Zapraszamy na pielgrzymkę || 13 powodów, by wyruszyć || Sierpniowy krajobraz Częstochowy || Cokolwiek uczyniliście
ZAPRASZAMY NA PIELGRZYMKĘ, DO GRUPY 10 naszej parafialnej, misyjnej – św. Szczepana w dniach 6-11 sierpnia, szczegóły na plakacie i ulotkach
13 POWODÓW, BY WYRUSZYĆ
Niespełna dwa lata temu, tuż po 44. Pieszej Pielgrzymce Krakowskiej na Jasną Górę, napisałam do naszego Biuletynu Parafialnego relację z pątniczego szlaku. Obecnie zbliża się kolejna Pielgrzymka. Redakcja poprosiła mnie o sformułowanie zachęty dla potencjalnych pielgrzymów. Myślę, że poprzedni tekst był w gruncie rzeczy summą argumentów za wyruszeniem na szlak, jednak postaram się i tutaj, w kilkunastu punktach, zebrać najważniejsze myśli.
- Matka Boża czeka na nas w jasnogórskim wizerunku i z niego nam błogosławi. Za tym pobożnym stwierdzeniem kryją się pokolenia doświadczeń, nadziei pokładanej w opiece Bożej Rodzicielki, modlitw szeptanych w najtrudniejszych chwilach życia, cudownych ocaleń i uzdrowień. Na Jasną Górę zawsze wracaliśmy, odzyskując jasność umysłu, radość i pokój serca, rozwiązanie problemów; wielu tam rozpoznało lub utwierdziło się w swoim powołaniu. Matka Boża opiekuje się tymi, którzy do niej przychodzą! Jej dyskretne towarzyszenie jest wyraźnie odczuwalne na co dzień, ale można też uświadomić je sobie po latach, spoglądając wstecz, kiedy życie zdążyło już narysować całe ciągi zdarzeń.

- Opuszczenie na kilka dni swojego miejsca zamieszkania i pracy, marsz, ciągły kontakt z przyrodą, modlitwa, fizyczne niedogodności i zmęczenie, postawa spotykanych po drodze ludzi, rozmowy z innymi pielgrzymami, pozwalają wyraźniej dostrzec sens własnego życia oraz działanie w nim Bożej Opatrzności.
- Pielgrzymka daje sposobność pobycia zarazem i z ludźmi, i z własnymi myślami, z niecodzienną intensywnością.
- Dużo radości i wdzięczności wzbudzają na pielgrzymce współtowarzysze drogi, ich talenty, ofiarność, serdeczność, wiara i rzeczywista pobożność, fantastyczne poczucie humoru. „Dziesiątka” jest tu grupą szczególnie uprzywilejowaną i pomimo niewielkiej liczebności pod każdym względem świetnie zorganizowaną. Głęboko porusza postawa ludzi spotykanych przy szlaku, w szczególności ich gościnność.
- Pielgrzymka przypomina bądź wręcz uświadamia nam, że nasze życie jest drogą. Uzmysłowienie sobie tego zawczasu jest oczywiście bezcenne. Na pielgrzymce dzieje się to w sposób zdecydowany, ale nie drastyczny, czego nie można powiedzieć o wielu innych okolicznościach życiowych, w których ta prawda do nas dociera.
- Pielgrzymka stanowi zdumiewające połączenie trudu i beztroski, dyscypliny z rozleniwieniem, zmęczenia z wypoczynkiem. Tydzień spędzony na pielgrzymce jest tak bardzo inny od pozostałych tygodni w roku, że naprawdę pozwala odpocząć od wszystkiego.
- Na pielgrzymce można oderwać się od pracy i codziennej krzątaniny, od Internetu, mediów społecznościowych, wyświetlaczy i monitorów, od pieniędzy, konsumpcjonizmu i różnych form snobizmu. Nie zapewniają tego natomiast wczasy all-inclusive oraz wypoczynek w apartamentowcu w wybetonowanym osiedlu na wybrzeżu, nawet z widokiem na morze. Co więcej, i to na pierwszy rzut oka jest naprawdę dziwne, tłum na nadmorskim deptaku albo na plaży bywa męczący, natomiast tłum na pielgrzymce zupełnie nie męczy.

