Rozmowa z p. Janem Kirszem || Biografia || Wystawa szopek krakowskich
SZOPKARSTWO MNIE WCIĄGNĘŁO
Mimo iż liturgicznie okres Bożego Narodzenia zakończył się w niedzielę chrztu Pana Jezusa, to w naszej polskiej tradycji kolędy śpiewamy do lutego, a do 1 marca 2026 w Muzeum Krzysztofory można oglądać pokonkursową wystawę szopek krakowskich. Pierwszy konkurs na najpiękniejszą szopkę, zorganizowano w roku 1937. Wybuch II wojny światowej przerwał organizację konkursów na 6 lat. Wznowiono je w 1945 roku, a od 1946 to Muzeum Historyczne Miasta Krakowa jest organizatorem konkursów szopek krakowskich. Dzisiaj prezentujemy rozmowę z Panem Janem Kirszem, laureatem wielu konkursów, który szopki krakowskie konstruuje od ponad 50 lat.
Pan Jan Kirsz, nasz parafianin
Tak. Jan Kirsz. Parafianin u św. Szczepana, kiedyś parafianin Kościoła Świętego Krzyża, bo tam mieszkałem od urodzenia.
Samo centrum…
Tak. I od najmłodszych lat człowiek nasiąkał tym wszystkim, co się tam działo. Nieświadomie, często przypadkowo, ale wiele rzeczy na pewno zostało w podświadomości. Myślę, że to jest początek, przyczyna, tego, że moja wyobraźnia zaczęła działać.
Mieliśmy bliską znajomą rodziny, samotną kobietę, panią Mieczysławę Kluger – zawsze przychodziła do nas na Wigilię. I właśnie pani Kluger, była pierwszą osobą, która brała nas „na szopki”. Wtedy razem moją starszą siostrą chodziliśmy na wystawę szopek na ul. Świętego Jana. Takie są moje pierwsze wspomnienia. Byłem wtedy dzieckiem i ciekawiło mnie to wszystko, bo się błyszczało, świeciło i ruszało. Nie myślałem, że kiedyś sam będę robił szopki. Dziecinne myślenie jest zupełnie inne, chociaż teraz w konkursach biorą udział już dzieci nawet poniżej siedmiu lat. Oczywiście jest to maniera i technika dziecięca, ale wyobraźnia działa u każdego, niezależnie od wieku.

Czyli właściwie początki były nieświadome?,
Te pierwsze tak. Potem w szkole podstawowej – chodziłem do SP 21, na Placu Matejki – miałem kolegę, który robił szopki już wcześniej ode mnie. No i ja w 1967 roku – chodziłem chyba do ostatniej, do ósmej klasy szkoły podstawowej – zrobiłem taką małą szopeczkę pierwszy raz. Bardzo mnie to wciągnęło.
To już była taka szopka na konkurs?
Tak. Dostałem wtedy wyróżnienie. Nie zrobiłem figurek, bo miałem z tym problemy, nie wiedziałem jeszcze jak i z czego. Była tylko Matka Boża z Jezusem i z Józefem. Ale całą kopułę, całą bryłę szopki, sam zrobiłem, sam kleiłem. Rok później zrobiłem większą szopkę, pamiętam że bardzo się podobała, a w 1969 roku skonstruowałem budowlę wysoką, prawie na 2,5 metra, z tym, że figurki pomagała mi robić taka pani, która skończyła plastykę na Wyższej Szkole Pedagogicznej. Pięknie malowała. W tym konkursie po raz pierwszy zrobiono trzystopniowe wyróżnienia. Otrzymałem wyróżnienie pierwszego stopnia, ale pamiętam, że było mi trochę przykro, bo myślałem, że jednak zdobędę nagrodę.
Jeśli chodzi o uczestników tych konkursów, to kim oni są?
Bardzo różnie. Ikoną szopkarstwa jest Maciej Moszew, on był architektem i prawdopodobnie, gdzieś zobaczył szopki krakowskie, albo konkurs i złapał bakcyla. Jest rodzina Głuchów – pan Głuch też robił szopki w powojennych czasach, potem jego syn, a teraz drugi syn się w to wkręcił. Pan Paczyński też był niezły, teraz jego wnuk też robi szopki. Tak, że są osoby, rodziny które kontynuują tę tradycję. To jest bardzo dobry sposób na poznawanie sztuki szopkarstwa. Jak taki mały człowiek widzi, co robi jego dziadek czy ojciec, to często sam próbuje …

