ul. Sienkiewicza 19 | 30-033 Kraków
tel.:12 631 97 70

Biuletyn na VI niedzielę wielkanocną (10 maja)

Droga Światła || Granica – nieznana latarnia umarłych i miejsce targowe

DROGA ŚWIATŁA

Trwa okres wielkanocny, niedzielny kolor szat liturgicznych pozostaje biały, przy ołtarzu pali się paschał, krzyż ozdobiony jest czerwoną stułą. Wszystko przypomina nam o tym, że Pan zmartwychwstał, że On jest  naszą nadzieją i życiem. Celebrować zmartwychwstanie można na różny sposób. Robimy to w każdą niedzielę roku liturgicznego, nie tylko w okresie zmartwychwstania, robimy to tez podczas każdej Mszy św. – gdzie obecny jest On sam – choć czasem o tym nie pamiętamy.  Nawet w tym szczególnym czasie, przez te kilka tygodni po Triduum Paschalnym, ta radość wielkanocna… czasem umyka. Mamy tu ówdzie  koncerty wielkanocne, uwielbienia, radosne czuwania, a w ostatnich latach również stosunkowo „nową” choć wcale nie nowatorską tradycję drogi światła.

„To niezbyt popularne w Polsce nabożeństwo, nie jest jednak, wbrew pozorom zupełnie nowe – mówił kard. Grzegorz Rys, w 2005 roku, kiedy nie był jeszcze kardynałem, a dr hab., wykładowcą – wtedy – Papieskiej Akademi Teologicznej.-  Droga światła stała się znana na szerszą skalę w Roku Jubileuszowym [2000 – przyp. Red]. Znalazła się ona w oficjalnym modlitewniku Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 i pielgrzymi udający się do Rzymu mogli ją odprawiać. Z większym odzewem spotkała się jednak na Zachodzie niż w Polsce. (…) Dwa lata temu [w 2003 – przyp. Red] próbowaliśmy po raz pierwszy odprawić Drogę Światła z duszpasterstwami akademickimi. Szliśmy wtedy ulicami miasta w wigilię św. Stanisława (7 maja) z Wawelu n Skałkę. W tym roku [w 2005 – przyp. Red]  Droga Światła organizowana jest po raz trzeci. Powoli wydarzenie to przebija się jakoś do świadomości Krakowian.

Ta wypowiedz kard. Rysia ma ponad 20 lat. W tym czasie wiele się z mieniło. Dr hab. Grzegorz Ryś został biskupem (2011), potem metropolitą łódzkim (ingres 2018), kardynałem (2023) i… – metropolitą krakowskim (2025). W międzyczasie wiele się też wydarzyło w życiu religijnym i społecznym, przeszliśmy też przez  pandemię, rozwinęły się technologiczne możliwości, pojawiły się internetowe transmisje, również religijnych wydarzeń. Tak jak mogliśmy uczestniczyć w Mszach św., w nabożeństwach drogi krzyżowej, słuchać rekolekcji rożnego rodzaju, tak też mogliśmy w ten sposób uczestniczyć w drogach światła. Przez kolejne lata organizował je również Kard. Ryś w Łodzi, w czasie pandemii w swojej prywatnej kaplicy, czy ogrodzie.  I powoli, powolutku z roku na rok…tych „nowych” świętowań Wielkanocy było coraz więcej.

Nabożeństwo drogi światła zyskuje nie tyle coraz większą popularność, co po prostu swoje miejsce w świętowaniu okresu Wielkanocy. Jest jakimś paradoksem, ze Wielki Post – czyli „tylko” przygotowanie do przeżywania największych Tajemnic naszej wiary – przechodzimy często bardzo pobożnie, uczestnicząc w drogach krzyżowych, gorzkich żalach czy rekolekcjach. A kiedy przychodzi to największe dla nas Święto, kiedy przeżywamy Zmartwychwstanie Chrystusa a potem – wraz z Apostołami – poznajemy Go zmartwychwstałego, na drodze do Emaus, czy przy łamaniu chleba,  wtedy jakby wszystko staje się normalne i oczywiste. Alleluja, które uroczyście wyśpiewujemy podczas Wigilii Paschalnej, powszednieje z dnia na dzień, oktawa Wielkanocy to już zwykły tydzień pracy, a kolejne tygodnie…rozpływają się w codzienności. Czasem „budzimy się” na Zesłanie Ducha, tu i ówdzie organizowane są czuwania, i dobrze, bo to też świętowanie początków Kościoła. Ale szkoda, ze czas wielkanocny nam umyka. Droga Światła może być tym momentem zatrzymania się z wdzięcznością nad tajemnicą Zmartwychwstania, momentem uwielbienia Boga, dziękczynienia i wspólnej radości z bycia chrześcijanami – uczniami Chrystusa.

