Biuletyn parafialny | Newsletter | Słowo Boże na dzisiaj
DOCIERANIE DO TYCH, KTÓRYCH NIE MA, JEST MOŻLIWE TYLKO PRZEZ TYCH, KTÓRZY SĄ
W styczniu tego roku rozmawialiśmy z Ks. Kardynałem Grzegorzem Rysiem, Metropolitą krakowskim. Zapytaliśmy Kardynała Grzegorza m.in. o planowany synod diecezjalny, jego znaczenie dla Kościoła, parafii, dla nas wszystkich. Zapraszamy do czytania, refleksji i działania.
Księże Kardynale, wspomniał Ksiądz Kardynał podczas ingresu że zamierza zwołać synod w Archidiecezji krakowskiej. U nas w parafii już się o tym mówi. Cieszymy się bardzo, ale to też zaskoczenie, że tak szybko…
Bardzo szybko, to znaczy już pierwsze kroki podjąłem, żeby ten synod mógł wystartować w połowie marca. W najbliższym czasie mam spotkanie z kolegium konsultorów, które musi wyrazić swoją opinię, bo bez tego biskupowi nie wolno zwołać synodu. Mam nadzieję, że ta opinia będzie pozytywna. Z resztą, tak naprawdę to ja mam jej tylko wysłuchać, ale decyzja jest i tak zawsze po stronie biskupa.
Potem podejmiemy kroki przygotowawcze, to znaczy bardzo bym chciał najpierw, na sam koniec lutego, zrobić spotkanie całego prezbiterium. Przyjedzie na nie kardynał Jean-Claude Hollerich, który był człowiekiem numer jeden na synodzie biskupów, jeśli chodzi o przygotowanie dokumentu końcowego, o jego opracowanie i tak dalej. Bardzo bym chciał, żeby Kardynał spotkał się z naszymi księżmi.

(kard. J.C.Hollerich, źródło: Wikipedia)
Dwa tygodnie później przyjedzie też do Krakowa kardynał Mario Grech – który jest sekretarzem generalnym sekretariatu synodu biskupów – i spróbujemy przez dwa dni razem z nim rozmawiać, już na takim otwartym spotkaniu dla wszystkich, którzy będą zainteresowani, więc rozumiem, że dla parafian ze świętego Szczepana również. To będą takie dwa dni wprowadzające w to, co to jest synodalność, co ona oznacza w Kościele katolickim – bo tu jest bardzo dużo nieporozumień, a te nieporozumienia później się przekładają na strachy i krytykę. Chciałbym te dwa dni zakończyć Eucharystią, która będzie połączona z otwarciem synodu.

(kard. M. Grech, źródło: Wikipedia)
Podczas kolejnych dwóch tygodni, mam nadzieję, że we wszystkich parafiach w Archidiecezji powstaną zespoły synodalne i zrobimy rodzaj warsztatów z ludźmi, którzy będą uczyli nas metody, która się nazywa rozmową w Duchu Świętym. Człowiek jest duchowy, natomiast to nie musi oznaczać, że słucha Ducha Świętego. Dlatego musimy się tego nauczyć. Potem dopiero zaczniemy omawiać w zespołach synodalnych w parafiach dokument końcowy Synodu Biskupów o Synodalności.
Ile miesięcy będą trwać spotkania w parafiach?
Planujemy to robić mniej więcej przez rok i trzy miesiące – do czerwca roku 2027. Teraz uzasadnienie dlaczego już i dlaczego do czerwca 2027. Dlatego, że to jest proces, który trwa w Kościele od otwarcia synodu o synodalności lat temu trzy. W ciągu tych trzech lat odbyły się dwie sesje Synodu Biskupów w Rzymie. Druga zakończona była dokumentem, który ku zdumieniu wszystkich, papież Franciszek uznał za własny. Zwykle jest tak, że synod biskupów kończy się uwagami przekazywanymi papieżowi, a papież w oparciu o nie pisze adhortację. Tym razem nic takiego się nie stało, ponieważ papież – który z resztą był obecny na wszystkich posiedzeniach synodalnych – uznał, że to jest jego dokument i się podpisał pod nim.
