ALMA MATER || LISTY CZYTELNIKÓW || ŚRODY ZE ŚW. IGNACYM
SZKLANE OBRAZY – ALMA MATER

fot. Grzegorz Eliasiewicz i Rafał Ochęduszko, prawa autorskie Corpus Vitrearum Polska
Nie ulega wątpliwości, że Najświętsza Maria Panna jest najczęściej portretowaną kobietą w dziejach świata, a obok Jezusa najczęściej przedstawianą postacią biblijną. Poczynając od prawdopodobnie najstarszego wizerunku Maryi zachowanego w Rzymie i zwanego Madonna Advocata, którego twórcą miał być św. Łukasz Ewangelista i który przechowywany jest w klasztorze sióstr dominikanek klauzurowych na wzgórzu Monte Mario w pobliżu Rzymu, poprzez przenikliwie patrzącą, smutną lecz promienistą Maryję Dziewicę El Greca, aż po próbę odtworzenia rzeczywistego wizerunku Maryi przez brazylijskiego grafika Átilę Soaresa da Costa Filho w oparciu o sugestie sztucznej inteligencji z 2021 roku, Matka Boża jest tematem niekończących się prób ukazania jej prawdziwego oblicza, jej matczynego związku z Jezusem i jej miejsca w Kościele. Z oczywistych przyczyn rezultaty tych prób różnią się od siebie w zależności od czasów, z których pochodzą, intencji artysty i/lub zamawiającego wizerunek, miejsca, gdzie jej wizerunek miał się znaleźć i roli, jaką odgrywał w danej społeczności. Niektóre z tych wizerunków są powszechnie znane (Matka Boska Częstochowska, Matka Boża Fatimska, Matka Boża Nieustającej Pomocy), a niektóre otacza nimb cudowności, gdyż albo powstały w cudowny, niewytłumaczalny sposób (Matka Boża z Guadalupe), albo wśród wiernych słyną łaskami (Matka Boża Pocieszenia z kościoła św. Szczepana w Krakowie, Płacząca Madonna z Syrakuz, Matka Boża Kalwaryjska, Matka Boża Śnieżna). Praktycznie we wszystkich kościołach katolickich znajdują się obrazy lub rzeźby Matki Bożej, które zapraszają do modlitwy i są pomocą w życiu duchowym. Zgodnie z nauczaniem Soboru Trydenckiego (a wcześniej m.in. Soboru Nicejskiego II i Soboru Konstantynopolitańskiego) „Obrazy Chrystusa, Bożej Rodzicielki oraz innych świętych należy posiadać i zachowywać zwłaszcza w świątyniach, i oddawać im należną cześć i uszanowanie, nie dlatego, by wierzono, że tkwi w nich jakieś bóstwo czy moc, ze względu na które miałyby być czczone; lub że można ich o coś prosić; lub że należy pokładać nadzieję w obrazach, jak niegdyś czynili poganie, którzy swą nadzieję pokładali w bożkach, ale dlatego, że okazywany im honor odnosi się do wzoru, który przedstawiają”. Uznanie tytułu „Matki Bożej” jako dogmatu wiary na Soborze Efeskim w 431 roku pomogło rozprzestrzeniać się jej wizerunkowi, a jego forma nie była w żaden radykalny sposób narzucana przez Magisterium Kościoła, przynajmniej do czasu Soboru Trydenckiego.
