Pomagamy w przeżywaniu macierzyństwa || Kapliczka na drzewie || Rekomendacje kulturalne || Środy z Ignacym
POMAGAMY W PRZEŻYWANIU MACIERZYŃSTWA
Trwa listopad, zbliża się grudzień. Można powiedzieć, że już tradycją jest to, że te jesienno zimowe miesiące, to też okazja do pomocy ludziom w różny sposób potrzebującym. W Adwencie w naszym kościele będzie tradycyjna zbiórka żywności, z której Zespół Charytatywny przygotuje paczki dla ubogich parafian. Za to w listopadzie, już od dzisiaj, przez dwa tygodnie (9-23.11) w kościele będzie stał koszyk, do którego można wrzucać produkty higieniczne dla małych dzieci i matek w połogu. Zbiórkę organizujemy z Fundacją Bezcenni, która od lat zajmuje się pomocą matkom w trudnej sytuacji i ich dzieciom. Przy okazji zbiórki zamieszczamy raz jeszcze uaktualnioną rozmowę, którą jakiś czas temu przeprowadziliśmy z p. Joanną Schmidt, osobą na pierwszej linii frontu w kontakcie z potrzebującymi.
Pani Joanno, jak to się stało, ze robi Pani to, co robi?
Współpracowałam wcześniej z Fundacją jako wolontariusz, zajmowałam się facebookiem, innymi mediami społecznościowymi, przygotowywaniem tekstów, kontaktem z darczyńcami. W pewnym momencie – kiedy moje życie prywatne się ustabilizowało, bo dzieci podrosły – mogłam się bardziej zaangażować. Wtedy prezes Fundacji znalazła dla mnie przestrzeń… i naprawdę mam co robić.
Może powiedzmy kilka słów o samej Fundacji.
Fundacja „Bezcenni” powstała oficjalnie w 2019 roku – to jest data naszego wpisu do KRS – ale już ok. rok wcześniej, założyciele: Magda i Wojtek Larysiowie, podejmowali działania pomocowe dla kobiet. Magda i Wojtek są małżeństwem zaangażowanym w Kręgi Domowego Kościoła, i na drodze swojej formacji, takiego a nie innego patrzenia na świat i rozeznawania co jest potrzebne, postanowili zagospodarować taką trochę nisze, jaka była tu, w Krakowie. Zaczęli organizować pomoc dla kobiet, w trudnej sytuacji rodzinnej. Jesteśmy fundacją pro life, która pomaga kobietom w godnym i radosnym przeżywaniu macierzyństwa, od samego początku. Mamy sytuacje typowo aborcyjnych – zgłasza się do nas kobieta, która jest w ciąży i często też w tzw. kleszczach aborcyjnych – czyli jest namawiana do usunięcia ciąży przez środowisko, rodzinne i lekarzy – ale gdzieś jeszcze w sercu znajduje pragnienie walki o siebie i dziecko. Zajmujemy się też kobietami w różnych kryzysach – mamy pod opieką ofiary przemocy domowej, nastoletnie mamy, dziewczyny, które wychodzą z kryzysu bezdomności, czy z różnych nałogów. O pomoc proszą też dziewczyny, które macierzyństwo w jakiś sposób przerasta. Czują się samotne, potrzebują wsparcia innych kobiet, poczucia, że ktoś je wysłucha, że jest przy nich. Czasem to nie są jakieś tragiczne sytuacje, ale taka zwykła bezradność, chwilowy kryzys.

Jaką pomoc zapewniacie?
W ostatnim czasie, mamy dużo zgłoszeń po pomoc typowo materialną, wynikających ze zwykłego ubóstwa, z tego co się dzieje gospodarczo w Polsce i na świecie. Ale zapewniamy też pomoc prawną, psychologiczną, opiekę duchową, wspieramy w rozwoju kompetencji wychowawczych, w byciu z dziećmi, w małżeństwie. Uczymy też te mamy, takiego zwykłego życia. Zdarza się, że wychodzą z dysfunkcyjnych środowisk, gdzie nikt im nie pokazał, jak być gospodynią, jak być mama, jak planować domowy budżet, jak robić zwyczajne czynności domowe. Czasem organizujemy dla nich proste warsztaty, szkolenia z gotowania, sprzątania czy robienia zakupów. Naprawdę często, są to codzienne rzeczy, domowe sprawy.
Czy da się powiedzieć, dlaczego kobiety, które się do Was z zgłaszają, pomyślały o aborcji?
Mały bardzo procent to przypadki, w których stwierdzono jakąś wadę dziecka. Było też tak, że jedna mam została postraszona, że dziecko będzie chore – zastanawiała się czy nie usunąć ciąży – a urodziło się zdrowie. Takie mamy doświadczenie w Fundacji. Ale, powtarzam, wady prenatalne, to maleńki procent. Najczęściej są to sytuacje, w których ciąża była nieplanowana, ojciec dziecka stwierdził, że dla niego to za dużo i uciekł, a mama została sama jak palec i nie widzi przyszłości. Staramy się odzierać kobiety z czarnych myśli i niedowiarstwa, zaczynamy im pokazywać: „popatrz masz to i to, takie i takie zasoby, i masz ludzi wkoło. My ci pomożemy nie tylko wtedy, kiedy jesteś w ciąży”. Wszystkie “nasze” mamy, do tej pory przynajmniej, w okolicach jak dziecko miało rok, półtora, stanęły na nogi i zaczęły sobie radzić w życiu. Często same zostają wolontariuszkami, nastolatki kończą szkoły, podejmują pracę, żeby wyjść z Domów Samotnej Mamy. Super te dziewczyny się ogarniają, bo na początku, podczas testu ciążowego są przerażone i przekonane, że nie dadzą sobie rady.