To znaczy, że ten dokument ma dużą rangę?
Ranga zwyczajnego nauczania papieskiego. I co ciekawie w Watykanie wydają ten dokument tak, jak się wydaje dokumenty papieskie, nawet w takiej samej formie wizualnej, żeby nikt nie miał wątpliwości. Tak jak jest wydana adhortacja Leona XIV, w takiej samej formie jest wydany dokument końcowy synodu biskupów.
Teraz w Kościele jest czas implementacji, czyli wdrażania, tego dokumentu. Ten proces musi się zacząć od diecezji, i w diecezjach zakończyć gdzieś w czerwcu 2027, po to, żeby w drugiej połowie roku diecezje mogły się spotkać we wspólnocie całego lokalnego Kościoła – czyli na przykład Kościoła w Polsce – i wypracować jakieś wspólne wnioski. Te wspólne wnioski będą dalej przekazane na rozmowy kontynentalne. Początek roku 2028 będzie czasem na takie spotkania na poszczególnych kontynentach. W końcu, na jesieni roku 2028 ma być zwołane zgromadzenie eklezjalne w Rzymie, które jakoś zamknie cały ten proces.
Czyli synod, który Ksiądz Kardynał zwoła, to nie tylko odizolowane wydarzenie, ale część większej całości, procesu, który trwa w Kościele powszechnym?
Tak. Dlaczego? Dlatego, że nie bardzo sobie wyobrażam budowanie jakiegoś Kościoła równoległego. Jestem dumny z Kościoła krakowskiego, ale on nie może funkcjonować osobno, równolegle do tego, czym żyje Kościół powszechny. To by było dramatyczne nieporozumienie. Kościół powszechny w tej chwili żyje implementacją ostatniego synodu biskupów. Papież Franciszek wyraźnie powiedział i teraz papież Leon to potwierdził, że nie zamierza zwoływać kolejnego synodu biskupów na ten moment i otwierać jakiegoś innego tematu. To jest temat, który wymaga dopracowania do końca. Bo inaczej ten dokument końcowy podzieli losy wielu dokumentów papieskich, które są wspaniałymi dokumentami, leżą w bibliotekach na półkach, i nikt ich nigdy nie przeczyta.
Idea jest taka, żeby to, co przez te trzy lata wypracowano, jakoś zaistniało w Kościołach partykularnych. Ale żeby zaistniało, najpierw trzeba się zapytać: czy to jest o nas, czy to nie jest o nas. Które fragmenty dokumentu końcowego są o nas, a które być może nie. Synod dotyczył całego Kościoła, więc rzeczywiście w dokumentach są postawione pytania i zarysowane problemy, które nas może nie dotyczą. Ale są też i takie, które dotyczą nas bardzo.
Właśnie o to chodzi, żeby w lokalnych społecznościach, niewielkich, takich jak parafia, wspólnota zakonna czy seminarium – takich wspólnot jest dużo – zadać sobie te pytania.
Co z tego, o czym dyskutowano i napisano chcemy zrobić? Są to pytania bardzo konkretne, na przykład, jak często mają być synody w diecezji? Czy rzeczywiście ten model, który my mamy teraz w Krakowie – że synodu nie było prawie pół wieku – jest tym właśnie o co chodzi? Trzeba sobie postawić tego typu pytania. Czy synod powinien być rzeczywistością cykliczną? Jeśli tak, to trzeba wtedy ten cykl ustalić. Czy to ma być co trzy lata, czy co pięć lat.
To chyba byłaby nowość w funkcjonowaniu Kościoła
Żadna nowość. W średniowieczu prawo kościelne mówiło, że synod diecezjalny ma się odbywać dwa razy w roku. Dwa razy – a my się pytamy teraz, czy chcemy, co pięć lat. Więc to nie my jesteśmy nowocześni, niektórzy mówią liberalni, tylko to średniowiecze – takie konserwatywne, a było mocno synodujące.
