ul. Sienkiewicza 19 | 30-033 Kraków
tel.:12 631 97 70

Biuletyn na Święto Podwyższenia Krzyża (14 września)

Kanonizacja Acutisa i Frassattiego || Pocztówka z wakacji || La Salette || Kalwaria Wejherowska || Świbno

DLACZEGO ŚWIĘCI UMIERAJĄ MŁODO

W poprzednią niedzielę, 7 września, papież Leon XIV kanonizował na Placu Św. Piotra w Rzymie podczas pierwszej celebrowanej przez siebie kanonizacji dwóch młodych Włochów, Pier Giorgio Frassatiego oraz Carlo Acutisa. Uroczystość była przeniesiona z 27 kwietnia, kiedy to nie mogła się odbyć z powodu śmierci papieża Franciszka kilka dni wcześniej. Kościół otrzymał dwóch pięknych młodych świętych, i choć ich daty urodzin dzieli aż 90 lat, to można powiedzieć, że nie tylko młodym ludziom, ale wszystkim wierzącym jakoś może łatwiej nawiązać z nimi relację czy odnieść przykłady z ich życia do swojego ze względu na to, że są bliżsi naszym czasom. Co ciekawe, w uroczystości brali udział członkowie rodziny św. Carlo i św. Pier Giorgio – w przypadku tego pierwszego wręcz najbliżsi: mama, tata, rodzeństwo urodzone 4 lata po śmierci brata, a w przypadku Pier Giorgio, jego siostrzenica, córka Luciany Frassati – Wanda Gawrońska i inni krewni. Co czuli podczas tej uroczystości? Pewnie nawet sobie tego nie wyobrażamy.

Papież Leon, przypominając nam wszystkim, że świętość wcale nie musi być taka trudna, w swojej homilii wypowiedział następujące słowa:

(…) spoglądamy dziś na św. Pier Giorgio Frassatiego i św. Carla Acutisa: młodego człowieka z początku XX wieku i nastolatka naszych czasów, obu zakochanych w Jezusie i gotowych oddać Mu wszystko. (…) Obaj, Pier Giorgio i Carlo, pielęgnowali miłość do Boga i bliźnich za pomocą prostych środków, dostępnych dla wszystkich: codziennej Mszy św., modlitwy, a zwłaszcza adoracji eucharystycznej.

Obaj też z zapałem realizowali swoje pasje, zainteresowania, udzielali się w grupach rówieśników, byli oddani ubogim i potrzebującym. Czerpali z życia naprawdę całymi garściami i równie całymi garściami obdarowywali sobą innych. Dlaczego musieli odejść tak młodo? Pojawia się niezgoda – przecież mogliby uczynić jeszcze tyle dla ludzi i świata. Rożne są pomysły na tłumaczenie sobie takiego biegu zdarzeń, czy to religijne, czy nie. Z perspektywy wiary czasem spotykamy się ze stwierdzeniem, że Bóg zabiera młodych świętych wcześniej, bo są „gotowi”, czyli osiągnęli już duchową dojrzałość i świętość. W niektórych tradycjach mówi się, że „ci, których Bóg kocha, żyją krócej”, ponieważ nie są powołani do długiego życia, ale do spełnienia konkretnej misji. Jeszcze inni mówią, że ich młoda śmierć ma wartość świadectwa – często przecież oddają życie za wiarę lub pokazują heroizm w cierpieniu. Większość gdzieś tam przeczuwa, że ich śmierć jest częścią boskiego planu, ale tak naprawdę nie wiemy nic.