(Wenanty Katarzyniec – patron Fundacji)
Zdarzyło się Wam, że nie udało się pomóc?
Do końca nie wiemy. Zdarza się czasem, że rozmawiamy z kobietą, proponujemy jej pomoc, działamy… i nagle kontakt się urywa. Nie wiemy co się z nią dalej dzieje. Było raz tak, że po roku ciszy, mama nam przysłała zdjęcie dzidziusia i bardzo dziękowała – jej wystarczyła jedna rozmowa z nami. Najczęściej jednak jest tak, że nie wiemy co się wydarzyło.
Ile rodzin macie pod opieka?
Podliczyliśmy, że od 2019 roku pod skrzydłami Fundacji urodziło się 43 dzieci. Ponad to otaczamy pomocą rodzeństwo tych dzieci, zgłaszają się kobiety nie w ciąży ale z małymi dziećmi, pomagamy różnym placówkom opiekuńczo – wychowawczym. Szacujemy, że objęliśmy realną pomocą ok 200 dzieci.
Skąd potrzebujący o Was wiedzą?
Najczęściej jest to droga pantoflowa i informacje z drugiej ręki. Nie zawsze kobieta jest gotowa, żeby siąść do internetu i poszukać, gdzie może znaleźć pomoc. Czasem ktoś podpowiada, informacje o nas można znaleźć na grupach facebookowych. Dziewczyny dowiadują się od swojego otoczenia, koleżanki, czy rodziny, że jest taka Fundacja i można się do niej zgłosić, wymieniają się informacjami między sobą: „Wiesz jestem pod opieka takiej fundacji, możesz do nich napisać”. Nie jesteśmy gigantyczną organizacją, nie mamy środków, żeby się szeroko promować. Ale też widzimy, że jak ktoś ma się dowiedzieć, to się dowie, i do nas trafi.
Czy można Was wesprzeć finansowo?
To bardzo potrzebne. Wiadomo, że trudno jest mówić o pieniądzach, ale prawda jest taka, że możemy pomagać i działać, dzięki darczyńcom. Jesteśmy organizacją pozarządową, nie mamy dofinansowania od państwa, ani od Kościoła, nie piszemy grantów, bo mamy specyficzny sposób działania. Nasze mamy potrzebują pomocy na bieżąco, a na rozpatrzenie podania o grant trzeba czekać kilka miesięcy – nie mamy tego czasu. Nie powiemy przecież potrzebującej kobiecie: „proszę czekać, napiszemy wniosek, poczekamy, może nam ktoś przyzna pieniądze”. Polegamy tylko na darowiznach indywidualnych, a ludzie to rozumieją. Jeśli jesteśmy w stanie im pokazać, że te pieniądze dają dobro, że naprawdę są wykorzystane do pomocy tym rodzinom – by dzieci mogły przychodzić na świat, a mamy cieszyć się z macierzyństwa – to ludzie są naprawdę hojni. Bywa trudno, ale nigdy nam nie brakowało. Raz, że Pan Bóg błogosławi, a Sługa Boży Wenanty Katarzyniec, nasz patron w Niebie, się o nas troszczy, a po drugie – ludzie są dobrzy. Na stronie jest podany nasz nr konta, możemy zbierać 1,5%. Dzięki temu wszystkiemu, nie musimy się martwic, i że jak zadzwoni do nas mama w przeddzień porodu – a i tak się zdarzyło – to możemy jej zaraz zakupić i wysłać wyprawkę.
To na koniec pytanie, które może powinno być pierwszym. Fundacja „Bezcenni” – skąd nazwa?
Stąd, że każde życie jest bezcenne. Życie tego dzieciątka, które kobieta nosi pod sercem, ale życie tej mamy. Namawiamy ludzi, żeby mieli w sobie postawę pro life, wobec każdego. Walka przeciw aborcji jest ważna, ale ważne jest też kształtowanie tej postawy wobec wszystkich. Jeśli mówię o sobie, że jestem pro life, czyli „za życiem”, to na każdego człowieka patrzę jako na bezcenny dar, z miłością, serdecznością, z otwartością. Dlatego, że jest stworzeniem Bożym, dzieckiem, Bożym i nie ważne czy jest maleńkie, jeszcze pod sercem mamy, czy jest trudną młodzieżą, czy jest starszym człowiekiem. Na każdego patrzę, jak na bezcenny dar. (BL)
DOBRE WIADOMOŚCI
Kapliczka na drzewie