- Szlak przyrodniczo-historyczny z Krakowa na Jasną Górę, z Ojcowskim Parkiem Narodowym, generalnie: Jurą Krakowsko-Częstochowską, jest piękny, a piękno swe odsłania szczególnie przed tymi, którzy od świtu po zmierzch przemierzają go własnymi stopami.
- Aksjomat: sądzę, że każdy polski katolik powinien przynajmniej raz w życiu pójść w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę. (Przypomina mi się w związku z tym historia rodzinna. Wiele lat temu, w okolicach matury, a więc niewątpliwie z mocną intencją, mój brat udał się w Pielgrzymce Podlaskiej na Jasną Górę. Po powrocie Mama zapytała go, jak było. Brat nigdy nie był przesadnie wylewny; tym razem odpowiedział: „Mamo, ja uważam, że każdy raz w życiu powinien pójść na pielgrzymkę.” Jak powiedział, tak zrobił; więcej nie poszedł.)
- Dla młodych pielgrzymka może mieć bezcenne znaczenie formacyjne, a doświadczenie pielgrzymkowych niedogodności i ich przezwyciężenia stanowić punkt odniesienia na dorosłe życie.
- Pielgrzymka trwa 6 dni (w tym roku od czwartku do wtorku), w tym weekend. Osoby pracujące mogą zaoszczędzić dwa dni urlopu i wciąż być na całej pielgrzymce.
- Można sobie, wzorem Władysława Reymonta, który wyruszał na Jasną Górę w pieszej pielgrzymce w 1894 roku, z niekłamaną ulgą, tyle że w odniesieniu do Krakowa i z nieco krótszą perspektywą czasową, westchnąć: Kiedym przechodził rogatki, tom posłał Warszawie tylko jedno, ale szczere słowo: — Nareszcie!… Chociaż na dziesięć dni…
- Zaoszczędzone na pielgrzymce pieniądze można przeznaczyć na wczasy all-inclusive (patrz: punkt 7).
Drobnym drukiem można by dopisać kilka minusów, związanych ze zwyczajnymi niedogodnościami trudu pielgrzymowania. Nie temu jednak służy niniejszy tekst. Do zobaczenia! – na duchowym i fizycznym szlaku 46. Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej na Jasną Górę.
(Alicja Soćko-Mucha)

SIERPNIOWY KRAJOBRAZ CZĘSTOCHOWY
Nie wiadomo, kiedy i kto zainicjował częstochowski ruch pielgrzymkowy, niemniej pierwszy dokument, który mówi o pielgrzymowaniu na Jasną Górę, pochodzi z 1429 r. Jest nim list Władysława Jagiełły do papieża Marcina V. We wspomnianym kościele Bogarodzicy Maryi na Jasnej Górze blisko Częstochowy mocą Bożą dzieją się często tajemnice wielu cudów. List popierał prośbę Paulinów o udzielenie specjalnego odpustu pielgrzymom, których „mnóstwo przybywa na Jasną Górę. Jest to jedno z trzech świadectw historycznych, wspominających o jasnogórskich „cudach”.

