Pościć z miłością || Charyzmat pokutowania
Radujcie się wraz z Jerozolimą,
weselcie się w niej wszyscy, co ją miłujecie!
Cieszcie się z nią bardzo wy wszyscy,
którzyście się nad nią smucili (Iz 66,10)

POŚCIĆ Z MIŁOŚCIĄ
Mówi się, że św. Kinga w piątki i soboty pościła o chlebie i wodzie, a po śmierci Bolesława Wstydliwego w ogóle nie jadła mięsa. Za to Jadwiga Śląska przez 40 lat miała nie jeść mięsa, a ryby i nabiał spożywała tylko w niedziele, wtorki i czwartki, w środy i piątki pościła o chlebie i wodzie, a w poniedziałki i soboty żywiła się tylko suchymi jarzynami. Niektórzy podają, że do potraw dodawała popiołu, by jej umartwienia były jeszcze większe. Święty Mikołaj – śmieją się historycy – był jeszcze bardziej radykalny. Jako niemowlę, w postne środy i piątki, nie ssał mleka matki… Średniowieczna hagiografia odgrywała duża rolę w podkreślaniu znaczenia postu w życiu chrześcijanina. Nie były to jednak poradniki motywujące pozytywnie – jakbyśmy dziś powiedzieli – i zachęty do pogłębiania relacji z Bogiem, do wrażliwości na drugiego człowieka, a raczej niedoścignione wzory…Święci, niedoścignieni, niemal równi aniołom a może i nawet samemu Bogu…unoszący się nad ziemią…odlegli. Taki sposób motywowania wiernych uważano zapewne za najbardziej skuteczny. Bo skoro św. Jadwiga 40 lat nie jadła mięsa, to czymże jest mój skromny post w piątki. A nawet w piątki i środy. Niczym. Niczym też będą kilkudniowe posty podejmowane raz na jakiś czas… Ale czy w tym wszystkim naprawdę chodzi o porównywanie się „do najlepszych”?
Jeżeli stwierdzono, iż ktoś jadł po siedemdziesiątnicy mięso, karano go surowo przez wyłamanie zębów. Prawo Boże bowiem, świeżo w tym kraju wprowadzone, większej nabiera mocy przez taki przymus niż przez post ustanowiony przez biskupów” (Thietmar z Merseburga, biskup, kronikarz, X/XI w.)
Przez wieki tradycja chrześcijańska, a potem specyficznie polska, wypracowała sposoby i formy poszczenia. Aż do XVII wieku pościło się w środę – w nawiązaniu do zdrady Judasza, w piątek – dzień śmierci Chrystusa i w sobotę – jako przygotowanie do niedzielnego święta. Oprócz tego przez wieki post obowiązywał w wigilię Wszystkich Świętych czy Nowego Roku, czyli w sylwestra – dopiero od północy można było jeść mięso i bawić się. Poszczono też w wigilię Trzech Króli, świąt wszystkich apostołów, świąt maryjnych – a było ich sporo. Post ścisły obowiązywał w tzw. suche dni (dni kwartalne, na początku każdej pory roku, związane z konkretnymi obchodami liturgicznymi, z konkretną intencją szczególną), niektórzy podejmowali jeszcze posty prywatne, kilka godzin trwał post eucharystyczny. Niektóre z tych praktyk miały charakter ogólnokościelny, inne zachowywano tylko w kraju.