Najstarszy i najpopularniejszy typ ikonograficzny Matki Bożej to tak zwana Hodegetria, a jego najlepiej znany przykład, przynajmniej w Polsce, to Matka Boska Częstochowska. Przedstawiana w półpostaci, Maryja zwrócona jest do widza frontem, patrzy przed siebie i zazwyczaj lewą ręką podtrzymuje Dzieciątko Jezus, a prawą dłonią na nie wskazuje, jak gdyby mówiąc „To jest drogą, którą idźcie”. Jezus natomiast wyciąga prawą rękę w geście błogosławieństwa. Matka i Syn trwają w majestatycznym bezruchu – ich ciała i pozy nie wyrażają żadnych emocji. To nieruchome dostojeństwo odzwierciedla rzeczywistość, w której rozwinął się ten typ wizerunku Matki i Syna – było to Bizancjum. Emocje wyraża natomiast drugi, popularny typ ikonograficzny Matki Bożej i Jezusa, który rozwinął się także w Bizancjum, ale później, bo w IX wieku, czyli Eleusa (z greckiego czułość, miłosierdzie). Maryja trzyma w ramionach małego Jezusa i pochyla w jego kierunku głowę, a On przytula policzek do jej twarzy i obejmuje ją za szyję. Ta forma podkreśla biologiczną relację Matka-Syn, ich bliskość i miłość. Często można ją spotkać na ikonach, szczególnie tych pochodzących ze Wschodu, a jej słynny przykład to ikona Matki Bożej Łaskawej znajdująca się w archikatedrze pod tym samym wezwaniem w Cambrai we Francji. W malarstwie XII i XIII wieku występuje z kolei Madonna na majestacie (Maestà po włosku), siedząca na tronie w otoczeniu adorujących ją i Dzieciątko Jezus aniołów i świętych. Innym, bardzo znanym ujęciem Matki i Syna jest Pietà – najczęściej rzeźba przedstawiająca pogrążoną w smutku Matkę Bożą z martwym ciałem Chrystusa na kolanach (najsłynniejsza to Pietà watykańska Michała Anioła z końca XV wieku). Jeszcze innym typem ikonograficznym, który rozwinął się we Włoszech w XV wieku, jest przedstawienie Marii siedzącej na tronie z Dzieciątkiem Jezus na kolanach w otoczeniu świętych. Ten typ nazywany jest z języka włoskiego Sacra Conversazione (Święta rozmowa), a jego najbardziej wymownym przykładem jest obraz Madonna z Dzieciątkiem w otoczeniu świętych włoskiego malarza Piero della Francesca z 1474 roku. Cechą wspólną tych i wielu innych tradycyjnych przedstawień Maryi w sztuce europejskiej jest idealizacja jej postaci, co wzmacnia wrażenie jej wzniosłości, niedostępności i świętości. Wszystkie te typy przedstawień ukazują ją w rzeczywistości doskonałej, istniejącej jakby poza naszym światem.
Pojawiały się jednak i nadal pojawiają malarskie i rzeźbiarskie ujęcia Matki Bożej, które wprowadzają element nowy, nieoczekiwany, wymykający się jej standardowemu wizerunkowi. I tak Martin Schongauer, niemiecki artysta z połowy XV wieku namalował obraz Świętej Rodziny, na którym Maryja odrywa zielone winogrona z kiści i karmi nimi, jak się wydaje, małego Jezusa, a siwy św. Józef, z naręczem siana na rękach, przygląda się tej scenie z miłością. Na obrazie Leonarda da Vinci „Madonna z kądzielą” Maryja wpatruje się w kądziel (wrzeciono), które trzyma wyraźnie zafascynowany nim, siedzący obok Jezus, a gest, jaki Maryja wykonuje prawą ręką sugeruje, że chciałaby odebrać Jezusowi kądziel, ale nie śmie. Kądziel jest zapowiedzią śmierci Jezusa na krzyżu. Tenże Leonardo maluje kolejną Matkę Bożą z DzieciątkiemJan van Eyck , ale tym razem wkłada w jej dłoń czerwony goździk, po który sięga siedzący obok na poduszce Jezus. Tutaj goździk także zapowiada Jego cierpienie i śmierć. Na obrazie niderlandzkiego malarza Jana van Eycka z 1436 roku zasiadająca na majestacie Maria prawą ręką podtrzymuje siedzące na rozłożonej pieluszce na jej kolanie nagie Dzieciątko Jezus, które jedną ręką głaszcze przysiadłą obok zieloną papużkę, a drugą chwyta bukiecik kwiatów, podany mu przez Matkę. W 1431 roku włoski malarz Fra Angelico maluje obraz Zwiastowania Najświętszej Marii Pannie, na którym Maryja pochyla ozdobioną czarną przepaską głowę w pokorze, na palcu prawej dłoni ma pierścionek, a lewą ręka trzyma przymkniętą książkę, zapewne Biblię, zupełnie jakby chciała pokazać, że jej Syn to Słowo Boże.