Nasza pobożność wielkopostna jest rozbudowana; także bardzo emocjonalna. Tak naprawdę idea tych 40 dni jest jednak taka, że musimy w Wigilię Paschalną odnowić swoje przyrzeczenia chrzcielne, tzn. odkryć w sobie zmartwychwstanie Jezusa. Istnieje niebezpieczeństwo, że gdy skoncentrujemy się na samym Wielkim Poście, to nie poprowadzi nas do tego, co jest istotą chrześcijaństwa – doświadczania żywego Jezusa, tego że On jest Kimś żywym w moim życiu. Aby uznać prawdę o tym, że Jezus został zabity, nie trzeba być wierzącym – na to są świadectwa historyczne. Wiara sprawdza się dopiero w doświadczeniu żywego Jezusa. Już Ojcowie Kościoła zwracali uwagę, że post trzeba uświęcać, że musi on znaleźć znaczenie poza sobą. Pamiętać musimy, że to Wielkanoc jest najważniejszym wydarzeniem chrześcijańskim, a Pascha absolutnym centrum naszej wiary. Tak więc te 50 dni od zmartwychwstania powinny być jednym wielkim świętem. Tymczasem nie wyraża się to za bardzo w naszej pobożności. (kard Rys, cyt za: przewodnik katolicki 2005)

Nabożeństwo Drogi Światła (Via Lucis) powstało w 1988 roku z inicjatywy włoskiego ruchu „Świadków Zmartwychwstałego”. Ruch ten wywodzi się ze środowiska salezjańskiego i skupia osoby, które pragną żyć na co dzień rzeczywistością Zmartwychwstania. W 1989 roku nabożeństwo zostało przedstawione przełożonemu generalnemu salezjanów, który powołał specjalną komisję teologiczną. Jej zadaniem było opracowanie podstaw teologicznych oraz form celebracji Drogi Światła. Pierwsze uroczyste celebracje odbyły się w Rzymie, w Katakumbach św. Kaliksta – miejscu szczególnym dla historii Kościoła, związanym z pierwszymi świadkami wiary w Zmartwychwstałego Chrystusa.

Rozwój nabożeństwa spotkał się aprobatą Kościoła hierarchicznego, m,in. Jan Paweł II, który dostrzegł w nim ważne narzędzie pogłębiania duchowości paschalnej. W 2002 roku Via Lucis została oficjalnie uznana przez Kongregację ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Nabożeństwo znalazło się w „Dyrektorium o pobożności ludowej i liturgii”, które wskazuje jego znaczenie w życiu Kościoła. „Dokument podkreśla, że nabożeństwo pomaga wiernym skupić się na drugim etapie misterium paschalnego, czyli Zmartwychwstaniu. Stanowi także ważną drogę formacji wiary, prowadzącą od doświadczenia cierpienia do nadziei, pokoju i radości”.

 Droga Światła odwołuje się do wydarzeń opisanych w Nowym Testamencie. Rozpoczyna się od zmartwychwstania Chrystusa, a kończy na zesłaniu Ducha Świętego. Najczęściej – podobnie jak droga krzyżowa – składa się z czternastu stacji. Idea jest podobna – medytowanie, adorowanie Chrystusa, tym razem nie Jego boleści, ale Jego zwycięstwa. Można przejść Drogę Światła w formie nabożeństwa, ale można ją także potraktować jako osobistą medytację. Nabożeństwo najlepiej odprawiać w godzinach wieczornych, tak by podkreślić symbolikę światła. Same nazwy poszczególnych stacji też czasem się nieco różnią, ale sedno pozostaje takie samo. Światło, jako główny element, odnosi się do Chrystusa Zmartwychwstałego, który jest „światłością świata”. Poprzez przejście od ciemności do światła, zaproszeni jesteśmy do refleksji nad własnym życiem w świetle zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. To przesłanie niesie ze sobą nadzieję i zachętę do przemiany życia w zgodzie z ewangelicznymi wartościami. Dzięki niej, czas wielkanocny – czas radości i zwycięstwa – może być głębiej przeżywany i kontemplowany. Nabożeństwo to pomaga dostrzec obecność Zmartwychwstałego w codziennym życiu, uczy zaufania do Boga i otwiera na działanie Ducha Świętego. Jest także przypomnieniem, że każdy z nas jest powołany do bycia świadkiem zmartwychwstałego Chrystusa w świecie. (BL na podst: Przednik katolicki, wiara.pl)