Do żadnego z powyższych twierdzeń nie należy się chyba zbytnio przywiązywać. Zażyła relacja Boga z człowiekiem, zwłaszcza z osobą tak mu oddaną, jak Carlo, Pier Giorgio, św. Tereska, św. Faustyna, czy inni święci, jest przecież szczególnie intymna. Z biograficznych książek czy artykułów w internecie nie dowiemy się za wiele na temat treści godzin spędzonych na adoracji przez świętych i błogosławionych, cichych poruszeń ich duszy, konwersacji ich duszy z Panem, prywatnych doświadczeń Ducha Świętego, nikomu nie ogłoszonych objawień, duchowych doświadczeń. Tak jak w relacji między ludźmi, między człowiekiem a Bogiem też przecież dzieje się rozmowa, rozwija relacja, Bóg prowadzi chętną duszę na głębię i objawia się jej w coraz większej pełni. Rąbek tajemnicy dotyczący swojego życia wewnętrznego zdradza sam Carlo w krótkim zachowanym wideo, kiedy patrzy spokojnie do kamery i mówi po włosku: “Jestem przeznaczony, aby umrzeć”.  Co chciał przez to powiedzieć? Czy była to jego prośba, którą Bóg przyjął? Czy ta prośba była motywowana pragnieniem upodobnienia się do Chrystusa i złożenia ofiary? A może powiedział to tylko symbolicznie? Całe szczęście, tu na ziemi nie dowiemy się tego nigdy. Pozostaje to między Bogiem a Carlo. A my, uznawszy tajemnicę ich intymnej relacji, możemy tylko i wyłącznie skupić się na pogłębianiu naszej własnej.

Smutek to wzrok zwrócony na samego siebie. Szczęście to wzrok skierowany ku Bogu. Nawrócenie to nic innego jak przenoszenie spojrzenia od dołu do góry, wystarczy zwykły ruch oczami (św. Carlo Acutis)

(Pier Giorgio Frassatti, wikipedia)

Ulica Luciany Frassati-Gawrońskiej, siostry św. Pier Giorgio, znajduje się na krakowskich Dębnikach w pobliżu biblioteki głównej UP JPII.

La Salette

Pielgrzymi szlak zawiódł mnie w tym roku do La Salette. W związku z tym, iż cały czas poruszaliśmy się grupą 13 osób na rowerach, trwało to aż 15 dni. Tegoroczny etap (1300 km) jest częścią dłuższego szlaku, obliczonej na 4 lata pielgrzymki która ma zakończyć się w Santiago de Compostella. Nigdy wcześniej nie bylem w tym sanktuarium, nie znałem jego historii ani przesłania które wynikało z objawienia się Maryi w 1846 roku. Moim pragnieniem było nie uwarunkować swoich oczekiwań, zamiast tego, być gotowym na łaskę, co Opatrzność pozwoli mi tam dostrzec. A jest to miejsce szczególnego świadectwa.

15-letniej Melanii Calvat i 11-letniemu Maksyminowi Giraud ukazuje się Najświętsza Panienka. Dzieci pochodzą z Corps i pasą bydło w La Salette-Fallavaux – wiosce wepchniętej w jedną z bocznych dolin zachodnich Alp, z dala od świata i jego spraw. Nie znają nawet francuskiego, porozumiewają się lokalnym dialektem. Po tym jak Maryja wita się z nimi (po francusku), nie rozumieją nawet jej pozdrowienia. Matka Boża ma ze sobą atrybuty męczeństwa Chrystusa, obcęgi i młotek. Tę scenę przedstawia duży pomnik u podnóża wejścia do świątyni. Niespodziewane spotkanie w trakcie wypasu bydła na hali ponad wioską, przebiegło dynamicznie także pod tym względem, że Maryja zaczęła z dziećmi spacerować po pobliskich łąkach. Na pamiątkę tego wydarzenia, codziennie, przybliżoną trasą odbywa się procesja z Najświętszym Sakramentem. Maryja zostawiła nam przez dzieci orędzie. One zanoszą je rodzicom dopiero 2 dni po objawieniach, tak wysoko w górach się znajdują (ponad 1760 n.p.m.) Pełny tekst można przeczytać na stronie internetowej saletynów. Tu wspomnę tylko o 2 najważniejszych punktach. 1. Maryja upomina się z żalem o kwestie pracy w niedziele, podkreśla jak ważne jest ofiarowanie tego dnia Bogu. 2. Wskazuje na potrzebę codziennej modlitwy, choćby raz dziennie „Ojcze nasz i Zdrowaś” nie dlatego, że to jest potrzebne Bogu ale nam, w Niego wierzącym, abyśmy się nawracali. Objawienie niesie ze sobą uniwersalne przesłanie a także pokazuje jak Bóg odwołuje się w naszych czasach do Kazania na Górze wygłoszonego przez Chrystusa. Tak jak w przypadku innych objawień, wybiera sobie miejsca odludne, przez świat zapomniane, a na słuchaczy wybiera sobie cichych, prostych i ubogich nie tylko duchem ale i nic nie posiadających materialnie a Melania i Maksymilian nie posiadali nawet szczątkowej edukacji.

