KATOLICKI CZYLI „POWSZECHNY” o szwedzkiej parafii św. Pawła w Gävle słów kilka
Maksymilian Mickiewicz: Nazywam się Maksymilian Mickiewicz, mam 27 lat z czego od 20 lat mieszkam w Szwecji w małym miasteczku Gävle (czyt. Jewle), 150 kilometrów na północ od Sztokholmu. Moja rodzina jest z Polski, więc ja też się czuję Polakiem. Ale mieszkam tutaj i tutaj się odnajduję. Skończyłem studia w Uppsali i pracuję teraz jako inżynier automatyk w przemyśle. W zeszłym roku, poślubiłem moją cudowną żonę, Dominikę.

Radosław Lebowski: Proszę, powiedz parę słów o parafii, w której działasz na co dzień.
Nasza parafia pod wezwaniem św. Pawła, jest dość typowa jak na Szwecję Północną, bo jest bardzo obszerna. Obejmuje rejon o rozciągłości około 300 km (200km na północ od Gävle, i 100km na południe). Obecnie mamy 1400 parafian. Jest dość stabilnie, jeśli chodzi o liczbę ludzi, choć ostatnimi laty zaczęło się to trochę zmieniać na plus.
Wrócimy do tego jeszcze, ale najpierw proszę powiedz więcej o strukturze parafii. Wiemy już, że jest to około 1400 osób, ale jak znam Szwecję, to pewnie ludzie wywodzą się z różnych podłoży kulturowych i używają różnych języków.
Oczywiście. W naszym kościele ktoś to kiedyś liczył i w parafii używane jest 40 języków, niektóre z nich to narzecza afrykańskie, nie związane nawet z jakimś krajem.
To co was łączy w takim razie jako parafian, skoro nie jest to wspólna kultura czy język?
Jezus Chrystus. Dobrze tutaj widać co oznacza słowo „katolicki” czyli „powszechny, dla wszystkich”.
Czy ze względu na te różnice kulturowe parafia stara się utrzymać jakąś jedność? Choćby jedność rytu? Jedność zwyczajów?
Odpowiedź na to pytanie wymaga pewnego wprowadzenia. Katolicyzm był bardzo długo zakazany w Szwecji (do początku XX wieku), a potem ośmieszany. Potem mógł funkcjonować jako stowarzyszenie, a dopiero od początku XXI wieku został zaakceptowany jako jeden z Kościołów. Wtedy zaczął się rozrastać, pojawiło się dużo misji wśród emigrantów którzy tu przyjechali. Pojawiła się na przykład polska misja katolicka albo hiszpańska. Przyjechało też dużo księży z Afryki. Oni mają bardzo ciekawe nastawienie – uważają, że ponieważ kiedyś ludzie z Europy ewangelizowali Afrykę, to oni teraz czują się zobowiązani, żeby się za to odwdzięczyć.
Czyli Afrykańczycy są na misji ewangelizacyjnej w Szwecji?
Tak należałoby to jednym zdaniem podsumować. Kontynuując temat misji narodowych -okazało się trochę problematyczne, że wielu ludzie bardziej szuka takiej właśnie narodowej tożsamości, więzi z ludźmi mówiącymi tym samym językiem, niż Boga. I stąd pojawiła się refleksja, że trzeba te grupy wdrażać we wspólne życie parafialne. I tak to się właśnie dzieje na naszych oczach.

(Gävle za: wikipedróże)
Przez apelowanie o integrowanie się w ramach parafii?
Nie, nie chodzi o integrowanie się, tylko o skupianie się na tym, co jest najważniejsze: na relacji z Bogiem, na sakramentach i na liturgii. I to jest wyzwanie, proboszczowie mają dość dużo pracy z tym, żeby ci wszyscy ludzie naprawdę dostrzegli, co jest najważniejsze. No i u nas się to dość dobrze udaje, bo powiedzmy, że na taką drogę krzyżową, przychodzi 40 osób, a normalnie przychodziło może z 5 czy 6. I to są właśnie ludzie ze wszystkich kultur. No i dużo młodych ludzi teraz przychodzi, bo w Szwecji, w Skandynawii w ogóle jest trend, że dużo młodych ludzi wraca do Kościoła – agnostyków albo właśnie takich szukających.