Są też takie wizerunki Maryi, które odchodzą od tradycji i często stanowią wyzwanie dla naszej wrażliwości, teologicznej wiedzy czy ikonograficznych przyzwyczajeń. Dzięki nim Maryja zyskuje nowe cechy, staje się konkretną kobietą, bardziej zanurzoną w naszym, codziennym świecie. W przepięknym, barokowym kościele należącym do opactwa pocysterskiego w Krzeszowie tzw. „Śląski Rembrandt” Michał Willmann namalował pod koniec XVII wieku m.in. fresk ukazujący Święta Rodzinę powracającą po wygnaniu do Egiptu do Judei – Rodzice Jezusa stoją tu z kijami pasterskimi i trzymają stojącego między nimi małego Jezusa za ręce, a Maryja ma na głowie wytworny, niebieski kapelusz. Albert Edelfelt, fiński malarz aktywny w drugiej połowie XIX wieku uchwycił wizerunek samotnie siedzącej Marii w otoczeniu róż i szyjącą, czy też wyszywającą białe płótno. Jej twarz wyraża pokorę, nieśmiałość, a jednocześnie olbrzymie, wewnętrzne napięcie. W 1898 roku francuski artysta Albert Louis Aublet namalował „Madonnę Arabską”, która ubrana w luźną, ciemną szatę beduińską i biały turban na głowie przykuca z troską nad śpiącym, spowitym w pieluszki Jezusem, leżącym na białym kocyku rozpostartym na piasku pustyni. Wreszcie w czasach bardziej nam współczesnych Salvator Dalí namalował i sprezentował papieżowi Piusowi XII portret Madonny z portu Lligat (jeden z dwóch o tym samym tytule i tematyce), składający się z zdekonstruowanych, poobijanych fragmentów kamiennej absydy otaczającej unoszących się w pozycji siedzącej Marię i Dzieciątko Jezus, przez ciała których widać horyzont morza i wodę.
Jednak jest jeszcze jeden typ ikonograficzny wizerunku Matki Bożej, bardzo rozpowszechniony w średniowieczu, który obecnie nie cieszy się popularnością, a który występuje na czwartym witrażu w nawie południowej (licząc od strony absydy) w kościele św. Szczepana. W otoczeniu kolorowych liści i kwiatów widać na nim siedzącą postać Matki Bożej z częściowo odsłoniętą piersią, karmiącą Dzieciątko Jezus i pochylającą się nad nim w matczynym, pełnym czułości geście, a na jej twarzy gości łagodny uśmiech. To Maria Lactans, Maryja Karmiąca, symbol oddania, opieki i miłości. Na dole witraża widnieje napis: ALMA MATER, a pod nim: ZA SZCZĘŚLIWE OCALENIE W 1939 R. Z GORĄCĄ PROŚBĄ O OPIEKĘ. A.PIASECKI S.A.
Choć zwrot “alma mater” (czyli „matka karmicielka”) na ogół kojarzony jest z uniwersytetami i jest podniosłym epitetem nadawanym im już od czasów średniowiecza, to w kontekście chrześcijańskim odnosi się on przede wszystkim do Matki Bożej, która, jak głoszą słowa antyfony z XI wieku Alma Redemptoris Mater, „sama wykarmiła [S]wego Stworzyciela”. Maryja Karmiąca przez wieki była tematem rozlicznych obrazów (włącznie z witrażami), takich słynnych artystów jak Pisano, Campin, Weyden, Van Eyck, da Vinci, Cranach, Memling, Dürer, El Greco i wielu, wielu innych. Motyw ten jednak powoli znikał z europejskiej sztuki religijnej, zapewne z powodu błędnie pojętego decorum (braku stosowności) i powszechnej seksualizacji ciała kobiecego, przysłaniającej powołanie macierzyńskie. Dlatego też Maryja Karmiąca przedstawiona na witrażu zaprojektowanym przez Jana Januszewskiego w 1940 roku jest bardzo ciekawym powrotem do źródeł ikonograficznych i teologicznych. Ciekawą postacią był też fundator witraża, Adam Piasecki (1875-1945), krakowski potentat produkcji i handlu wyrobami czekoladowymi, zwany „królem czekolady”; którego firma zasłynęła malagami, kasztankami i nadziewanymi czekoladami, a po wojnie w 1951 roku w oparciu o m.in. dorobek i infrastrukturę założonej przez niego fabryki powstały istniejące do dzisiaj Zakłady Przemysłu Cukierniczego „Wawel”. Znany był z bardzo sprawiedliwego traktowania swoich pracowników i dbania o warunki ich pracy. Wśród nich wyróżniała się, przede wszystkim urodą, niejaka Danusia (nazwiska nie znamy), na cześć której zaprojektował i wypuścił słynny i istniejący do dzisiaj baton „Danusia”. Był także filantropem i działaczem społecznym – m.in. wspierał finansowo odnowę Wawelu. Witraż w kościele św. Szczepana, który ufundował, jest świadectwem wiary w opiekę Matki Bożej nad jego pracownikami i fabryką w 1939 roku, dzięki której przetrwali pierwsze dni wojny. Niestety jego nadmierne dbanie o interesy pracowników w czasie okupacji niemieckiej Krakowa (przydzielenie im dodatkowego deputatu słodyczy) doprowadziły do jego aresztowania i wywiezienia do niemieckiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Zmarł prawdopodobnie w kwietniu 1945 roku w obozie Bergen-Belsen i został pochowany w zbiorowej mogile. Pamiętajmy go nie jako bohatera romansu (fascynacji? zauroczenia? podziwu?) symbolizowanego przez batonik „Danusia”, ale jako fundatora witraża, dzięki któremu określenie „alma mater” zyskało na powrót swoje chrześcijańskie, pierwotne korzenie, przynajmniej w przestrzeni kościoła św. Szczepana.