Do dzisiaj, wspomniane wyżej przeżycia rezonują w duszy i skłaniają do  refleksji, czy oddaję Bogu chwałę w każdą niedzielę? czy modlę się regularnie? czy wszystko co mam ofiaruję na Jego służbę? (Radosław Lebowski)

Kalwaria Wejherowska

W tym roku spędzaliśmy rodzinnie część lata na Żuławach i Kaszubach, wchodząc między innymi na Górę Oliwną, Górę Syjon i na Golgotę. Nie, to nie pomyłka, takie nazwy noszą trzy wzgórza przylegające do Wejherowa, zwanego stolicą Kaszub, gdzie znajduje się trzecia najstarsza kalwaria w Polsce (po Kalwarii Zebrzydowskiej i  Kalwarii Pakoskiej), czyli Kalwaria Wejherowska.  Mając ograniczony czas, chcieliśmy doświadczyć choć chwilowego zanurzenia w ciszy lasu i modlitwie przy na ogół skromnych, barokowych kapliczkach wyznaczających  stacje Męki Pańskiej i symbolicznie, ale też topograficznie (podobno odległości między kapliczkami są zadziwiająco podobne do odległości dzielących historyczne miejsca Męki Pańskiej w Jerozolimie) przenoszące nas do Ziemi Świętej. Kapliczek jest 25 i zostały ufundowane w XVII wieku, podobnie jak dwa wejherowskie kościoły: pod wezwaniem Trójcy Świętej i św. Anny, przez Jakuba Wejhera (1609-1657), wojewody malborskiego i założyciela miasta, a także członków jego rodziny i jego przyjaciół.

Szliśmy praktycznie sami, tylko od czasu do czasu spotykając nielicznych turystów, a może i pątników, oglądając kapliczki (niestety zamknięte dla odwiedzających), poznając ich historię (przy każdej stoi tabliczka informacyjna) i zagłębiając się w modlitwę, choć nie spełniając warunków koniecznych, bo uzyskać odpust zupełny. Już w 1661 roku papież Aleksander VII przyznał Kalwarii Wejherowskiej przywilej odpustu zupełnego dla pątników pod zwykłymi warunkami, a rosnące znaczenie i popularność tutejszej drogi krzyżowej skłoniła w 1717 roku papieża Klemensa XI, tego samego, który zdecydował o koronacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze, do przyznania Kalwarii odpustu zupełnego „na wieczność”.  W modlitwie pomagają nam nazwy poszczególnych kapliczek: Ogrójca, Wniebowstąpienia, Pocałunku Judasza, Grobu Matki Bożej, Pałacu Piłata, Bramy Łez, by wymienić tylko kilka. Długość wszystkich „dróżek” pątniczych wynosi 4,5 km, a nam udało się przejść tylko niewielki ich fragment.  Idąc, próbowaliśmy wyobrazić sobie ciche i osamotnione teraz alejki Kalwarii w szpalerach buków i olch, wypełnione tłumem modlących się pątników podczas nabożeństw Drogi Krzyżowej, odpustów czy inscenizacji Męki Pańskiej. Modlący się i śpiewający pielgrzymi przybywający z całych Kaszub, wielu w odświętnych, ludowych strojach, często niosący chorągwie i feretrony (ozdobne ramy z drążkami pozwalające na  przenoszenie „świętych” obrazów lub figur podczas procesji) powoli przesuwają się dróżkami kalwarii. Feretrony odgrywają tutaj szczególna rolę, gdy w czasie pielgrzymki „kłaniają się”  mijanym świątyniom, kaplicom i krzyżom przydrożnym, a niosący je obraźnicy i obraźniczki (zwykle cztery osoby niosce jeden feretron) wprawiają je w „taneczny” ruch, kreśląc nimi koło (znak doskonałości jedynego Boga), podrzucając je i wykonując nimi w powietrzu znak krzyża. To tradycja odpustowa sięgająca początków XVIII wieku , która narodziła się właśnie w Wejherowie, i która tam jest praktykowana. Natomiast Misterium Męki Pańskiej odbywa się w Wielkim Tygodniu i jest swoistym połączeniem liturgii z inscenizacja teatralną odgrywana przez Misterników Kaszubskich, wspólnotę wiernych oddanych teatrowi i muzyce, kultywującą kaszubskie tradycje.