Czy w parafii jest prowadzone przygotowanie dorosłych katechumenów?
Tak, to jest bardzo wielkie przedsięwzięcie. W parafii jest nas 1400 osób, a co roku od kilku lat przychodzi przynajmniej 7 takich osób, które przygotowują się do chrztu.
A jeśli chodzi o katechezę, o przygotowanie dzieci, ale również młodych – rozumiem, że inaczej niż u nas, katecheza nie jest zintegrowana ze szkołą, tylko jest prowadzona przy parafii, prawda?
Dokładnie. W szkole w ogóle nie ma katechezy. Szwecja jest krajem zupełnie zlaicyzowanym i są z tego dość dumni, że są tacy neutralni i nie narzucają się z religią.
Czyli członkowie wspólnot parafialnych prowadzą katechizację i przygotowanie do sakramentów?
Tak, mamy wolontariuszy, są ludzie, którzy chodzą na kurs i potem nauczają. Dzieci młodsze mają dwa razy w miesiącu dwie czy trzy godziny religii, każdą grupę prowadzi dwójka katechetów i mamy ich teraz cztery. A w przypadku młodzieży, która przygotowuje się do bierzmowania to widzieliśmy w parafii, że potrzebny jest jakiś dialog z nimi, żeby oni faktycznie zrozumieli o co tutaj z tym wszystkim chodzi. Dlatego oni się spotykają częściej i co drugi tydzień mają taką mniejszą grupę i tam mogą więcej porozmawiać i podyskutować. Młodzież ma tez co drugi piątek spotkanie grupy młodzieżowej oprócz katechezy.

Jeśli parafia ma 200 kilometrów w jedną stronę, to ilu księży ją w takim razie obsługuje? Jak to się przekłada na dostępność sakramentów?
Mamy jednego księdza proboszcza i jednego diakona stałego, który ma rodzinę i piątkę dzieci. W naszej parafii mamy 4 kościoły i ksiądz musi między nimi jeździć. Najdalej położony jest kościół 130 km od Gävle (wioska Ovanåker), potem jest kolejny (Sörforsa) 115 km od nas, inny (Sanviken) 30 km w przeciwnym kierunku (w głąb lądu, a nie wzdłuż morza). No i główny kościół w Gävle. Wygooglowalem i wyszło że, nasza parafia obejmuje powierzchnie 18 199 km2, porównywalnie do powierzchni całej Małopolski (15 108 km2).
Czy w tych czterech ośrodkach istnieje jakiś element życia wspólnotowego jak mała wspólnota, mała grupka która ich łączy właśnie między-kulturowo i między-językowo?
Właśnie to widać w tych trzech kościołach poza Gävle, że tam ludzie się dużo bardziej jednoczą wokół świątyni. I to są jak najbardziej międzynarodowe relacje. Często ci ludzie sobie dużo nawzajem pomagają. Przy okazji mszy zawsze jest też jakieś spotkanie, w ogóle Szwedzi mają taką rzecz, że muszą zawsze jeść, jakąś kawę wypić, więc po mszy mamy spotkanie przy kawie i tam się ci ludzie angażują, co jest zawsze bardzo wzruszające, że wszyscy sobie ze wszystkim pomagają.
Czyli że, koncentrują się wokół wspólnego dzieła, bo rozumiem, że ksiądz proboszcz nie jest w stanie być w kilku kościołach codziennie, więc w o wiele większym stopniu wisi to na tych lokalnych wspólnotach. I teraz właśnie pytanie, czy to jest tylko administracyjne zaangażowanie, czy też powiedzmy jakieś duszpasterskie też?
Zupełnie duszpasterskie. Kiedy jedziemy do tego najbardziej oddalonego kościoła (a mamy taki punkt honoru, żeby tam przynajmniej raz w roku pojechać całą rodziną), to jest takie wzruszające, że u tych ludzi widać wielki niedosyt i tęsknotę właśnie, że najchętniej to by chcieli mieć księdza codziennie, ale się nie da. I to jest trudne, szczególnie jak niektóre osoby są starsze i nie ma kto im na przykład służyć Komunią Świętą. Dlatego diakon czasami też wsiada w samochód i jedzie do nich.
