Zasłaniamy krzyże || Między niebem a ziemią || Świętość krzyża rozpamiętuj – pieśń

(za gosc.pl)
ZASŁANIAMY KRZYŻE
Przed soborową reformą Wielki Post dzielił się na dwie części: pierwsza miała charakter pokutny, a druga pasyjny – na piątą niedzielę przypadały teksty o męce Chrystusa, zasłaniano obrazy i krzyże, co nawiązywało do fragmentu ewangelii św. Jana: Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni (J8, 59). Warto pamiętać, że dawne krzyże ozdabiano cennymi kamieniami, a na czas rozważania Męki Pańskiej należało zasłonić wszelkie bogactwo i symbole zwycięstwa Chrystusa. Po soborowej reformie kalendarza liturgicznego decyzję o kontynuowaniu zwyczaju, lub nie, pozostawiono decyzji episkopatów poszczególnych państw. U nas w Polsce zwyczaj zasłaniania krzyży pozostał, mimo że już może nie są one tak zdobione i bogate jak kiedyś. Zasłonięte krzyże uświadamiają nam jeszcze jedno – śmierć Pana Jezusa i potem Jego zmartwychwstanie – to niezasłużony, ogromny dar i łaska, której często nie mamy świadomości, znak krzyża powszednieje a sama jego obecności w przestrzeni społecznej staje się powodem nie wdzięczności Bogu, a politycznej walki. Zasłanianie krzyża przypomina nam o największych prawdach naszej wiary, ogromnie Bożej miłości, i – może paradoksalnie – pozwala się tymi prawdami niecałe dwa tygodnie później ucieszyć. (BL)
MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ
Ołtarz, tabernakulum, chrzcielnica, pulpit, świeczniki, dzwonki i gong, kielich mszalny, patena, cyborium, korporał, księgi liturgiczne, ambona. Duża część wiernych biorących udział w codziennym funkcjonowaniu kościoła wszystkie te obiekty i przedmioty dobrze zna, i wie, do czego one służą. Gdy wszystko toczy się utartym, uświęconym tradycją i liturgią trybem, nie zwracamy na nie szczególnej uwagi. Jednak bez nich kościół, jako Dom Boży, nie może właściwie pełnić swojej roli, choć przy wyjątkowych okazjach i za specjalnym zezwoleniem biskupa możliwe jest celebrowanie tzw. mszy polowej (na wolnym powietrzu), a w takim wypadku niektóre z wymienionych obiektów czy przedmiotów nie biorą w niej udziału.

Jest jednak wśród nich pewien obiekt, który we współczesnym świecie liturgii i obrzędów kościelnych rzadko – jeśli w ogóle – wykorzystywany jest zgodnie ze swoim przeznaczeniem. W kościołach budowanych przed początkiem XX wieku i orientowanych na wschód zazwyczaj można go znaleźć po lewej stronie nawy głównej lub na lewym łuku tęczowym między prezbiterium a nawą główną. W kościołach bardziej współczesnych zmienił swój wygląd i tak naprawdę stał się czymś na kształt mównicy ustawionej w pobliżu stołu ofiarnego, po jego prawej stronie. Ten obiekt to oczywiście ambona, lub, by użyć bardziej polskiego i obrazowego słowa, kazalnica. Jak to się właściwie stało, że ten klasyczny element wyposażenia kościoła stał się właściwie jedynie elementem scenografii wnętrza? Odpowiedź na to pytanie jest w sumie dosyć prosta – od początku XX wieku elektroakustyczne nagłośnienie kościołów stawało się coraz bardziej popularne, aż w końcu prawie całkowicie wyeliminowało potrzebę wykorzystywania ambony. Choć nadal były one projektowane i konstruowane, przestały mieć kluczową rolę w szerzeniu Słowa Bożego. Jednocześnie przestały też pełnić rolę symboliczną, jako podwyższenia podkreślającego doniosłość przekazywanych prawd („Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę.” – Mt 5, 1) oraz jako miejsce tradycyjnego głoszenia Ewangelii poganom i grzesznikom – nie bez powodu ambony umieszczane były po lewej, północnej stronie kościoła, czyli tej kojarzącej się z ciemnością, nocą i grzechem. Drugim powodem ich mniejszego znaczenia była decyzja Soboru Watykańskiego (1962-1965), aby w kościołach ambony były umieszczane jak najbliżej ołtarza, gdyż ich oddalenie odwracało uwagę wiernych od Stołu Pańskiego i głównych wydarzeń liturgicznych.