(wikipedia)
Około 50 lat później Jan Długosz jako motyw rabunkowego napadu na Jasną Górę z 1430 r. podaje rozwinięty tam ruch pielgrzymkowy: (…)zbierał się lud pobożny z powodu zdumiewających cudów, jakich tu chorzy doznawali za przyczyną Najświętszej Marii Panny, Orędowniczki naszej. Papież obdarzył klasztor piętnastoma dniami odpustu, zaś liczba ta w ciągu 100 najbliższych lat sukcesywnie wzrastała i doszła do 55. Innym świadectwem jest rękopis dokumentu papieskiego Aleksandra VI z 1493 r. (przechowywany w Jasnogórskim archiwum), na mocy którego papież nadał przywileje odpustowe Jasnej Górze, wspominając „mnóstwo cudów”, które tam się wydarzają. Wspomina się jeszcze o jednym „źródle” mówiącym o Jasnogórskich cudach. Najstarszy rękopis dziejów Cudownego Obrazu z 1474 r. (Translatio tabulae beatae Mariae virginis quam sanctus Lucas depnixit propiis manibus sequitur) podaje, że już w Konstantynopolu (jak głosi legenda), Obraz słynął łaskami. Pierwsza pielgrzymka na Jasną Górę przybyła ponoć w 1434 r., kiedy to odrestaurowany Obraz przenoszono z Krakowa do Częstochowy. Ruch pielgrzymkowy rozwijał się bardzo szybko. Świadczy o tym choćby pochodzący z XVI w. poemat Grzegorza z Sambora:
Tu nie tylko Polacy w święte mury spieszą –
Litwini pobożni gęstą idą rzeszą
Tu mieszkańcy gór naszych i całe Polesie
Kaszubi i lud z Moskwy hołdy swoje niesie
Tu Kujawiak namioty rozbija płócienne
Tu Mazur z wełny stawia szałasze odmienne
Tu możni Morawianie, bogaci Węgrzyni
Podolacy i Niemcy, Słowieńcy, Rusini
Tu z Pomorza, z Wołynia, z Tracji, z Inflant, Żmudzi
Z Saksonii, Prus, Czech, Śląska mnóstwo idzie ludzi…
W kolejnych wiekach kształtowały się szlaki pielgrzymkowe. Ludzie przybywali na Jasną Górę z różnego powodu – dla zmazania grzechu, uzdrowienia, z rozmaitymi intencjami. Jeśli ktoś chciał uzyskać odpust w ówczesnych czasach, musiał złożyć datek na klasztor. Przed obraz czarnej Madonny przychodzili zarówno prości, jak i wykształceni ludzie, władcy oficjalnie, po objęciu urzędów, ale też prywatnie. W Częstochowie był np. Kazimierz Jagiellończyk ze swoją matką (1440), a potem z żoną i dziećmi (1472). Zygmunt Stary przybył przed Obraz dwa razy, uczynił to też Stefan Batory (1581) i Zygmunt III (1616). Do Częstochowy pielgrzymował również Władysław IV, dziękując za zwycięstwo pod Chocimiem, a jako król był przed obrazem jeszcze czterokrotnie. Jan Kazimierz był w Częstochowie pięć razy, a Michał Korybut Wiśniowiecki przed obrazem Czarnej Madonny zawierał ślub (1670). Na Jasną Górę wraz z żoną Marysieńką przyjechał Jan III Sobieski (1676), a po raz drugi był tam w drodze na Wiedeń (1683). Jasną Górę odwiedzali również władcy innych państw, wśród nich nawet tacy, którzy nie byli przychylni Polsce. Ciekawość przezwyciężała wszystkie niesnaski. W annałach jasnogórskich odnotowano, że w 1709 r. do Częstochowy przybył syn Piotra I Wielkiego, w 1810 r. – Fryderyk August III, a lata 1820 i 1822 to wizyta Aleksandra I Romanowa, cara Rosji. Ciekawostką jest, że w 1793 r. na Jasnej Górze gościł król pruski Fryderyk II, który brał czynny udział w rozbiorach Polski (włączył Częstochowę do Królestwa Pruskiego). Na Jasnej Górze byli również: książę Konstanty (1847), Car Mikołaj I Romanow (1852), cesarz Wilhelm II (1915).

