Dom nasz i majętność… || Szopka Mistrza Ezenekiera || Środy ze św. Ignacym
KOLĘDOWANIE
Zapraszamy na kolędowanie całej naszej parafii, 11 stycznia (niedziela) do kościoła na 15.30. Będziemy śpiewać przy akompaniamencie i pod przewodnictwem pana organisty. Po kolędowaniu zapraszamy wszystkich do dolnej sali domu parafialnego. Tych, którzy chcieliby coś upiec na to spotkanie, zachęcamy, i prosimy o przynoszenie wypieków do dolnej sali, 11 stycznia, od 15.00.
DOM NASZ I MAJĘTNOŚĆ…
Kiedy powstała pierwsza chrześcijańska kolęda? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Za pierwszą kolędę w znaczeniu religijnym uznaje się często łacińską pieśń Jesus refulsit omnium (Jezus oświeca wszystko). To dzieło św. Hilarego, pochodzące jeszcze z IV wieku, wielu badaczy twierdzi jednak, że utwór ten bardziej należy uznawać za hymn.
Do XIII wieku kolędy w zasadzie nie były śpiewane w trakcie nabożeństw. Po raz pierwszy dokonał tego św. Franciszek z Asyżu, który miał zaintonować bożonarodzeniową pieśń w zorganizowanej przez siebie szopce. Pierwsza kolęda w języku polskim – Zdrow bądź krolu anjelski – datowana jest już na 1424 rok, choć jej tekst znaleziono dopiero w XIX wieku.
Dopiero z chwilą wynalezienia prasy drukarskiej przez Jana Gutenberga w połowie XV wieku kolędy zaczęły żyć na stronach ksiąg i pergaminów. Dzięki temu słowa i melodie wielu z nich przetrwały do dziś, jak i samo kolędowanie. Czy to w gronie rodzinnym, wspólnotowym, czy na rynkach miast; tradycyjnie z gwiazdą i turoniem, albo współcześnie, tak po prostu.
W udzielonym w grudniu wywiadzie Jan Lubomirski – Lanckoroński, przytoczył historię powstania jednej z najbardziej znany polskich kolęd „Bóg się rodzi”. Tekst powstał w XVIII wieku za zamówienie jego – jak sam powiedział – „sześć razy prababki, która posiadała Łańcut”. Autorem jest Franciszek Karpiński. W swoich wspomnieniach opisywał m.in. spotkanie z księżną Izabelą Lubomirską z domu Czartoryskich, którą poznał w Wiedniu w 1770 roku. Była ona jedną z najbardziej wpływowych postaci swojej epoki – bywała na najsławniejszych europejskich dworach, aktywnie uczestniczyła w życiu politycznym, a zarazem słynęła z opieki nad poddanymi. Na zamku w Łańcucie zgromadziła bogate kolekcje dzieł sztuki i zbiorów muzycznych. To właśnie z jej inspiracji Karpiński stworzył „Pieśń o Narodzeniu Pańskim” (czyli „Bóg się rodzi”). Po raz pierwszy zabrzmiała ona w 1792 roku, w Białymstoku. „Tam jest taki pasus – zaznaczył Jan Lubomirski – dom nasz i majętność całą i wszystkie wioski z miastami. To jest dom, czyli Łańcut, majętność — no to wiadomo, i wszystkie wioski dookoła”- dodał. Dzisiaj śpiewając te słowa, zapewne odnosimy je do siebie osobiście, i słusznie. Bo Bóg mimo że narodził się dla wszystkich, jednocześnie narodził się dla każdego z nas, i każdy osobiście może, a nawet powinien, przyjmować Boże błogosławieństwo i Jego samego… dzień w dzień, nie tylko w grudniu. (BL)
SZOPKA MISTRZA EZENEKIERA
