

za: katalogmarzeń.pl
BŁOGOSŁAWIONY BISKUP W PELERYNIE
(zdj. za:nytimes)

W 1952 roku w Stanach Zjednoczonych były zaledwie cztery stacje telewizyjne. We wtorki w najlepszym czasie antenowym, czyli w godzinach od 19:00-21:00, Ameryka dzieliła się na tych , którzy oglądali popularny The Frank Sinatra Show i tych, którzy woleli jeszcze popularniejszy komediowy program telewizyjny Texaco Star Theater. Wiadomo było, że cokolwiek będzie konkurować o uwagę widzów w tym samym czasie, jest z góry skazane na porażkę. I wtedy wkroczył – dosłownie i w przenośni – na estradę telewizyjną absolutny prekursor głoszenia Słowa Bożego za pomocą mediów, już teraz błogosławiony, biskup Fulton J. Sheen. W szczycie popularności jego program Life is Worth Living (tłum. Warto żyć) oglądało 30 milionów (!) widzów. Jest to więcej niż kiedykolwiek osiągnął jakikolwiek z obecnych katolickich youtuberów i twórców podcastów. Dla porównania najpopularniejszy polski katolicki kanał na platformie Youtube, Langusta na palmie ma 987 tys. subskrybentów, a najpopularniejszy film (oprócz transmisji modlitwy różańcowej) uzbierał 2,9 miliona wyświetleń w przeciągu 11 lat. O niezwykłej popularności i charyzmie biskupa Sheena świadczy to, że już w 1953 roku zdobył nagrodę Emmy dla najwybitniejszej osobowości telewizyjnej, a w późniejszych latach był jeszcze nominowany do tej nagrody dwukrotnie. Swoją drogą, zaraz po otrzymaniu nagrody podziękował swoim scenarzystom: Mateuszowi, Markowi, Łukaszowi i Janowi.
Biskup Fulton J. Sheen urodził się w 1895 roku w małym miasteczku El Paso w stanie Illinois jako najstarszy syn potomków irlandzkich imigrantów. Na chrzcie otrzymał imiona Piotr Jan, jednak z czasem przyjął jako pierwsze imię Fulton - panieńskie nazwisko swojej matki. Od wczesnych lat był ministrantem, a w wieku 24 lat został wyświęcony na kapłana. Jako wybitny umysł, błyskawicznie zrobił karierę naukową w dziedzinie teologii i filozofii, wykładał na uniwersytetach, napisał dziesiątki książek. W 1951 został biskupem pomocniczym Nowego Jorku, następnie w roku 1966 biskupem Rochester, a jeszcze później arcybiskupem tytularnym Newport w Walii. Szerokiemu światu, co ciekawe – również niekatolików, dał się poznać jako pierwszy prawdziwy radio- i telewangelizator. W roku 1930 radiowa stacja NBC zaprosiła go do prowadzenia niedzielnej audycji The Catholic Hour (tłum. Katolicka godzina). Audycja była kontynuowana przez 20 lat, a słuchacze tygodniowo przysyłali do redakcji kilka tysięcy listów adresowanych do biskupa z pytaniami, wątpliwościami, zwierzeniami. Do ich czytania i segregowania zatrudniony był cały sztab sekretarek. Biskup nalegał, żeby żaden list nie pozostał bez odpowiedzi.
Szczyt popularności przyniósł biskupowi Sheenowi jednak cotygodniowy program telewizyjny. W surowo, jak na dzisiejsze standardy, urządzonym studiu Fulton J. Sheen, ubrany w kompletny strój biskupi, posługiwał się jedynie czarną tablicą i kredą jako rekwizytami towarzyszącymi mu w wykładzie. Jego skierowany na widza przenikliwy wzrok, dostojne przechadzanie się po studiu jak po deskach teatru, modulowanie iście radiowym głosem, a to w idealnym momencie rzucony żart, a to okrzyk czy ruch purpurową peleryną – wszystko to sprawiało, że nie można było oderwać od niego wzroku, a Boże treści trafiały prosto do serc i umysłów. Oglądając te nagrania sprzed ponad 75 lat ma się wrażenie, że widzi się sztukę teatralną z najlepszym aktorem dramatycznym w roli głównej.
W czerwcu tego roku papież Leon XIV powiedział: “Arcybiskup Sheen był światłem wiary, nadziei i miłości, które przez dziesięciolecia świeciły przez media radiowe i telewizyjne. Sam jestem świadkiem Jego ewangelizacji, kiedy dorastałem. Jego audycje dotknęły milionów z nadzieją Ewangelii, a Jego inicjatywy i wysiłki zaowocowały ogromną pomocą duchową i materialną dla Kościołów w obszarach pierwszej ewangelizacji”. Z kolei Jan Paweł II, notabene sam przecież będący w przeszłości aktorem dramatycznym, odwiedzając w 1979 roku katedrę św. Patryka w Nowym Jorku w trakcie uroczystości uścisnął Sheena i powiedział: „Dobrze pisałeś i mówiłeś o Panu Jezusie Chrystusie. Jesteś wiernym synem Kościoła”. Dwa miesiące po tym spotkaniu, 9 grudnia 1979 roku, Fulton J. Sheen zmarł podczas modlitwy przed Najświętszym Sakrementem. Od dnia swoich święceń dzień w dzień przez 60 lat praktykował godzinną adorację Najświętszego Sakramentu, tzw. Godzinę Świętą. Mówił o tej praktyce: “To stąd czerpię siłę. To stąd czerpię światło.” Beatyfikacja tego niezwykłego kapłana odbyła się w ostatni czwartek, 24 września, w St. Louis w stanie Missouri w USA. Mszy beatyfikacyjnej przewodniczył kardynał Luis Antonio Tagle. Wspomnienie liturgiczne błogosławionego Fultona Sheena będzie od teraz przypadać 9 grudnia, w rocznicę jego śmierci. Jeśli prawdą jest, co głosi pewna pobożna legenda, że Bóg wywołuje mieszkańców nieba pojedynczo i mówi do nich, że ten i ten człowiek trafił tam dzięki nim, to jestem przekonana, że Fulton J. Sheen może być wywoływany naprawdę często. (JP)