Jakiś czas temu jeden z naszych parafian zauważył, że na drzewie przy pl. Axentowicza − a właściwie przy chodniku nieopodal ul. Wyspiańskiego – przymocowana jest mała kapliczka. Przypominała trochę budkę dla ptaków, ale – mimo iż wisiała ok. 3 metry nad ziemią – dało się zauważyć, że wewnątrz znajduje się jakaś postać. Jezus? Maryja? A może jakiś święty?
Na pierwszy rzut oka trudno było konkretnie określić kto. Widać było, że kapliczka jest bardzo zniszczona, właściwie konstrukcja ledwo się trzymała. Aż chciało się ją zdjąć i odnowić… Ale czy tak można? Czyja to kapliczka, kto ją powiesił, czy można ot tak zdjąć i potem oddać wyremontowaną? Zastanawiano się kilka miesięcy, bo w międzyczasie wydarzyły się wakacje, a potem inne obowiązki życia codziennego. Aż pewnego dnia się udało. Przy drzewie pojawili się ochotnicy z odpowiednim sprzętem, którzy w kilka minut odkręcili kapliczkę i dokładnie oglądnęli.

Wtedy dopiero okazało się, jak jest zniszczona. Boczne ściany prawie odpadły, drewno był spróchniałe i zamieszkane przez pająki, mrówki i inne robaczki. Figurka była w najlepszym stanie, choć potem okazało się, ze przez jakiś czas wychodziły z niej mrówki. Koniecznie trzeba było się tym zająć. Kapliczkę wziął do domu jeden z naszych parafian zaznajomiony z tajnikami konserwacji, wiedział dokładnie, co trzeba z tym zrobić. Po dwóch tygodniach wszystko było gotowe. Nowe deski, odnowiona figurka, wszystko zabezpieczone specjalnym impregnatem .

Stwierdzono też, że figurka to sam Pan Jezus, który najpewniej stoi w Jordanie i czeka na chrzest. A może to jednak Jan Chrzciciel? – pytali niektórzy. Ale chyba nie. Scenę, którą ukazuje kapliczka, możemy w części zidentyfikować na witrażu w naszym kościele (chrzest Jezusa) oraz na antepedium pod obrazem MB Pocieszenia.

Inspiracją dla tych wszystkich kompozycji mogą obrazy starych mistrzów przedstawiające tę scenę – pędzla np. Pierra della Francesca czy Verrocchia, któremu najpewniej asystował Leonardo da Vinci. Warto zauważyć, że postać w „naszej” kapliczce ma złożone ręce, Chrystus na wspomnianych przedstawieniach różnie – czasem złożone, czasem skrzyżowane na piersi, ale postawa przyjęcia chrztu jest bardzo podobna i tu, i tam. Więc to chyba jednak Jezusa Chrystusa, po kolana stojącego w Jordanie, mieliśmy okazję odświeżyć i na nowo umiejscowić w odrestaurowanej „budce”, która nadal przypomina z daleka domek dla ptaków.

Odnowiona kapliczka została poświęcona w zakrystii i z powrotem powieszona na tym samym drzewie, z którego ją zdjęto. Można podejść, na chwilę się zatrzymać, pomodlić się, albo spojrzeć po prostu. I być uważnym, na świat. Bo może akurat jeszcze gdzieś, w naszej okolicy, na drzewie, czy za płotem, są skarby, o których nie mamy pojęcia. (BL)

REKOMENDACJE KULTURALNE
11.11.2025 godz. 17:00 Krakowska Lekcja Śpiewania, Rynek Główny, wydarzenie w ramach obchodów Narodowego Święta Niepodległości w Krakowie.
https://karnet.krakowculture.pl/61506-krakow-93-lekcja-spiewania-radosna-niepodleglosci, z dnia 3.11.2025
Jak każdego roku artyści Teatru Loch Camelot wraz ze zgromadzoną na Rynku publicznością zaśpiewają najpiękniejsze polskie pieśni i piosenki patriotyczne. Jak zwykle zostały przygotowane bezpłatne śpiewniki, które będą dostępne podczas tego wydarzenia.