Matka umawiała się z szopkarzami o przedstawienie, a raczej ściśle mówiąc z ich przedstawicielem. Był nim Michał Ezenekier murarz i kaflarz krakowski, bo trudnił się po trosze oboma zawodami i w obu był prawdziwym mistrzem. Ezenekier, człowiek ubogi, ale obywatel szanowany na Krowodrzy, gdzie miał domek z ogródkiem, od święta chodził w czamarze z koralową spinką. (…). (Karol Estreicher, Nie od razu Kraków zbudowano, Kraków 1947)
Dzieciątko Jezus leżące w żłóbku na sianie, przy Nim Najświętsza Panienka i św. Józef, anioły, pasterze, owieczki… Znana scena Bożego Narodzenia złożona z figurek drewnianych, gipsowych lub woskowych, już od średniowiecza aranżowana jest co roku w każdym europejskim kościele. Wydany w Polsce, w XVIII wieku zakaz urządzania w kościołach ruchomych przedstawień lalkowych dał impuls do rozwoju szopki kukiełkowej – wędrownego teatrzyku bożonarodzeniowego. Pod koniec XIX wieku, krakowscy murarze zamieszkujący podkrakowskie wsie, m.in.: Krowodrzę, Czarną Wieś, Zwierzyniec, Grzegórzki, Ludwinów, podczas zimowego zastoju w pracy, szukali dodatkowych źródeł zarobku. Robili więc na sprzedaż małe szopki i zabawki dla dzieci oraz budowali sporej wielkości szopki kukiełkowe. Tuż po świętach Bożego Narodzenia, na linii A-B krakowskiego Rynku (między ulicami Floriańską a Sławkowską) szopkarze stawali rzędem wraz ze swoimi dziełami. Im szopka była ładniejsza, im ciekawszy zestaw kukiełek, tym większa szansa na zaproszenie do znaczniejszych domów: do Anczyców, do Estreicherów czy do Potockich, do pałacu „Pod Baranami”, co zdarzało się najczęściej zespołowi pod wodzą Michała Ezenekiera.

(Szopka krakowska kukiełkowa, wyk. Michał Ezenekier, Kraków-Krowodrza, lata 90. XIX wieku, ze zbiorów Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie, fot. Marcin Jędrysiak)
Najstarsza, zachowana szopka krakowska wykonana pod koniec XIX wieku przez Michała Ezenekiera jest stale eksponowana na wystawie stałej w Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli w Krakowie. Nadal zachwyca swoim ogromem, artyzmem i pieczołowitością wykonania. Cała konstrukcja została wykonana z drewna, wszystkie elementy zostały zrobione ręcznie, każda z 70 tralek została wycięta i wyrzeźbiona nożem. W okienkach zastosowano kolorowe szkło, a jako witraże – papierowe, ażurowe wycinanki. Wyposażona jest obecnie w oświetlenie elektryczne, lecz wzruszenie ogarnia, kiedy widzi się w jej wnętrzu metalowe lichtarzyki na świece, z zaschniętymi resztkami stearyny, świadczącymi o rzeczywistym używaniu tej szopki. Zaopatrzona jest po bokach w solidne, wyślizgane od wielokrotnego użycia drewniane uchwyty służące do jej przenoszenia. Parter zajmuje szeroka scena, gdzie aktorów przedstawienia – kukiełki przesuwano wzdłuż szczelin w podłodze a w jej środku znajduje się zapadnia, jak w prawdziwym teatrze: tam znikał król Herod porywany przez diabła do piekła. W zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie zachowało się też 20 kukiełek, które podobno wyszły spod ręki syna Michała Ezenekiera – Leona. Są to lalki częściowo wyrzeźbione z drewna lub z wykorzystaniem porcelanowych główek o rysach kobiecych, które po domalowaniu wąsów sprawdzały się w rolach męskich jak Ułan czy Pan Twardowski. Ubrane są w piękne stroje z tkanin, obszywane szychem i osadzone na drutach z drewnianymi uchwytami.