Rezygnacja z mięsa (i przez kilka wieków również z nabiału) w okresach postnych oczywiście nie oznaczała głodowania, więcej – stawała się okazją do kulinarnych eksperymentów. Zamiast mięsa na talerzach pojawiały się tłuste ryby, wytworne ciasta i obficie lało się wino. Można było jeść najwspanialsze ryby, skorupiaki, słodycze (postny rygor ich nie zakazywał), najdroższe rzeczy, które sprowadzano ze świata – a formalnie wciąż pościć. Aby móc pościć jak należy, mnisi musieli rozpocząć hodowanie ryb w stawach, bo te z jezior i rzek przestały wystarczać. Pojawiły się węgorze, sandacze, karpie. Często – by niejako oszukać zmysły – przygotowywano (tzn. ci, których było na to stać) coś ze słodyczy czy ryb, co wyglądem przypominało dania mięsne i czasem trudno się było zorientować lub zauważyć różnicę. Z tłustych ryb robiono kiełbasy, które przyprawiano cukrem, cynamonem i imbirem. W czasach Krzyżaków funkcjonował ponoć przepis na kiełbasę z fig z piernikiem i cukrem, moczoną w cieście naleśnikowym i smażoną, potem podawaną na ciepło. Udawało się wiec, zarówno zakonnikom, jak i świeckim, teoretycznie pościć, a praktycznie – jeść nawet lepiej, niż w czasie pokuty.
Okresowe wstrzymywanie się od nabiału uczyniło mnichów fachowcami w przetwarzaniu mleka. Im zawdzięcza Europa wynalezienie świetnych gatunków sera twardego, zdatnego do dłuższego przechowywania. Odległość od morza skłoniła do hodowania ryb słodkowodnych. Potrzeby liturgii i przychylność reguł wobec wina (istotny składnik konsumpcji w regule św. Benedykta) sprzyjały doskonalonej uprawie winnic, tudzież niezgorszemu rozeznaniu wśród produktów finalnych. Zastrzeżenia reguł wobec mięsa i nabiału nie objęły wyrobów mącznych i słodyczy. Dla złagodzenia rygorów Wielkiego Postu wypiekano więc wafle, naleśniki, torty, placki. Wraz z doskonale przyrządzoną rybą oraz ponad litrową miarą wina dziennie (gdzie indziej było to piwo z browarów klasztornych, czynnych do dziś np. w Niemczech) można było jakoś przetrzymać okresową abstynencję mięsno-nabiałową. Rygoryści, ze św. Bernardem z Clairvaux na czele, gorszyli się kulinarną maestrią klasztorną, zaś współczesne szlaki lokali gastronomicznych, opatrzonych w bedekerach paru gwiazdkami, pokrywają się ponoć z siecią dawnych opactw” (ks. J. Kracik, Post po staropolsku).
Około XVI wieku, w zachodniej Europie, post nieco złagodzono – biskupi pozwalali jeść masło, mleko, jajka. W Polsce nadal pozostawano przy rygorystycznych nakazach, tak że ponoć wysłannicy papieża, którzy z Rzymu przyjeżdżali do Polski, byli zszokowani surowością praktyk. Z drugiej strony wielu zakonników, np. z Francji, nie chciało chodzić na polskie uczty, bo uważali, że na nich je się w niedopuszczalny sposób – jest wiele wspaniałych ryb, są cudowne słodycze, co przeczy idei postu, umartwiania się i ascezy. A z kolei nasi zakonnicy nie lubili chodzić do francuskich, bo uważali, że tamci postępują jak heretycy, jedząc w poście nabiał. Polscy księża tłumaczyli nasze reguły tym, że mamy tzw. post polski (ieiunium polonicum) – nie był to już post praktykowany w całym Kościele powszechnym, skoro sam papież nie wymagał niejedzenia na przykład przetworów mlecznych. Z biegiem lat za zgodą, a nawet naleganiem biskupów, którzy łagodzili posty, praktyki postne zaczęły się zmieniać. Wprowadzano większą ilość nabiału i zmniejszano liczbę dni wyrzeczeń. W Polsce do XVII wieku trwał środowy post (często i dziś praktykowany jest w zakonach). Piątkowy mamy do dziś.

Nie zmyśli tego żadna zabobonność wściekła, bym ja w piątek na wole zajechał do piekła, a waść miał na szczupaku dostać się do nieba” (Ignacy Krasicki, biskup XVIII w.).
Do dzisiaj słowo post najczęściej kojarzy nam się z niejedzeniem mięsa (ew. niepiciem alkoholu czy niejedzeniem słodyczy). Nakaz postu w piątki (polska tradycja), postu ścisłego w Środę Popielcową i Wielki Piątek, ale też czterdziestodniowego postu przed Wielkanocą, ma długą tradycję i religijne uzasadnienie, niemniej dzisiaj mięso nie jest produktem tak bardzo pożądanym. Dlatego zapewne pojawiają się tu i ówdzie pytania, czy jest jeszcze sens wystrzegać się właśnie mięsa w piątki, skoro o wiele bardziej wysmakowane potrawy można przyrządzić z ryb czy z innych atrakcyjnych, „wegetariańskich” składników. Sens postu, nawet jeśli może zahaczać o jedzenie, znajduje się poza nim. Wyrzekać możemy się różnych rzeczy – sami najlepiej wiemy czego. Ale to nie wszystko. Samo wyrzekanie się rzeczy na niewiele się zda, jeśli nie ofiarujemy ich po pierwsze Bogu, a po drugie człowiekowi w potrzebie. Bo można być „w porządku” wobec przepisów kościelnych i tyle. Ale czy o to tak naprawdę chodzi? (BL)