To jak jest w przypadku biskupa? On chyba jeździ cały rok i tylko bierzmuje, bo takie są odległości?
Tak, nasz biskup musi dużo jeździć, bo mamy jednego na całą Szwecję, na czterdzieści parafii. Nie jest już najmłodszym człowiekiem, więc widać, że go to męczy, ale z drugiej strony niesamowicie go to raduje. On jest po prostu takim wielkim sługą, widać, że on całe życie temu poświęcił. Dawniej potrafił wsiąść w pociąg i jechać gdzieś na północ Szwecji sam i bardzo jest właśnie temu oddany.
Jak w takich okolicznościach wygląda synod Kościoła w Szwecji?
Kilka lat temu mieliśmy synod, po parafiach jeździli delegaci naszego biskupa i oni zbierali właśnie świadectwa ludzi.
To jest ciekawe, jak to się odbyło w takim wielokulturowym zgromadzeniu. I czego dotyczył ten synod, bo w naszej diecezji zaczęliśmy właśnie pierwszy od prawie 50 lat Synod Duszpasterski . Będziemy pracować nad dokumentem końcowym wypracowanym przez synod biskupów i zastanawiać się jak wprowadzić jego postanowienia w życie. A z tego co słyszę wy macie właściwie doświadczenie ciągłego synodu, prawda? Gdybyś mógł przybliżyć, jak to jest jakby nigdy nie kończyć synodu?
To na pewno widać, że tutaj w Szwecji społeczeństwo sekularne jest dość progresywne, więc ludzie cały czas zderzają się z różnymi nowymi rzeczywistościami. I właśnie ci ludzie, którzy są w Kościele, cały czas szukają jakiejś własnej drogi. Przez co dużo rozmawiają, dyskutują i są dość świadomi tego, co się dzieje. I to jest właśnie wielkim zadaniem Kościoła diecezjalnego, żeby łapać to wszystko i się tym interesować.
Czy masz doświadczenie pracy w jakiejś parafialnej grupie synodalnej albo w czymś podobnym na tym poziomie?
Angażuję się od dwóch lat w Radzie Parafialnej, no i można powiedzieć, że w tym wymiarze tak, bo cały czas rozmawiamy z wiernymi i dużo zastanawiamy się nad podstawowymi rzeczami.
A powiedz mi, bo pamiętam, że wspominałeś, że jesteś także w jakiejś Radzie, która jest ponad parafią?
Tak, jestem jeszcze w drugiej Radzie, można byłoby ją nazwać Radą Diecezjalną. Spotykają się w niej przedstawiciele parafii z biskupem, który chce słyszeć z czym się zmagają, nad czym się zastanawiają, jak się modlą. Ta Rada spotyka się raz na pół roku i ona jest właściwie całkiem synodalna, bo naszym obowiązkiem jest rozmawiać w Radzie Parafialnej i słuchać wiernych i zbierać jakieś pytania, które potem możemy poruszyć właśnie na tym wyższym poziomie.
To jest bardzo ciekawe, jak to funkcjonuje w takim wielokulturowym środowisku. Bo żeby słyszeć, czym żyją parafianie, to trzeba znać kilkanaście języków różnych kultur.
Nie do końca, bo ich w pewien sposób jednoczy język szwedzki. I każdy czuje, że można z każdym porozmawiać w Kościele. Każdy ma jakąś opinię na jakiś temat. I to świadczy o tym, że Kościół jest żywy.
Ale jak to się przekłada później na dalszy ciąg? Bo wysłuchanie, co przeżywają wierni, to jest jedno (decision-makin process), ale kto podejmuje decyzję (decision-taking process)?