Piotr Pieńkowski
LISTY CZYTELNIKÓW

CZY TO JUŻ REALNA WIZJA?
Gdy patrzeć na obecny świat, cały świat, i dostrzec jak rozprzestrzenia się zło, a wyniszcza dobro, jak wzrasta nienawiść do Kościoła katolickiego, jak zagęszcza się zniewolenie, zwłaszcza ducha, jak upada szacunek dla godności człowieka, zwłaszcza najmniejszego i niedołężnego, jak plączemy się na drodze ku przyszłości, jak rozprzestrzenia się i terroryzuje świat islam, jak zanika wierność prawdzie, jak obejmuje narody globalizacja- czyż nie może pojawić się myśl, że odkrywają się znaki apokaliptyczne? Niedawno w biuletynie parafialnym (418) rzuciłem tę myśl w świetle ostrzeżenia św. Pawła, który proroczo wskazał cechy ludzkości u progu dni ostatnich, jakże bliskie kształtującym się współcześnie. Otóż chciałbym teraz dotknąć zjawiska globalizacji, w którym można dostrzec wszechogarniającą budowę współczesnej wieży Babel – sztucznej formy życia zbiorowego ludzkości, w mieszaninie cywilizacyjnej, bez Boga. Przeszły przez dzieje świata, rozwijające się stopniowo, różne zrzeszenia: rody, plemiona, narody, organizowane w księstwa, królestwa, państwa, trwałe w warunkach wspólnej cywilizacji. Znamienną cechą tego cyklu rozwoju jest stopniowe przechodzenie od wolności do zniewolenia. Globalizacja jawi się jako szczytowy etap tego cyklu, zniewalający całe jestestwo człowieka, jako dążność ukrytych elit do wszechświatowego rządu dusz. Rozwijają się potęgi do tego zdolne. Tak postrzegając rzeczywistość spróbujmy odkryć cechy globalizmu, jakby zakodowane, w starotestamentowej zapowiedzi władztwa grozy nad ludzkością u końca czasów, jaką daje nam w swoich wizjach prorok Daniel (Dn7,1-28). Wyjawia on cztery królestwa, które, jak bestie, rządzić będą światem, trzy wcześniej, w końcu jedno które ostatecznie obejmie cały świat, „…pochłonie całą ziemię, podepce ją i zetrze…” (Dn7,23). Czy kształtowanie się globalizacji nie staje się zaczynem tych „królestw”? Można powiedzieć, że wizje prorockie dają się rozmaicie tłumaczyć i nawet poniekąd wyraziste mogą prowadzić na manowce interpretacji. Niemniej, jeśli określona interpretacja nie jest wykluczona, słuszną wydaje się obserwacja dalszego biegu wydarzeń, czy, i na ile, zbliżamy się do przypuszczalnego rozstrzygnięcia. Tak też krzepnięcie globalizacji powinniśmy obserwować równolegle z innymi znakami czasu, danymi nam w Piśmie Świętym, by zwróciły naszą uwagę na dojrzewanie czasu i zbliżały do Boga. (Leszek Kotlarski)


Psalm 137 odnosi się od czasów w których lud Izraela został uprowadzony przez króla Nabuchodonozora II do Babilonu. Jest to wydarzenie autentyczne, dobrze opisane w Biblii i zachowane także w innych dokumentach z tamtego czasu, czyli około roku 586 p.n.e. Niewola Izraela odbywała się na tle ogromnego wzrostu potęgi zachodniego sąsiada. Nabuchodonozor II jest zapamiętany przez historię jako twórca istniejącej do dzisiaj budowli – Bramy Ishtar i jednego z cudów świata – Wiszących Ogrodów. Żydzi jednak śpiewają o tęsknocie za Jerozolimą. Żyją w najpotężniejszym i dostatnim państwie i nie cieszą się z tego.