(Kukiełki szopkowe: Krakowianka i Krakowiak, Michał i Leon Ezenekier, Kraków-Krowodrza, lata 90. XIX wieku, ze zbiorów Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie, fot. Marcin Jędrysiak)
Kim był Michał Ezenekier? Dzięki Karolowi Estreicherowi młodszemu (1906–1984) mamy bodajże najwięcej informacji o nim. Był on prawdziwym mistrzem w tym co robił, zarówno w murarce, stawianiu pieców czy szopkarstwie gdyż:
Wszystko co było cegłą, kamieniem, wapnem, gliną sprawiało mu widoczną przyjemność materialnego dotknięcia. I szopka też. I wódka naturalnie. Ale nigdy nie pił podczas roboty.
Jedyną w swoim życiu podróż odbył do Warszawy ale zarówno murarska robota, jak i piece tamtejsze mu się nie podobały, w przeciwieństwie do swojej pracy przy odnowieniu Sukiennic przez Tomasza Prylińskiego i malowaniu sklepienia bazyliki Mariackiej wg projektu Jana Matejki. Wg ostatnich ustaleń urodził się w 1854 roku i zmarł w czasie pierwszej wojny światowej, wtedy też zginął jego syn Leon, z którym zajmował się szopkarstwem. Mieszkał na Krowodrzy w domu, który obecnie znajduje się przy ul. Mazowieckiej 113, narożnym z ul. Racławicką a zwieńczony jest detalem z orłem z rozpostartymi skrzydłami. Michał Ezenekier był zasłużenie najsłynniejszym szopkarzem, lecz na Krowodrzy mieszkało też wielu cieszących się sławą znamienitych murarzy, którzy również parali się szopkarstwem, stąd Krowodrzę przez długi czas nazywano zagłębiem szopkarskim. Współcześnie już nikt z szopkami nie chodzi po domach a szopki zgłaszane na corocznie organizowany w grudniu konkurs szopek krakowskich są już inne. Współcześni szopkarze (i szopkarki) to ludzie różnych zawodów, dzieci, młodzież ale też prawdziwi artyści. Do nich należy mieszkaniec Krowodrzy i parafii św. Szczepana, od wielu lat tworzący szopki zachwycające misternym kunsztem wykonania – mistrz Jan Kirsz.

(Kukiełki szopkowe, na pierwszym planie Ułan i Pan Twardowski, Michał i Leon Ezenekier, Kraków-Krowodrza, lata 90. XIX wieku, ze zbiorów Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie, fot. Marcin Jędrysiak)
Małgorzata Oleszkiewicz
PS. Szopkę Michała Ezenekiera można oglądać na wystawie stałej w Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli w Krakowie. Prezentowana jest też na stronie Muzeum Etnograficznego w Krakowie wraz z częścią kolekcji szopek krakowskich w tym m.in. szopką, która należała do Stanisława Wyspiańskiego, szopką, która była własnością Leona Wyczółkowskiego, szopką z I konkursu na najpiękniejszą szopkę krakowską w 1937 r. i wieloma innymi z późniejszych konkursów szopek:
https://zbiory.etnomuzeum.eu/pl/kolekcje/22/szopki-krakowskie

Początek roku daje nam w naturalny sposób nową perspektywę spojrzenia. Dodatkowo, niedawny ingres nowego metropolity krakowskiego, kardynała Grzegorza Rysia narysował naszej wspólnocie diecezjalnej wizję rychłego rozpoczęcia synodu. Owa „wspólna droga braci i sióstr w Kościele”, do której kardynał Grzegorz nas zaprasza to okazja do „wspólnotowego rozeznawania, słuchania siebie nawzajem i wymieniania się duchowymi darami.” Te powyższe słowa, które są cytatami z homilii w Katedrze Wawelskiej zapraszają nas do wzięcia odpowiedzialności za Kościół, do doświadczenia współpracy nad wspólnym dziełem pod przewodnictwem Ducha Świętego.