Jeśli na radzie rozmawiamy o tym, z czym ludzie przychodzą i nad czym się zastanawiają, to często jest tak, że później idziemy z powrotem do ludzi z jakimś konkretnym pytaniem, wchodzimy w temat głębiej i zastanawiamy się potem jak go rozwiązać. Na przykład mieliśmy ostatnio takie sytuacje, że niektórzy z katolików nie rozumieją kwestii czystości przedmałżeńskiej w takim praktycznym znaczeniu. I teraz z tymi ludźmi dużo rozmawiamy i właśnie postanowiliśmy w Radzie, że trzeba zaprosić kilku ludzi, którzy będą prowadzić takie kursy przedmałżeńskie i spotkania dla małżeństw. Często jest tak, że jak z pojedynczą osobą się rozmawia, to łatwo jest ją jakby naprowadzić, ale właśnie ważne jest też, żeby tych ludzi jakoś spotkać, żeby oni mogli o tym wspólnie porozmawiać. Myślę, że jak kilkoro ludzi ma jakiś problem i oni go wspólnie poruszą, to dyskusja będzie jakoś bardziej owocna.
Mieszkałeś w Polsce, bywasz tu regularnie u rodziny, więc zapewne widzisz, że ten Szwedzki i lokalny to są jakby dwa różne kościoły na dwóch stadiach rozwoju. My dopiero tutaj się zastanawiamy jak i w jakim stopniu rozłożyć na wszystkich ochrzczonych odpowiedzialność za swoją wspólnotę parafialną, a tam w zasadzie samo uczestnictwo w życiu parafii już to oznacza, prawda? W zasadzie nie ma niezaangażowanych wiernych?
To jest prawda, każdy się angażuje i biorąc pod uwagę chociażby samo uczestnictwo w mszy, (a trzeba powiedzieć, że w tych kościołach bardziej na peryferiach, to msze są 1-2 razy w miesiącu), to ludzie czują się nadal zobowiązani i dojeżdżają nawet 180 km do innego kościoła na mszę tam, gdzie ona jest odprawiana. Każdy czuje się taką aktywną częścią parafii. Wydaje mi się, że jednym z wyzwań w Polsce jest to, że jest tak dużo parafii, na przykład w takim Krakowie, że ludzie mogą sobie wybierać gdzie (i kiedy) pójdą do kościoła, nie czują się ściśle związani ze swoją parafią.
To jest tak zwany churching.
Wydaje mi się, że we Polsce widać coś takiego niestety. W Szwecji przez utrudnienia, ludzie faktycznie się starają. Bardziej im na tym zależy.
Ale też często relacje są dużo bliższe. Jeśli w Polsce w jakiejś parafii jest „przepustowość” rzędu 4-5 tysięcy ludzi przez całą niedzielę, no to większość z nich nie ma bezpośrednich relacji.
Nie ma. Modlę się do Boga i staram się to jakoś zrozumieć, jak właśnie tej Polsce pomóc.
We mnie z kolei podziw budzi absolutnie postawa tych imigrantów, którzy czują się wdzięczni i odpowiedzialni za Kościół, który spotkali na miejscu, do tego stopnia, że starają się go budować. Imponująca jest ich czynna postawa.
Jest przede wszystkim głęboko nawrócona. Bo też mi się wydaje, że gdyby niektórzy ludzie w Polsce mieli głębszą relację z Bogiem, może łatwiej by im było się też angażować.
Ale też okoliczności są daleko trudniejsze uczestniczenia w Kościele niż my mamy, bo spacerem z parafii do parafii przejdziesz, nie ma problemu. A w Szwecji wysiłek dotarcia na Eucharystię jest już takim trudnym progiem wejścia, jak chociażby te 180 kilometrów, czas, zaplanowanie tego, więc paradoksalnie szczupłość dostępu do sakramentów spowodowała tutaj zwiększenie zaangażowania.
Tak, zastanawiam się jeszcze na przykład nad takim Sztokholmem. Ja mieszkam w połowie Szwecji i na północ od nas są jeszcze tylko 3 parafie. A powiedziałem wcześniej, że w całej Szwecji jest 44 parafii. I właśnie w Sztokholmie już mamy ich około 10. Ludzie mają większy dostęp do tego o czym mówiliśmy, ale mimo że mają łatwiej, to też się jakoś niesamowicie angażują, wszyscy dają coś z siebie, nie wiem dlaczego tak jest.
A powiedzmy jeszcze jak wygląda kwestia finansowania parafii, bo to też determinuje okoliczności w jakich funkcjonujecie. Przypomnijmy, że kościół katolicki został dopiero niedawno uznany oficjalnie za osobne wyznanie. Ale skoro państwo jest zlaicyzowane to rozumiem, że nie przeszkadza, nie wtrąca się, ale również nie wykłada żadnego grosza na utrzymanie struktur, na zapewnienie potrzeb tej wspólnoty. Jak to jest rozwiązane?