Spróbujmy sobie wyobrazić w jaki sposób porywa się cały naród: przecież nie poprzez zabranie wszystkich rodzin do odległej ziemi. Babilończycy uprowadzili de facto elitę społeczeństwa; urzędników, kapłanów, arystokrację, rzemieślników. Jednym słowem zabrali z Izraela najlepszych jej przedstawicieli. Rdzeń tego, czym Izrael był. Babilończycy tym samym ukradli Izraelczykom przyszłość wprzęgając ich w swój system państwowy. Tam, ich talenty służyły już innym celom. Nie było już mowy o pełnieniu Woli Bożej.
Możemy odczytywać tę zbieżność jako dostrzeżenie, że życie chrześcijanina, w tym jego warstwa duchowa, polega na przeżywaniu i przechodzeniu przez kryzysy. Są to naturalne progi które pokonuje każdy z nas w ciągu życia. Kryzys wcale nie oznacza równi pochyłej, zmierzania do nieuniknionego końca w którym następuje nieodwołalne zniszczenie porządku życia. Kryzys w życiu duchowym to także okazja do wejścia na nowy poziom rozwoju. Samo wystąpienie kryzysu jest znakiem, że nasz obecny stan jest niewystarczający do wymagań rzeczywistości.

Św. Ignacy także porusza ten temat pisząc o tym w regułach dotyczących strapienia i pocieszenia duchowego. Wiedząc iż człowiek nie może trwać wiecznie w pocieszeniu i korzystać z łaski, ponadto, że jego główną cechą jest słabość i niestałość dostrzegł kilka przyczyn pojawiających się kryzysów duchowych. Pierwszą z nich jest opieszałość, niedbałość lub lenistwo duchowe. Po drugie Bóg chce nas wypróbować, na ile jesteśmy w stanie wytrwać bez Jego ciągłego pocieszenia i łaski, po trzecie jest to okazja aby sobie uświadomić i wewnętrznie odczuć jak nie możemy nic uzyskać ani zatrzymać z naszej pobożności bez Jego łaski aby nasz umysł nie wbijał się w pychę albo próżną sławę. Jeśli zdarzy nam się takie strapienie, kryzys duchowy, często pojawia się tęsknota, tak jak u uprowadzonych Izraelitów, za tym jak było kiedyś. Jeruzalem jest tutaj symbolem miejsca świętego, radosnego, dobrego i pięknego, takim jakim chcemy żeby było nasze serce.
Z takiej tęsknoty i żalu może urodzić się pragnienie powrotu. Św. Ignacy pisze żeby w takim momencie przetrwać do pocieszenia stosując zasadę agere contra – przeciwdziałania. Jeśli nie mam ochoty na modlitwę lub ciężko mi się do niej zabrać, to właśnie przy pomocy Bożej postaram się modlitwę zintensyfikować, zamiast modlić się 30 minut, przedłużę do 35. Podejmę jakiś dodatkowy post albo ofiarę na czyjąś rzecz. W strapieniu też nie będę podejmował zmian jakichkolwiek wcześniej podjętych decyzji ponieważ w takim stanie daleko łatwiej ulegnę podszeptom złego ducha który niczym Król Babilonu zaprzęgnie mnie do swoich zamysłów i wyprowadzi na manowce. Pamiętajmy zatem o naszej podatności na słabość, pamiętajmy, że Bóg jest z nami zawsze i zawsze czeka na nasz powrót. Nie pozwólmy żeby nasze najlepsze cechy i umiejętności służyły komuś innemu niż sam Bóg. (RL)