Powstają pytania na przykład bardzo aktualne dla naszej diecezji. Czy chcemy, czy nie chcemy diakonatu stałego? Jest kilka diecezji w Polsce, które jakiś czas temu otwarły możliwość diakonatu stałego, i mają już jakieś owoce. W Kościele krakowskim – już się dowiedziałem w ciągu tych kilku tygodni – są ludzie, którzy chcieliby podjąć formację do diakonatu stałego, albo w jakiejś mierze już ją podjęli, ale nigdy nie mieli możliwości zakończyć jej przyjęciem święceń. Jest wiele konkretnych rzeczy, na które trzeba odpowiadać w lokalnych społecznościach. Co z tego chcemy zrealizować? Ewentualnie czego nie chcemy realizować, ale wtedy trzeba powiedzieć, dlaczego nie chcemy.

(fot. P. Legutko)
Czyli synody powinny być zwoływane też w innych diecezjach Polski, żeby rozmawiać o dokumentach synodu biskupów?
Niekoniecznie. Ale powinna być jakaś forma zastanowienia się nad tym, jak tej implementacji synodu dokonać. Ona nie musi mieć formy synodalnej wprost. Natomiast mi się wydaje, że taka forma jest najlepsza i dobrze jest w ten sposób wystartować. Tym bardziej, że tak wiele się mówi o tym, że Kościół krakowski potrzebuje jakiegoś takiego wydarzenia jednoczącego, scalającego. To będzie wydarzenie, które obejmie wszystkich, każdą poszczególną parafię, jest takim wydarzeniem, które nas zbiera do wspólnoty. Nie skupiamy się na tym, co gdzieś tam nas dzieli, tylko uczymy się razem słuchać siebie i razem słuchać Ducha Świętego, bo o to chodzi w tym całym synodalnym procesie.
Synod się jeszcze nie zaczął, czy możemy się jakoś do niego przygotować? Osobiście, w parafiach?
To jest obszerny temat, który się nazywa „modlitwa na synodzie i wokół synodu”. Przyznaję, jest pewna słabość… To znaczy, jeśli wchodzimy w synod dość gwałtownie, to nam brakuje takiej – mówiąc brzydko – rozbiegówki, to znaczy takiego momentu dłuższego, w którym byśmy się mogli najpierw wspólnie modlić. Jest jeszcze trochę czasu, może jednak spróbujemy coś takiego w Archidiecezji zrobić. To, co najpiękniejsze było na dwóch ostatnich sesjach synodów biskupów, to to, że one się zaczynały od rekolekcji. Wspólne przeżycie rekolekcji naprawdę zmieniało wzajemne patrzenie na siebie ojców i matek synodowych. Ludzie na synod przyjeżdżali, tacy jacy są w Kościele: jedni za, drudzy przeciw. Jedni pełni radości, drudzy pełni lęku. Nawet było tak, że to dokładnie, czego się jedni boją, jest przyczyną radości drugich. I teraz… czy to można jakoś próbować scalać? No można. To znaczy trzeba posłuchać Słowa Bożego, nawrócić się, iść do spowiedzi, przeżyć razem Eucharystię. I to zmienia sposób patrzenia na siebie wzajemnie. Jeśli my się odkrywamy jako siostry i bracia i jako jedność, to nawet tam, gdzie mamy jakiś problem, to mamy go wspólnie, a nie tak, że jedni mają problem, który muszą załatwić przeciwko drugim. Dzięki za to pytanie, bo właśnie synodalnie odkryliśmy bardzo ważną potrzebę. Mam nadzieję, że jeszcze w lutym ukaże się mój list do całej diecezji i w tym liście będę mówił o wydarzeniu synodalnym.
Możemy już teraz jakoś zachęcić parafian?