I ma możliwość praktyki, terminowania u mistrza
Tak. Konstrukcja nie jest prosta, w szopce ważne jest wszystko. Musi być elektronika – żeby świeciło i się ruszało, odpowiednia kolorystyka, trzeba umieć połączyć wszystko w odpowiedni sposób. Musimy umieć konstruować określone kształty, np. kopuły. Kiedyś robiło się siatki i wycinało z grubszego papieru czy z bristolu. Trzeba było mieć trochę wyobraźni, znać trochę geometrii wykreślnej – ja na wyższych studiach wszystko to miałem, wiec sprawiało mi to trochę mniej problemów. Jest oczywiście mechanika – jeżeli chodzi o ruch, no to muszą być odpowiednie konstrukcje, a to są maluteńkie rzeczy. Trzeba wiedzieć na czym polega działanie przekładni zębatej, znać te wszystkie charakterystyczne wielkości, tak zwany moduł. Teraz wszystko poszło bardzo przodu, ludzie już kombinują, wykorzystują drukarki 3D, internet i AI [sztuczna inteligencja]. To nie to co kiedyś.
Czy konkursy są otwarte? Każdy może podejść?
Tak jest kilka kategorii: dzieci, młodzież, dorośli, szkoły, rodziny. Można konstruować szopki duże (wys. 1,20 m i więcej), średnie (wys. 70 cm- 1,20 m), małe (20 cm – 70 cm), i miniaturki (wys. Do 20 cm).
Każdy może spróbować. Warto wiedzieć, że teraz jest dodatkowa kategoria, tak zwane OFF. W tej kategorii mieszczą się „szopki, niby-szopki” nawiązujące do tych klasycznych, ale to już nie jest ta tradycja.
Sztuka nowoczesna.
Taka niby sztuka. W tamtym roku zacząłem robić właśnie taką szopkę. Całą stalową, ze stali nierdzewnej, z wykorzystaniem różnych prętów teleskopowych – dałem ją na wystawę w tym roku. Zrobiłem też szopkę, „literacką”. Na czarnym tle, zamiast wież umieściłem utwory, dwa limeryki z boku, a w środku zrobiłem parafrazę utworu Jana Kochanowskiego. „Na fraszki”, zmieniłem „Na szopki”. Na dole zrobiłem zarysy postaci, Matkę Boską, Jezusa, Józefa – też w taki odpowiedni sposób, uproszczony, aby wszystko było widać.

Z jakich materiałów konstruuje się szopki?
Głównie są to cienkie sklejki. Ja obecnie wykorzystuję pleksi, bo pleksi jest jest przeźroczyste i jednocześnie może być wykorzystane jako budulec, ale też jako szyba witraży. Witraże też robię. Z reguły opierają się na różnych wzorach. Na początku wzorowałem się na Mehoferze – on zrobił witraże we Fryburgu. Mam też w moich szopkach witraże wzorowane na kwiatowych motywach Wyspiańskiego. Kiedyś, za czasów pierwszych szopek (XIX) witraże przestawiano w postaci wycinanek. Teraz ze staniolu robi się takie niby masferki, z tyłu są żaróweczki.
Szybki są malowane. Jak witraż?
Maluję specjalnymi pisakami i potem odpowiednio nasączam tak, żeby to miało refleksy świetlne. Te małe elementy witrażu są naklejane, jako kolejne warstwy.
A figurki?
Figurki, to już wyższa szkoła jazdy. Wszystko zależy od tego jaka duża jest szopka. Niektóre rzeźbiłem, innym toczyłem korpusy – mam swoją tokarkę – i potem naklejałem na nie różne rzeczy. Często kształtuję je ze staniolu. Kiedyś postacie robiło się na drucikach i, i odlewało twarze, ja tego nie robię, wykorzystuję staniol. Staniol ma tę właściwość, że można z niego wiele rzeczy zrobić, nie tylko figurki. Dekoracje kwiatowe na moich szopkach zrobione są ze staniolu. Kasztany, winogrona – też.
Dla starych szopek charakterystyczne są też płotki, ustawione z przodu. Też mam kilka takich.
Podczas konstruowania szopek, człowiek bardzo dużo się uczy
Oczywiście. Jak sobie ułatwić albo jak ulepszyć to, co już się udało zrobić. W pracy – jestem inżynierem – mieliśmy takiego kierownika, który miał napisane zasady konstruowania. Jedną z nich jest świadomość, że konstruuje się coś, udało się, wszystko działa, ale dochodzimy do wniosku, że kolejny raz powinniśmy zrobić wszystko od nowa inaczej.