CHARYZMAT POKUTOWANIA
Jedni ubrani są na czarno, inni na biało. Noszą długie tuniki, najczęściej przepasane sznurem, twarze zakryte specjalnym kapturem – widać tylko otwory na oczy. Kiedyś taki strój miał zapewniać anonimowość, dziś przykuwa uwagę, czasem budzi trwogę. Nic dziwnego, bowiem członkowie bractw pokutnych swoim strojem i nabożeństwami przypominają dobrze znaną, a jednak często wypieraną prawdę memento mori. Historycy spierają się o to, kiedy zaczęły powstawać tego typu bractwa. Jedni mówią, że pierwsze było stowarzyszenie założone przez św. Bonawenturę w 1267 roku. Inni zaś, że wcześniejszym zgromadzeniem o tym charakterze był założony przez św. Franciszka ponad 40 lat wcześniej Trzeci Zakon Pokutników. Wszyscy są jednak zgodni, że rozkwit pokutnych bractw to wiek XVI i XVII.
Przyczyniły się do tego bardzo zmiany i regulacje wprowadzone przez Sobór Trydencki. Sprzyjały one powstawaniu stowarzyszeń świeckich, które oddawały się rożnym posługom i zadaniom, w tym praktykom pokutnym. Mimo iż bractwa kojarzą się głównie z ascezą i umartwieniem to oprócz modlitwy i szczególnego przeżywania męki Pańskiej ich członkowie opiekowali się chorymi i więźniami, pielęgnowali umierających, modlili się na pogrzebach, zbierali datki na najuboższych, pomagali żyjącym na ulicy.

(za: hiszpania-portal.pl)
Wielki Piątek w jednej z hiszpańskich miejscowości. Kilkudziesięciu mężczyzn w białych tunikach powoli przemierza miejskie ulice. Ich twarze są ukryte, na głowach mają białe, szpiczaste kaptury. Idą boso, z odsłoniętymi plecami, niektórzy potykają się o przywiązane do nóg łańcuchy. W pewnym momencie wszyscy zaczynają rytmicznie chłostać swoje plecy biczami z powrozów. Ten rytuał sięga najpewniej XV wieku i przez stulecia towarzyszył mieszkańcom w przeżywaniu Triduum Paschalnego. O pokutnikach wiadomo niewiele, ale wystarczająco – są to zawsze zdrowi mężczyźni, dorośli i pobożni, którzy dobrowolnie decydują się w taki sposób zadośćuczynić za grzechy swoje i innych ludzi. W podobny sposób Wieki Piątek przeżywają mieszkańcy niektórych regionów Włoch. Co jakiś czas odbywa się tam rytuał pokutny polegający na biczowaniu i okaleczaniu się. Przez jedno z belgijskich miast przechodzi procesja, podczas której ludzie ubrani w pokutne wory niosą krzyże. Po meksykańskich górskich ulicach natomiast w Wielki Piątek maszerują zakapturzeni pokutnicy, przewiązani sznurami, niosący drewniane krzyże i ciernie. Za nimi idą ze spuszczonymi głowami ubrane na czarno kobiety.
Przy kościele franciszkanów w Krakowie spotykają się członkowie Arcybractwa Męki Pańskiej. W każdy piątek Wielkiego Postu odprawiają wyjątkowe nabożeństwo pasyjne. Jego forma oraz wygląd braci, którzy noszą czarne habity i kaptury z wyciętymi otworami na oczy, pozostają niezmienne od ponad 400 lat. Arcybractwo powstało w 1595 r. Jego członkami byli m.in. królowie – Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz, a także ubodzy mieszczanie. Głównym przywilejem bractwa było prawo do wykupywania z więzienia dłużników oraz ratowanie jednego skazańca od śmierci w Wielki Czwartek. Od Bractwa pochodzi nazwa ul. Brackiej. Tędy bracia prowadzili uwolnionych z więzienia w ratuszu do klasztoru franciszkanów, gdzie skazańcowi zdejmowano kajdany. Uwolniony stawał się członkiem bractwa i do końca życia pozostawał pod jego opieką.

(za: cowkrakowie.pl)
Bractwo urządzało także pogrzeby zmarłym, dlatego nazywano je także Arcybractwem Dobrej Śmierci. Członkowie bractwa prowadzili też działalność charytatywną i społeczną, opiekowali się więźniami, ubogą młodzieżą i chorymi. Po III rozbiorze Polski bractwo utraciło możliwość uwalniania skazańców i więźniów. W 1885 r. przeprowadzona została jego reforma, dostosowująca działalność organizacji do ówczesnych warunków życia religijnego i społecznego. Odprawiane w piątki Wielkiego Postu tzw. nabożeństwo piętnastu stopni męki Pańskiej poprzedza procesja do kaplicy Męki Pańskiej. Tam przed latarnią, ozdobioną czterema obrazami przedstawiającymi modlitwę Pana Jezusa w ogrójcu, Matkę Bożą Bolesną, św. Weronikę i Pana Jezusa na krzyżu, odprawiane jest nabożeństwo pasyjne. Podczas procesji członkowie bractwa śpiewają: Memento homo mori, „Pamiętaj, człowiecze, na śmierć, a za grzechy pokutuj”. To wezwanie stanowi także motto bractwa. W trakcie śpiewania psalmów pokutnych uczestnicy klęczą, a bracia leżą krzyżem. Nabożeństwo kończy się ucałowaniem relikwii Krzyża Świętego i procesją do zakrystii. Forma tego nabożeństwa pochodzi z 1896 r. i polega na rozważaniu piętnastu „stopni”, czyli scen związanych z męką Chrystusa. Członkowie bractwa noszą charakterystyczne czarne kaptury z wyciętymi otworami na oczy oraz kapy. Podczas nabożeństwa niosą insygnia, na których są znaki męki Jezusa. Brat, który jest najdłużej członkiem Arcybractwa, nosi krzyż. Dwaj najstarsi wiekiem trzymają umieszczone na drewnianych laskach czaszki: męską i kobiecą – i tylko oni mają odsłonięte twarze. Obecnie bractwo pełni funkcję liturgiczną, pielęgnując kult Chrystusa Ukrzyżowanego.