do 30.11.2025 Chełmoński, wystawa czasowa w MNK (płatne wg cennika MNK)
https://mnk.pl/wystawy/chelmonski, z dnia 21.09.202518:00
Jeżeli ktoś nie odwiedził jeszcze tej wystawy to jest to ostatni moment. Pozostały tylko 3 tygodnie aby zobaczyć tę piękną wystawę monograficzną. Niektóre z obrazów zostały wypożyczone tylko tutaj i nie będzie już okazji oglądać ich na ekspozycji stałej w MNK.
Sztuka Cerkiewna Dawnej Rzeczypospolitej, wystawa stała w MNK – Pałac Biskupa Erazma Ciołka, ul. Kanonicza 17, (płatne wg cennika MNK wtorki bezpłatne)
https://mnk.pl/wystawy/galeria-sztuka-cerkiewna-dawnej-rzeczypospolitej, z dnia 3.11.2025
Wystawa prezentuje nieznaną szerzej kolekcję ikon, która jest jednym z najstarszych i najcenniejszych zbiorów malarstwa cerkiewnego w Europie Środkowej. Przy okazji wizyty w tym pięknym miejscu warto zobaczyć także część ekspozycji przedstawiającej Sztukę Dawną Polski XII-XVIII wieku, a w odrestaurowanych piwnicach Pałacu można oglądać fragmenty najcenniejszych rzeźb architektonicznych, pochodzących m.in. z kościoła Mariackiego, katedry krakowskiej czy katedry gnieźnieńskiej.

Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec”. Do niego zaś rzekł: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17,11-19).
Ta scena było już rozważania na łamach cyklu „Środy z Ignacym”. Był to dokładnie biuletyn na 32 niedzielę zwykłą (https://swszczepan.org/biuletyn-na-32-niedziele-zwykla/#szi), do którego zachęcam żeby przy tej okazji wrócić.
Minął rok i Kościół daje nam przed oczy tę samą scenę do rozważania a może nawet i przeżycia własnymi zmysłami. Działanie Chrystusa jest tak samo szczodre, odpowiedź uzdrowionych z trądu dwuznaczna a Boża łaska niezgłębiona. To, co się zmieniło, to my, czytający i powracający do tego słowa. Dzisiaj pada ono na inny grunt ponieważ jest za nami rok doświadczeń, które zmieniły perspektywę naszego patrzenia. Wewnętrzna dynamika jakiej człowiek podlega w związku upływem czasu jest prawdą, którą trzeba przyjąć tak samo jak prawdę o Odkupieniu. Za nami jest rok w, którym Bóg nas formował na swoje podobieństwo. To, co zobaczymy w tej scenie powtórnie ją rozważając to może być wskazanie miejsca, w którym ta łaska szczególnie nas dotknęła. Może się okazać, że identyfikujemy się z innymi osobami tego wydarzenia niż było to poprzednim razem. Może nawrócenie, które przeżyłem w ostatnim roku, pozwala mi być dziękczyniącym uzdrowionym? Już samo dostrzeżenie tego faktu może być znakiem fundamentalnej zmiany relacji między mną a Bogiem. Może dzisiaj, nie będę wołał o pomoc do Chrystusa z daleka, może będę tym razem ponad ludzkimi i społecznymi ograniczeniami i przyjdę do Niego blisko taki, jaki jestem – odrzucony, chory i słaby? Może dzisiaj niewdzięczność uzdrowionych z trądu nie spowoduje we mnie zgorszenia? Może będę miał dla nich więcej wyrozumiałości bo zobaczę w nich samego siebie? Te i inne doświadczenia mogą nas spotkać na powtórnej medytacji tego fragmentu Ewangelii.
Św. Ignacy zalecał takie powtórki po to, aby stworzyć sobie szansę do pogłębienia poziomu przeżywanych treści, aby Słowo Boże zstąpiło z umysłu do naszego serca. Do czego szczególnie należałoby wracać w takich powtórkach? Do konkretnych słów, przeżyć, trzeba wracać zarówno do tego co było na modlitwie odpychające jak i pociągające. (CD 62) Dobrze jest o owocach takiej powtórkowej modlitwy porozmawiać potem z towarzyszem duchowym. Powtórki ignacjańskie mogą dawać rożne owoce, nawet pora dnia, osoby z którymi niedawno rozmawialiśmy, lektura książki, obejrzenie filmu albo stan zdrowia czy choroby może mieć przełożenie na to jak Bóg do nas przemówi na modlitwie. Stałością, na której możemy jednak zawsze się oprzeć, jest to, że On jest obecny zawsze i szuka spotkania z każdym z nas. (RL)