ZAPRASZAMY NA DROGĘ ŚWIATŁA DO NASZEGO kościoła W SOBOTĘ 16 MAJA, NA 19:00. Modlitwą, medytacją, śpiewem chcemy uwielbiać Chrystusa, i prosić Go o wiarę i odwagę bycia Jego świadkami na co dzień.

GRANICA – NIEZNANA LATARNIA UMARŁYCH I MIEJSCE TARGOWE

ul. Lubelska – dzielnica Krowodrza, istniała już na początku XIX wieku (1800 r.) dł. ok. 400 m. Przed 1912 – ulica. św. Ducha

W 1963 roku zamieszkałem tutaj i jako jeszcze dziecko nie zwracałem uwagi na smukłą kolumnę toskańską o której dowiedziałem się wiele lat później dzięki pasji badawczej w archiwach krakowskich. Tymczasem nieoczekiwane i poszerzone zakończenie ulicy jak gdyby objazd „ronda „ z kolumną w środku musiało zwracać uwagę i zadawać pytanie dlaczego?. Dlaczego tak właśnie rozwidlała się ulica a nie inaczej czyli jednostronnie ? Kto myślał po 1912 roku o korzyściach jako daje dla motoryzacji utworzenie ronda? A ono istniało już w XIX wieku !!. Sprawcą tego jak łatwo się domyśleć była 7- metrowej wysokości kolumna z schodami pod cokołem na którym widniał ryty napis: Odnowiła gmina w 1893 roku… Zabytek !. Pytałem Rodziców. Nie odpowiedzieli. Dowiedziałem się jednak czegoś niezwykłego: w pobliżu „figury” był dawniej targ produktami nabiałowymi i warzywami! Mama nawet pamiętała osoby , które się tym, po wojnie, zajmowały! Codzienny targ trwał od godzin porannych aż do południa i tu też sprzedawano barszcz czerwony i biały (później widziałem jak był sprzedawany na Nowym Kleparzu) , mleko w bańce (taka bańka pozuje z Mamą na przedwojennej fotografii wykonanej na Modrzejówce) zapewne też jajka a nawet grzyby i kwiaty! Z badań przeprowadzonych w 1985 roku wynika , że barszcz kobiety nalewały z drewnianych konewek, , masło sprzedawały w garnuszkach a sery w białych płótnach. Czy można sobie to wyobrazić przechodząc dzisiaj tamtędy? . Ruch samochodowy oczywiście prawie nie istniał a furmanki tutaj nie przystawały i jechały dalej. Przychodziło się tutaj piechotą z tobołkiem czy wiklinowym koszem owiniętym płachtą – na plecach. W latach sześćdziesiątych a nawet siedemdziesiątych kolumna prawdopodobnie nie miała i nie ma ogrodzenia (chociaż w pewnym momencie historii postawiono metalowe słupki, były niezwykle szczupłe, nie miały połączeń łańcuchowych więc tylko sygnalizowały niebezpieczeństwo uszkodzenia samochodu – ruch był wtedy jeszcze dwukierunkowy).

(źródło: Wikipedia)