(za:CatholicThings)

Gdy Jezus z uczniami szedł drogą, ktoś powiedział do Niego: „Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz”. Jezus mu odpowiedział: „Lisy mają nory i ptaki podniebne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć”. Do innego rzekł: „Pójdź za Mną”. Ten zaś odpowiedział: „Panie, pozwól mi najpierw pójść pogrzebać mojego ojca”. Odparł mu: „Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże”. Jeszcze inny rzekł: „Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu”. Jezus mu odpowiedział: „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego” (Łk 9, 57-62).
Naprawdę? Pójdziesz za Jezusem wszędzie? Dajmy sobie tutaj dłuższą chwilę na rozmyślanie. Zapytajmy siebie wprost, bo to pytanie jest kierowane właśnie do każdego z nas, indywidualnie.
Jakie odczucia budzą się w naszym sercu, jeśli zostawiam wszystko za sobą i idę za Chrystusem? Czy to jest żal za utraconą pewnością dnia codziennego? Lęk przed zmianami? Brak zaufania? Czy będzie to radość z tego, że wreszcie moje życie ma sens, doświadczenie ulgi wyboru właściwej drogi? Wolność od przedmiotów i ludzi? Poczucie bycia wybranym do większej zażyłości ze Stwórcą?
Każdy z nas będzie miał swoją indywidualną gonitwę myśli „za” i „przeciw”. Jak rozpoznać który z tych głosów jest prawdziwy? A który jest jedynie mechanizmem obronnym?
Sedno obserwacji swoich odczuć i emocji ma głęboki sens. W związku z tym iż: nasza wola, rozum i serce znajdują się w ciągłej interakcji to: jak reagujemy i co w pierwszej chwili myślimy jest ciekawym wskazaniem na stan naszej ogólnej kondycji. Warstwa psychiczna człowieka która bierze integralny udział w odpowiedzi na wołanie Chrystusa ma swoją dynamikę, strukturę, schematy działania, mechanizmy obronne. Jest to sfera która codziennie wpływa na nasze decyzje i postępowanie, także na wybory o charakterze krótko i długotrwałym. Słowo Chrystusa budzi w nas zawsze jakieś odczucia, czasami wskazuje na jakieś blokady który dyktują nam sposób postępowania.

To, jacy jesteśmy dzisiaj, to między innymi suma wielu doświadczeń dla naszego układu nerwowego który dąży do swojego własnego optimum. Zabezpiecza nas w ten sposób przed doświadczeniami które mogłyby nas trwale uszkodzić lub zaburzyć. Styl i warunki w jakich dorastaliśmy jako dzieci ma ogromny wpływ na naszą obecną codzienność. Nie zawsze były to doświadczenia budujące, czasami destruktywne i traumatyczne. W połączeniu z naszym naturalnym temperamentem, zbiorem unikalnych cech osobowych reagujemy na zewnętrzne głosy w określony sobie sposób.
Czy zatem głos wzywający nas do pójścia za Chrystusem może podlegać takiemu „odfiltrowaniu” przez nasza psychikę? Jak najbardziej.
Wyzwaniem każdego chrześcijanina jest dążenie do wolności od tego co nam przeszkadza w dążeniu do celu szukania większej chwały Bożej poprzez służbę Jemu samemu. Zdobycie wolności od psychicznych mechanizmów obronnych także mieści się w tym wysiłku. Pierwszym stadium takiego rozeznania jest świadome przeżywanie emocji, obserwowanie ich i nazywanie. Wewnętrzny dystans do tego co mnie wewnętrznie motywuje do działania to wielki dar o który warto się starać i wprost o niego prosić na modlitwie. W połączeniu z Bożą łaską wewnętrznego poznania poruszeń w sercu możemy radykalnie zmienić swoje własne życie i wtedy rzeczywiście pójść za głosem Chrystusa który będzie mnie wzywał do głoszenia Królestwa Bożego. Wtedy będę wiedział że, to czego bym w tym momencie żałował lub miał za wyższy priorytet lub też miał poczucie bezpowrotnej straty było tylko iluzją mojej własnej psychiki. Dziecięcym lękiem przed światem które do tej pory nie miało okazji dojrzeć. Dajmy sobie szansę na podróż w głąb siebie, jednak nie samotnie. Towarzysz duchowy, osoba której ufam i czuję się przy niej bezpiecznie będzie niezbędnym kompanem w takiej podróży. (RL)