Nasza parafia z kolei ma już takie doświadczenie z lat kiedy synod diecezjalny ogłosił kard. Karol Wojtyła (koniec w 1979 roku). Zanim jednak formalnie nastąpi ogłoszenie synodu i trybu w jakim się będzie odbywał warto przygotowywać się do tego wyjątkowego czasu poprzez zadanie sobie samemu fundamentalnych pytań o prawdziwa motywację mojego bycia we wspólnocie Kościoła.
Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. My miłujemy [Boga], ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował. Jeśliby ktoś mówił: „Miłuję Boga”, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego (1 J 4, 7-21).
Modlitwa przygotowawcza: Proszę Cię, Panie, Boże mój, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały Twojego Boskiego Majestatu.
Obraz: Przyjrzę się swojemu obrazowi Boga. Zobaczę, jak postrzegam Pana, jak Go sobie wyobrażam, kim On dla mnie jest.
Prośba o owoc: Poproszę o to, czego chcę i pragnę. Mogę poprosić o łaskę otwartości na Bożą miłość.
1. „W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.” Często jest w nas przekonanie, że musimy coś sobie i Bogu udowodnić, niejako zasłużyć na miłość — wypełniać skrupulatnie wszystkie przykazania, modlić się w określony sposób i w odpowiednim czasie. Ta ucieczka w formy ma nam dać poczucie bezpieczeństwa, przekonanie, że gdy będę „grzeczny”, to zasłużę na zbawienie. Jezus ganił faryzeuszy skrupulatnie przestrzegających wszystkich przepisów prawa. Chętnie natomiast przebywał z grzesznikami, a najbardziej chwalił wiarę osób, których można by uznać za pogan. Wystarczy przywołać scenę modlitwy faryzeusza i celnika. Niestety szybko o tym fakcie zapominamy. Łatwo jest nam wpaść w pułapkę postawy samozbawienia: Bóg przestaje być potrzebny, bo nawet jeśli zdajemy sobie sprawę z własnej niedoskonałości, mamy przekonanie, że dzięki pracy nad sobą pozbędziemy się wad i zasłużymy na niebo. Zastanowię się nad tym, czy nie ma we mnie takiej postawy. Prawda jest taka, że nie muszę się sam zbawiać. Ktoś już to zrobił. Ja mam tylko to przyjąć.
2. „W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości”. Przyjmując miłość Boga, nie muszę się już bać. Jeśli jest jednak jeszcze we mnie lęk, nie powinienem się tym martwić. Św. Jan mówi o doskonałej miłości, a przecież nikt z nas nie jest doskonały. Ważne jest tu natomiast słowo „kara”, które stoi w sprzeczności z miłością. Jeśli jest we mnie lęk przed karą, to znaczy, że potrzebuję nawrócenia. Nawrócenie to nie zmiana postępowania, lecz zmiana sposobu myślenia, otwarcie się na prawdę, że mój obraz Boga jest zniekształcony. Stanę teraz przed sobą w prawdzie. Jak postrzegam Boga: czy jako Kogoś, kto zawsze mi wybacza, czy kogoś, kto chce mnie ukarać?
3. „Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi”. Naturalną konsekwencją przyjęcia Bożej miłości jest miłość wyrażana w relacjach z innymi ludźmi. Miłość do Boga, ludzi i samego siebie to oblicza tej samej miłości. Nie można kochać Boga, nie kochając ludzi. Nie można też kochać ludzi, nie kochając siebie. Może się w nas pojawić pokusa szukania tylko tego, co wzniosłe, na przykład wyrażania miłości do Boga poprzez wciąż nowe, wyszukane formy modlitwy. Czasem trzeba sobie jednak zadać pytanie: jak dzisiaj Bóg chce się ze mną spotkać? Może się okazać, że właśnie dziś Bóg przychodzi w potrzebującej pomocy osobie, której nie darzę sympatią.
Rozmowa końcowa: Porozmawiam z Bogiem o tym, co przeżyłem na tej modlitwie. Będę z nim szczery. Mogę też powtórzyć modlitwę o owoc medytacji. Na koniec odmówię Ojcze nasz. (RL)