Początki konstruowania podwyższeń umożliwiających większy zasięg i moc głoszonemu słowu w tradycji judeo-chrześcijańskiej sięgają czasów biblijnych. Z Księgi Nehemiasza (8,3) dowiadujemy się, że Ezdrasz, znany jako „pisarz Prawa Mojżeszowego”, przybył do Jerozolimy, by uroczyście odczytać Prawo zebranemu ludowi: „I wtedy zgromadził się cały lud, jak jeden mąż, na placu przed Bramą Wodną. […] Pisarz Ezdrasz stanął na drewnianym podwyższeniu, które zrobiono w tym celu”. Podwyższenia takie pojawiły się także w starożytnej Grecji na agorze – stawali na nich mówcy zwracający się do tłumu słuchaczy. Nazywały się bēma (mównica), a nazwa ta przeszła do języka hebrajskiego jako bima, czyli miejsce (podwyższenie) w synagodze, z którego odczytuje się Torę (kopię szesnastowiecznej bimy zobaczyć można w Starej Synagodze na krakowskim Kazimierzu). Stąd już blisko do chrześcijańskiej ambony, która zaczęła się pojawiać w kościołach około IV wieku – wcześniej nabożeństwa i obrzędy religijne sprawowane były w prywatnych domach czy katakumbach, gdzie nie było możliwości zainstalowania podwyższenia.
Początkowo, śladami bimy, ambony budowane były na środku kościoła przed ołtarzem. Stopniowo jednak, szczególnie w przypadku małych kościołów, przesuwano je w lewo lub w prawo, a czasami w okresie częstych dysput teologicznych w średniowieczu, stawiano dwie ambony dla dwóch kaznodziejów, z których jeden głosił naukę, a drugi wytykał mu błędy. Choć szybko układ ten przestał być stosowany, znalazł on swoją specyficzną kontynuację w XVII wieku, gdy zaczęto kłaść nacisk na symetrię aranżacji wnętrz kościołów. Jako że ambona znajdująca się przy lewej ścianie czy filarze zakłócała tę symetrię, zaczęto wznosić tak zwane antyambony, czyli struktury wyglądające tak samo jak ambona główna, lecz pozbawione jakiejkolwiek funkcji poza estetyczną. By daleko nie szukać, takie rozwiązanie znaleźć można w Bazylice Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny oo. karmelitów na Piasku.
A jak to wygląda w kościele św. Szczepana? Choć został on zbudowany w latach 1933-1938, a więc w okresie, gdy nagłośnienie elektroakustyczne świątyń katolickich zdobyło sobie już prawo bytu, to jednak znalazło się w nim miejsce dla tradycyjnej, drewnianej, podwieszonej ambony w stylu modernistycznym. Została zaprojektowana w 1940 roku przez Franciszka Mączyńskiego, znanego krakowskiego architekta, który zresztą zaprojektował cały kościół. Na jej koszu, czyli zabudowanej platformie, z której głoszone są kazania, znajdują się pozłacane rzeźby czterech Ewangelistów wraz z osobno wyrzeźbionymi nimbami, a nad nim wisi baldachim z gołębicą, znakiem obecności Ducha Świętego. Na baldachimie, który zresztą pełni rolę swoistego wzmacniacza głosu kaznodziei, stoi figura uskrzydlonego anioła, a kosz ambony podtrzymuje od dołu głowa innego anioła. Symbolika ikonograficzna wydaje się oczywista: każdy kapłan głoszący z ambony Słowo Boże jest natchniony Duchem Świętym, aniołowie czuwają nad nim i podtrzymują go, a samo Słowo czerpie od Ewangelistów. Sam fakt, że ambona ta, jak wiele innych podobnych, jest niejako zawieszona między ziemią a niebem, pokazuje źródło Słowa Bożego i określa jego adresata.