W tradycyjnych szopkach często widzimy postacie historyczne, a aktualne wydarzenia, czy rocznice?
Ja umieściłem kiedyś hołd pruski w takiej maleńkiej szopce. Zrobiłem też szopkę na 100-lecie niepodległości, ze znaczącymi postaciami z historii Polski, albo na 120 lecie Muzeum Historycznego w Krakowie. W 2021 roku przypadała setna rocznica urodzin Stanisława Lema. Umieściłem wtedy Lema w szopce, na takiej rakiecie, którą się przemieszczał.
Ile szopek Pan zrobił?
Nie pamiętam.
W setkach, w tysiącach?
Nie wiem, dużo szopek robiłem na sprzedaż, za granicę też i nie wiem ile ich w sumie było.
Natomiast jeżeli chodzi o same szopki konkursowe – to jest do przeliczenia. Robię szopki ponad pięćdziesiąt lat, dwie, trzy na rok, to gdzieś ponad sto na konkurs na pewno zrobiłem.
Jak długo się robi jedną szopkę
Trudno stwierdzić. Na tego typu pytania odpowiadam – robię szopki pięćdziesiąt pięć lat. Wszystko wynika z doświadczenia. Dłużej się konstruuje jak się zaczyna i właściwie wszystkiego się powoli uczy. Teraz oczywiście mam rozwiązania, wiem jak kształtować te wszystkie ornamenty. Ale też jestem starszy i pewne rzeczy trudniej przychodzą.
Kiedy kończy się konkurs, ma Pan czas na odetchnięcie?
Z reguły miałem odpoczynek, a teraz już myślę, nawet mam w głowie dwie szopki.
To jest praca czy hobby?
Jestem na emeryturze, więc raczej hobby. Choć czasem ludzie mówią: w życiu bym czegoś takiego nie robił. No faktycznie można byłoby robić coś innego.
Zawsze można by było robić coś innego, niż się robi.
Tak, ale akurat to szopkarstwo mnie wciągnęło. To jest coś co od wielu lat kontynuuję. I na razie nie zamierzam przestać. Ale piszę też wiersze, tworzę różne rzeczy, które mieszczą się w pojęciu sztuki ludowej. I chyba nie najgorzej mi idzie.

JAN KIRSZ
Urodził się 12 czerwca 1953 r. w Krakowie. Dzieciństwo spędził w Śródmieściu, a obecnie mieszka na Krowodrzy. Z wykształcenia jest inżynierem mechanikiem. W jego rodzinie nie było tradycji szopkarskich, sam zaczął wykonywać szopki dzięki inspiracji kolegi ze szkoły podstawowej. Pierwszą konkursową pracę zrobił w 1967 roku. W swoich pracach nawiązuje do najważniejszych zabytków Krakowa jak również od tych mniej znanych i mniej rozpropagowanych. Szczególnie ceni detale architektoniczne, które w odpowiedni sposób wkomponowuje w swoje prace. W scenkach szopkowych przedstawia zdarzenia historyczne, polityczne, a także nawiązuje do bohaterów literatury narodowej. Ukazuje również wątki z legend i z życia codziennego miasta. Na przestrzeni lat w szopkach umieszczał figurki Józefa Piłsudskiego, postaci z dramatu „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego, a także postać Stańczyka, Fryderyka Chopina, Jana Pawła II, Mikołaja Kopernika, Włodzimierza Tetmajera. W szopkach Jana Kirsza niejednokrotnie znajdowały odbicie istotne wydarzania mające miejsce w otaczającej rzeczywistości. Specjalizuje się w szopkach małych i miniaturowych. Stworzył około 100 szopek konkursowych, jego prace znajdują się w zbiorach w Polsce i zagranicą w Chinach, Włoszech, Stanach Zjednoczonych, Francji. W 2024 otrzymał nagrodę specjalną imienia Anny Szałapak za całokształt twórczości. Jan Kirsz jest też długoletnim członkiem Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Odznaczony odznaką honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej” (2018) oraz odznaką „Honoris Gratia” (2022) za zasługi dla Miasta Krakowa. Pisze wiersze, wydał swoje tomiki poezji. W 2025 został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi za zasługi dla kultury polskiej, za popularyzację szopkarstwa krakowskiego.
WYSTAWA W NASZYM KOŚCIELE