To jest duży problem. Ekonomicznie jest trudno tym wszystkim parafiom. Nasza musi praktycznie co miesiąc prosić biskupa o pieniądze, żeby szczególnie utrzymać budynki, bo jak się zepsuje dach czy coś innego to jest trudno. Dlatego biskup od zeszłego roku poprosił wszystkie parafie, żeby robić składki inwestycyjne. Dużo jest takich problemów. Na przykład jak młodzież chciałaby pojechać do Rzymu, to wszystko muszą wziąć z własnej kieszeni, nie ma tak, że parafia im pomaga, bo nie ma tych pieniędzy na razie i się o to modlimy. Tym bardziej, że się pogorszyło ostatnimi laty, między innymi dlatego, że w Szwecji mamy taką skomplikowaną sytuację – pojawiły się ekstremalne grupy, finansowane z innych krajów, na przykład z Iranu i to się zrobiło realne zagrożenie. Dlatego państwo, wylewając dziecko razem z kąpielą, odcięło wszelkie możliwe dofinansowanie dla grup wyznaniowych. Wcześniej niemieccy katolicy byli bardzo hojni dla szwedzkiego kościoła i bardzo go wspierali, a teraz to zostało ucięte, i tych pieniędzy już nie ma.
Wracając do kwestii duchowieństwa szwedzkiego. Czytałem, że zdarzają się konwersje pastorów ewangelickich na katolicyzm. Czy spotkałeś się w ogóle z taką sytuacją? Jak to jest ze świadomością, że ksiądz ma żonę i dzieci legalnie w rzymskim kościele, czyli nie zachowuje celibatu?
Jest parę takich przykładów i to ma związek z tym, że Kościół protestancki jest coraz bardziej progresywny i dużo z proponowanych wartości kłóci się z sumieniem pastorów. Na przykład jeśli akceptowana jest aborcja, to wielu pastorów uważa, że to nie jest akceptowalne i naturalnie ci ludzie szukają prawdy, którą nasz Kościół właśnie im daje. I to jest też tak, że nasz Kościół niesamowicie potrzebuje księży, bo jak wcześniej mówiłem, jest jeden biskup, ksiądz jest jeden na 200 kilometrów, to każda pomoc, jaka jest możliwa, jest mile widziana. I dlatego przyjmujemy chętnie tych nawróconych pastorów, którzy są bardzo bogobojnymi, dobrymi katolikami. Oni są niesamowicie oczytani i bardzo dobrze rozumieją szwedzkie realia. Rozumieją czego ten Kościół tutaj potrzebuje, szczególnie teraz, kiedy wiele przychodzących nowych osób to młodzi Szwedzi.

(za: wikipedróże)
A wracając do Twojego osobistego doświadczenia – a jesteś przecież imigrantem w Szwecji – czy czujesz się u siebie w tym kościele?
Zupełnie. Czuję, że zawsze mogę coś zrobić, zawsze coś Panu Bogu oddać za to wszystko, co nam daje.
Dla mnie to jest niezwykłe, że kultura nie jest barierą, żeby uczestniczyć w Kościele. Widać to również po tym, jak Ty się odnalazłeś tam na miejscu. No a teraz od niedawna jako małżonek tym bardziej, bo jest to wasze wspólne miejsce, prawda?
Tak, tego właśnie wspólnego miejsca teraz szukamy. I to jest bardzo piękne i bardzo budujące. Na przykład wspólnie z żoną zaangażowaliśmy się w rozwiązanie kłopotów z oprawą muzyczną w Kościele. Nasz organista ma już 82 lata i coraz trudniej jest mu prowadzić śpiew. Dlatego po konsultacji z Radą parafialną zaprosiliśmy kantora z Uppsali i wspólnie uczymy się na przykład psalmów responsoryjnych.
Czy chciałbyś dodać coś na koniec?
Zawsze jeśli jest taka okazja, to prosimy o modlitwę za nasz kościół tutaj w Szwecji.
Będziemy o Was pamiętać.