W wielu innych wypadkach symbolika ambon jest bardziej złożona i obrazowa. Ambona może służyć jako metafora świata ziemskiego i duchowego. Jedną z jej często występujących form architektonicznych, rozpowszechnioną szczególnie w XVII i XVIII wieku, była albo łódź na falach, albo ryba/wieloryb, albo to i to jednocześnie. Od najdawniejszych czasów woda i morze symbolizowały świat, pełen niebezpieczeństw, burz, wiatrów, mielizn i czyhających na człowieka potworów (Lewiatan), a łódź jako ostoję bezpieczeństwa, schronienie dla duszy i ciała, narzędzie zbawienia. Część Apostołów chodzących z Jezusem było rybakami, a sam Jezus często używał łodzi jako swoistej „ambony”, z której nauczał zgromadzonych na brzegu słuchaczy. Wreszcie w ikonografii chrześcijańskiej łódź symbolizuje też Kościół, który na przekór wiatrom i burzom płynie po świecie, „a bramy piekielne go nie przemogą” (Mt, 16, 18). Według historyków sztuki pierwszą amboną w formie łodzi wzniesioną na ziemiach polskich jest ta z połowy XVIII wieku w kościele Bożego Ciała na krakowskim Kazimierzu. Widzimy tu łódź z wysokim masztem i pełnym takielunkiem, o bogato zdobionej burcie z symbolami Ewangelistów, podtrzymywaną na kłębiących się falach przez syreny i delfiny. Podobne, choć jeszcze bogaciej zdobione ambony znajdują się między innymi w kościele św. Andrzeja w Krakowie, w kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła na terenie klasztoru benedyktyńskiego w Tyńcu, w Bożkowie i Woliborzu na Dolnym Śląsku, gdzie w łodzi stoją figury św. Piotra i rybaków zarzucających sieci, oraz w kościele sióstr wizytek na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Ogółem w Polsce jest około 60 ambon zbudowanych na kształt łodzi, co jest absolutnym ewenementem w Europie.
Jednak najciekawsze ambony związane swoją symboliką ze światem mórz i oceanów znajdują się w kościele św. Jadwigi w Dobroszowie (gm. Przeworno na Dolnym Śląsku) i w kościele św. Piotra i Pawła w Dusznikach-Zdroju. W tym pierwszym ambona to wznoszący się, pokryty szarą łuską wieloryb przypominający węża, którego otwarty pysk jest pulpitem ambony, a w tym drugim to także pokryty łuską wieloryb z ogonem węża, szeroko rozdziawiający uzbrojoną w zęby paszczę, we wnętrzu której stawał kaznodzieja, zapewne omawiając przesłanie Księgi Jonasza. Musiało to wywierać kolosalne wrażenie na słuchaczach, tym bardziej, że Jonasz swoją historią zapowiada zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. I to właśnie Jonasz jest tematem słynnego kazania niejakiego ojca Mapple, występującego w jednej z najważniejszych powieści dziewiętnastowiecznej literatury amerykańskiej, a może światowej literatury w ogóle, czyli „Moby Dicku”. Jej autor, Herman Melville, przenosi czytelników między innymi do Kaplicy Wielorybników w miasteczku New Bedford w stanie Massachusetts w Stanach Zjednoczonych, gdzie narrator powieści i jednocześnie uczestnik większości opisywanych wydarzeń, Iszmael, chce pomodlić się przed wypłynięciem w rejs wielorybniczy. Czekając na ojca Mapple razem z innymi wielorybnikami, Iszmael zwraca uwagę na wznoszącą się w kaplicy ambonę, której front przypomina dziób łodzi. Wchodzi się na nią po drabinie sznurowej. Gdy pojawia się Ojciec Mapple, wciąga ją za sobą po wejściu na górę. Jak pisze Melville: „Ambona góruje nad ziemią, a wszystko inne pozostaje w jej cieniu. […] Tak, świat to statek niesiony na falach, którego podróż jeszcze się nie zakończyła, a ambona jest jego dziobem”.

A teraz spójrzmy na pulpit stojący na prawo od Stołu Ofiarnego, który przejął rolę ambony. Czy może cokolwiek symbolizować poza sobą samym? Choć ambona w naszym parafialnym kościele jest nadal od czasu do czasu wykorzystywana (kazania pasyjne, specjalne uroczystości), to wydaje się, że całkowicie straciła swoje tak kiedyś istotne (liturgicznie i symbolicznie) miejsce we wnętrzu kościoła i w naszej świadomości.
Piotr Pieńkowski