Jam bym zachęcał nie tyle do samego wydarzenia synodu, ale do tego, żeby w Kościele żyć synodalnie, czyli żeby w Kościele wiarę przeżywać razem, bo o to chodzi. Synodalność była zawsze wpisana w misję Kościoła i zawsze jest odpowiedzią na to, co kardynał Timothy Radcliffe nazwał „tsunami samotności”. To „tsunami” jest dzisiaj mocniejsze niż kiedykolwiek. Dzisiaj ludzie są dramatycznie samotni. Zapytajcie księdza proboszcza, ilu ma samotnych ludzi w parafii. Jaka może być na to odpowiedź? Odpowiedzią jest doświadczenie wspólnoty.
Do wiary nie prowadzi się człowieka w ten sposób, że się mu daje Katechizm, i mówi: masz, przeczytaj, przyjdź, zdaj egzamin i ja cię ochrzczę. Do wiary prowadzi człowieka się, przyprowadzając go do Kościoła. To jest pierwszy gest, który robi biskup. Wprowadza go do wspólnoty. To wspólnota przekazuje wiarę, nie książki. Owszem, książki są bardzo ważne, żeby tę wspólnotę formować, łącznie z tą księgą wyjątkową, którą jest Biblia. Ale wiara nie powstaje w ten sposób, że się komuś da Biblię do ręki i każe czytać. To nie wystarczy, bo on się na pierwszej albo drugiej księdze rozłoży. Wspólnota potrzebuje mu tę księgę objaśnić. Wspólnota, w której jest Piotr – i to jest bardzo ważny moment. Niektórzy sobie mylą synodalność z demokracją parlamentarną. To jest totalna bzdura. Ale ta bzdura, niestety, osiadła mocno w przesądach wielu ludzi. Katolicka synodalność łączy się z kolegialnością, czyli z charyzmatem wszystkich biskupów i łączy się z piotrowym urzędem. Dopiero jak są te trzy elementy, to możemy mówić o synodalności w rozumieniu katolickim. Czyli ta dynamika wspólnotowa, której synodzie będzie można zasmakować, jest też – nie da się ukryć – wyzwaniem dla Kościoła.
W tamtym roku obchodziliśmy rocznicę przyjęcia pierwszego symbolu wiary wspólnego dla całego Kościoła, symbolu nicejskiego. Na czym polega jego urok? Pamiętajcie o tym – mówimy Credo nicejskie, ale credo to jest słowo łacińskie w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Symbol nicejski nie zaczyna się od słowa credo, tylko od liczby mnogiej: credimus – wierzymy. W tym jest moc tego symbolu. Poszczególne Kościoły miały swoje symbole wiary: Antiochia, Jerozolima, Rzym – ale ten symbol był symbolem wiary wszystkich Kościołów, pierwszy, gdzie powiedziano wierzymy, a nie wierzę.

(kościół św. Szczepana)
Księże Kardynale, jak dotrzeć do ludzi, którzy są ochrzczeni, są parafianami, ale nie przyjdą sami, nawet do najbardziej otwartej i synodalnej parafii?
…przez tych, którzy przychodzą. Dzisiaj niewiele da pisanie i czytanie ogłoszeń. Do pewnego stopnia można wykorzystywać media, portale społecznościowe, internet. Przy okazji różnych rekolekcji organizowanych np. w seminarium, zawsze pytam tych młodych mężczyzn: kto was przysłał? Mniej więcej połowa dowiedziała się o rekolekcjach dzięki różnego rodzaju mediom. Weszli gdzieś na stronę, przeczytali, przyszli. Dzisiejszy młody człowiek siedzi w tym wirtualnym świecie i ważne, żeby tak sformułować zaproszenie, by chciał wejść do „realu”. To jest jasne. Ale docieranie do tych, których nie ma jest możliwe tylko przez tych, którzy są. Czyli tak formujemy tych, którzy są, żeby przeżywana przez nich wiara zmuszała ich wręcz do tego, żeby się nią dzielić.
To jest praca na dziesiątki lat…
Ano, pewnie!
(rozmawiali Beata Legutko i Radosław Lebowski)