(Arcybractwo Dobrej Śmierci za: cowkrakowie.pl)
W Zalasiu niedaleko Krakowa od początku XVIII wieku istnieje natomiast Bractwo Pokutne im. św. Marii Magdaleny. Do głównych obowiązków pokutników należy udział w uroczystościach Triduum Paschalnego i odpustach parafialnych w strojach pokutnych, kiedyś ręcznie tkanych, ze świecami. Każdego dnia powinni także odmawiać trzy razy Zdrowaś Mario, Chwała Ojcu i Wierzę w Boga za żyjących i za zmarłych. Przyjęcie nowych członków odbywa się tylko raz w roku, we wspomnienie Marii Magdaleny. Po sumie odpustowej, która ma miejsce 22 lipca przyjmowani są do Bractwa kandydaci, czyli osoby wierzące i ochrzczone. Nie ma jednak w pobożności bractwa biczów i włosienicy. Jak mówi jeden z braci pokutników: „Samo uświadomienie sobie tu i teraz, że kiedyś odpowiemy za wyrządzone zło jest trudnym zadaniem w dzisiejszych czasach. Można pokutować niecieleśnie”. Zanikł też zwyczaj, zgodnie z którym na trumnę członka bractw kładziony był krzyż z czaszką, często spotykaną na obrazach przedstawiających Marie Magdalenę.

(za: parafiawzalasiu.wordpress.com)
W każdym miejscu na świecie obok szczerze pokutujących i modlących się wiernych zdarzali się i tacy, którzy w umartwianiu się przekroczyli akceptowalne granice. Ból stawał się dla nich celem samym w sobie, a to już zaczynało mieć niewiele wspólnego z ofiarowywaniem swoich cierpień za grzechy swoje i innych. Tak było z trzynastowiecznym ruchem flagelantów (od nazwy bicza którego używali). Mężczyźni i kobiety biczowali się często i dotkliwe, publicznie i w zamknięciu. Ruch bardzo szybko rozprzestrzenił się na kolejne kraje. Zwłaszcza w czasie wielkich epidemii można było natknąć się na procesję i półnagich biczujących się do krwi ludzi, niekiedy prowadzonych przez księży z krzyżami. Choć początkowo Kościół przychylnie patrzył na te praktyki, z czasem zaczął się do nich dystansować. Biczownicy przesadnie pojmowali pokutę i często głosili herezje – niektórzy odrzucali sakramenty. Obecność drastycznie biczujących się ludzi budziła przerażenie i wywoływała zbiorową histerię. Ostatecznie papież Klemens VI w XIV w. zakazał procesji pod groźbą klątwy kościelnej. Część pokutników podporządkowała się Kościołowi, inni stworzyli sektę. Biczowanie nie zniknęło jednak całkowicie z praktyki Kościoła. Umiarkowane i kontrolowane przez przełożonych umartwienie ciała było dozwoloną praktyką w wielu zakonach. Znamy też świadectwa o świętych, którzy jej się podejmowali. Biczował się św. Dominik, co przekazane zostało przez jego współbraci, którzy podglądali go podczas modlitwy. Podobne świadectwa o korzystaniu z biczy lub włosiennicy pozostały po św. Franciszku Salezym, św. Janie Marii Vianneyu, św. Teresie od Dzieciątka Jezus, św. Faustynie Kowalskiej. Ta ostatnia napisała w Dzienniczku:
Wierne poddawanie się zawsze i wszędzie woli Bożej, we wszystkich wypadkach i okolicznościach życia, oddaje Bogu wielką chwałę; takie poddanie się woli Bożej większą ma w Jego oczach wagę niż długie posty, umartwienia i najsurowsze pokuty. (BL)