Choć teren Kalwarii Wejherowskiej to połączenie parku krajobrazowego i architektury religijnej, żałujemy, że nasze krótkie wędrowanie nie może trwać dłużej, a nasze dosyć pospieszne modlitwy nie ożywiają całej Drogi Krzyżowej. Schodzimy z Góry Oliwnej, Góry Syjon i Golgoty, mając nadzieję, że tak naprawdę nigdy z nich nie zejdziemy.

Piotr Pieńkowski

Warto zobaczyć:

1. https://www.wejherowo.pl/kalwaria-wejherowska.html

2. http://www.kalwariawejherowska.pl/uroczystosci.html

3. https://www.gdanskstrefa.com/kalwaria-wejherowska-w-odslonie-pierwszej/

4. https://www.youtube.com/watch?v=1Y1hANGl2dc

Sanktuarium w Świbnie

Kościół parafialny w Świbnie znajduje się tuż przy ulicy przecinającej wyspę Sobieszewską – od mostu w Sobieszewie do promu na przekopie Wisły – mniej więcej w środku wyspy. Tuz przy ogrodzeniu widać tablicę z wypisanymi Mszami św. w niedzielę 8:10, 10:10,11:30. Co za dziwaczne godziny – pomyśleliśmy kiedy pierwszy raz przyjechaliśmy w to miejsce. Szybko się okazało, że taki rozkład Mszy był wyjściem na przeciw tym, którzy dojeżdżali do kościoła i korespondowały z rozkładem jazdy miejskiego autobusu, który jak łatwo się domyślić, w niedziele kursował dość rzadko.

Budowę kościoła św. Wojciecha-Chrzciciela Gdańska w Świbnie rozpoczęto w 1988 roku. Do tamtego czasu ludzie gromadzili się w niewielkiej kaplicy pod wezwaniem Serca Pana Jezusa. Parafianie potrzebowali miejsca, w którym mogli by się modlić, nic dziwnego że zabiegano o budowę przestronnej świątyni. Równocześnie od samego początku o budowie kościoła myślano również jako swego rodzaju pomniku, który miałby upamiętniać szczególne dla Gdańska wydarzenie. 1000 lat wcześniej, do  Gdańska przybył misjonarz – biskup Wojciech, który – zgodnie za zapisami kronikarza – „udzielił chrztu wielkim gromadom ludzi”. Kroniki parafialne notują, ze odkąd niedokończonym jeszcze kościele stanęła figura św. Wojciecha (1993) i relikwie (1994), jego kult zaczął się ożywiać. Powstały nowe modlitwy i pieśni ku czci Świętego, odmawiano nowennę, obchodzono kolejne święta i uroczystości związane ze świętym Patronem. Lokalna społeczność poczuła się odpowiedzialna za szerzenie i podtrzymywanie kultu św. Wojciecha, czego owocem jest m.in. powstanie Bractwa św. Wojciecha czy starania o ogłoszenie Kościoła w Świbnie Sanktuarium św. Wojciecha Chrzciciela Gdańska.

Do Świbna jeździmy w czasie wakacji od lat. Kiedy byliśmy po raz pierwszy, żył jeszcze inicjator i budowniczy kościoła, pierwszy proboszcz parafii ks. prałat Ryszard Wołos. Zmarł w 2015 roku, jego grób znajduje się tuż przy kościele. Lata płyną, proboszczowie się zmieniają, kult św. Wojciecha w Świbnie trwa, choć spacerując pobliskimi uliczkami w ciszy i spokoju, trudno by było zgadnąć że tu oto znajduje się Sanktuarium. (Beata Legutko)

Słowo Boże na dzisiaj

Wydarzenia

Facebook

Z naszej diecezji