Dla osoby interesującej się architekturą niewątpliwie znaczenie ma kolumna która zwieńczona jest tzw. ślepą latarnią czyli zasklepioną tworząc ozdobę budowlaną ograniczoną gzymsami w miejsce dawnej przestrzeni gdzie zapalano świecę ostrzegając przechodniów przed szpitalem dla zakaźnie chorych. Miejsce gdzie postawiono kolumnę z cokołem w 2 poł. XIX wieku było pierwotnie mogiłą w kształcie sporego pagórka , wzgórzem pełnym kości!. Oczywiście to piszę na podstawie danych archiwalnych z 1885 i 1893 roku . Dzisiaj mało kto o tym pamięta. Zapisy te zawdzięczamy starszym osobom , które w 1893 roku twierdzili , że kości te są szczątkami osób różnej narodowości zmarłych na dżumę w 1807 lub 1808 roku . W takiej sytuacji kolumna nie mogła tutaj być umieszczona , może tylko drewniany krzyż a dopiero kilkadziesiąt lat później – kolumna . Nie jest to jednak pewne bowiem 1885 roku – jak pisze konserwator zabytków: Józef Łepkowski – słup groził upadkiem czyli koniecznością była jego konserwacja – odnowa ( może to było w 1886 roku skoro w Encyklopedii Krakowa ( hasło: Lubelska , wyd. 2000) napisano że kapliczka jest z tego właśnie roku? Nasza kolumna jest jednak inna i wierząc zapiskom i… konserwatorom zabytków chociaż są rozbieżności bowiem opinia konserwatorów odnosi czas powstania kapliczki (figury) od XVII – XVIII stulecia!. Dlaczego aż XVII? Może dlatego , że w tym czasie powstał słynny odrodek czarnych marmurów z produkcją kolumn , które w miarę upływu czasu stawały się jasne? . Dwóch autorów , którzy również zajmowali się sprawą kolumny także się różni w typowaniu czasu powstania: jeden przyjmuje okres 1 poł. XIX a drugi – 2 poł. XVIII wieku. Niżej podpisany kierując się wypowiedziami starych wiekiem ludzi przyjmuje owe lata 1807-1808 wierząc , ze był to początek historii tego miejsca czyli że wówczas na mogile postawiono drewniany krzyż.

Krzyż otwiera nam z kolei kolejny rozdział historii a mianowicie pytanie : jakiego typu był ten krzyż? . Trzeba się tu wrócić do historii wsi Krowodrza , której początki sięgają czasów przedlokacyjnych . W XIII wieku biskup krakowski zezwolił na osiedlenie się w Krakowie zakonników z Francji pod wezwaniem św. Ducha. Oficjalna wersja przyjmuje że, ich siedzibą była wieś Prądnik Biały ja natomiast sądzę , że to wieś Krowodrza z folwarkiem między obecną ulicą Lubelską z Aleją Artura Grottgera!. Przekonuje mnie do tego mniemania historia folwarku Hołodyńskie na terenie późniejszej Modrzejówki (osiedla Towarzystwa Tanich Mieszkań dla Robotników Katolickich) i…. krzyża duchackiego narysowanego w 1861 roku na ślepej latarni przez znanego rysownika Maksymiliana Cerchy a także nazwa ulicy nadana zapewne jeszcze w XIX wieku,.. Dziś – mam zresztą satysfakcję – że ten podwójny krzyż zwany krzyżem duchackim, z podwójnymi ramionami , powrócił na swoje dawne miejsce upamiętniając zakon który został rozwiązany dopiero w 1788 oku. Nie wykluczone jest twierdzić że mogiła zmarłych na dżumę lub zmarłych z ran żołnierzy napoleońskich była niegdyś granicą posiadłości zakonu – można sobie wyobrazić jej niezwykłą widoczność na tle niskiej zabudowy ulicy: jeszcze w czasie 1939-1945 była tutaj kuźnia i chaty kryte słomą tzw. betlejemki). Wersja trzech granic (wsi, miasta i zakonu) koresponduje z opinią Jacka Kabzińskiego , który uważał kolumnę za element systemu fortyfikacji okresu walk niepodległościowych powstańców Tadeusza Kościuszki.

Dane archiwalne ciekawie jest porównać z informacjami pochodzącymi z lat 1983-1989 osób zamieszkujących Krowodrzę od dawna, obecnie już nieżyjących. Ta zmiana pokoleniowa z punktu widzenia kapliczek jest znamienna . Widoczne są luki pamięciowe, brak odpowiedzi, obojętność. W jednym przypadku figura jest pamiątką po chorobie ale której – pytam – respondentka już nie pamięta tak jak nie pamięta , że była tutaj mogiła: inaczej nie byłoby tutaj prawdopodobnie – handlu. A przecież kobiety przychodziły tutaj nie tylko z Krowodrzy również z Bronowic , Toń i odległych już Zielonek.

Piotr Worytkiewicz

Słowo Boże na dzisiaj

Piegrzymka piesza

Wydarzenia

Facebook

Youtube

youtube