(za: czestochowa.naszemiasto.pl)
Sierpniowy krajobraz Częstochowy od dziesięcioleci jest niezmienny. Od pierwszych dni miesiąca na Alejach prowadzących do klasztoru na Jasnej Górze pojawia się pielgrzymka za pielgrzymką. Pątnicy przychodzą praktycznie z każdej strony Polski, jedni idą kilka dni, inni kilkanaście, przyjeżdżają również z zagranicy, zaciekawieni, może też za namową tych, którzy już tu byli. Wszyscy oni zostawiają przed Cudownym Obrazem swoje problemy, podziękowania i troski. Na Jasną Górę prowadzi ok. 60 pieszych szlaków pielgrzymkowych liczących co najmniej 100 km. Najdłuższe pielgrzymki to: koszalińsko-kołobrzeska (620 km), szczecińska (613 km), gdańska (600 km), ełcka (560 km), elbląska (505 km) i białostocka (480 km). Zgodnie z danymi biura prasowego Jasnej Góry, co roku w przeróżnych (rowerowych, pieszych) zorganizowanych pielgrzymkach do Częstochowy przybywa ok. 140 tysięcy pątników, a liczba wszystkich odwiedzających Jasną Górę dochodzi rocznie do ok czterech milionów.
COKOLWIEK UCZYNILIŚCIE
Na pieszej pielgrzymce z Krakowa do Częstochowy byłam kilka razy: 7 może 8. Większość z dominikańską grupą (post)akademicką, dwa razy dołączyłam do krakowskich grup: 7 (franciszkanie) i 13 (z os. Widok, św. Jana Kantego). Niewątpliwie każda grupa ma swój styl i trochę inaczej te dwie pielgrzymki są zorganizowane. Krakowska idzie 6 dni, w ostatni wyrusza bardzo wcześnie rano, by być na Mszy na błoniach Jasnej Góry późnym popołudniem (ok 6 tysięcy ludzi). Dominikańska idzie o dzień dłużej, wchodzi na Jasna Górę około południa, Mszę ma w kaplicy Matki Bożej (ok 1300 osób).
Pierwszy raz – jeszcze przed rozpoczęciem studiów – poszłam… w ciemno. Znałam jedną osobę stamtąd (tę która mnie zachęciła) i koleżankę (która też poszła). Zdecydowałyśmy się, nie wiedząc właściwie nic, oprócz obiegowych opinii, że się dużo idzie, śpi po domach albo w szkołach i remizach, i że generalnie jest „fajnie”. Ale od początku było… dziwnie. Co raz nas ktoś pytał kim jesteśmy i skąd, z racji że wiele osób znało się z poprzednich lat, a my byłyśmy „nowe”. Pielgrzymka dominikańska liczyła wtedy 4 albo 5 tzw. członów, tj. ok. 1300 osób – czyli, w porównaniu z krakowską, dosyć mało. Ułatwiało to logistykę zwłaszcza jeśli chodzi o noclegi, choć w tych miejscowościach blisko Częstochowy nie było łatwo. Grupa akademicka, podzielona była na jeszcze mniejsze grupki ok. 10, 15 osób, każda miała osobę „odpowiedzialną”. Szliśmy w jednym „członie” (do 200 osób), ale na postojach czy noclegach siadaliśmy razem, bo w mniejszej grupie łatwiej o integrację. Dla nas, które byłyśmy tam pierwszy raz, to było tym bardziej… trudne. Chciałyśmy po prostu dojść na nogach do Częstochowy, a nie integrować się i poznawać (trochę na siłę) nowych ludzi. Pamiętam te emocje dlatego, że pod koniec pielgrzymki odpowiedzialny, zapytał o ogólne refleksje, i to było coś co się we mnie zmieniło się o 180 stopni. Te małe grupki to był naprawdę super pomysł, właśnie dlatego, że byłyśmy „nowe”. Wiele z tych relacji, potem zostało, a sensem pielgrzymowania stała się dla mnie już nie Jasna Góra – jako wyzwanie, ale sama droga i jej różne oblicza.

(pielgrzymka.dominikanie.pl)
Migawki które mam przed oczami, to flaga uderzająca przy wietrze w twarze pielgrzymów, skurcze mięśni, odciski i otarcia, kolejki pod prysznic, a czasem luksusowe łazienki, raz karimata, raz łóżko, okrzyki porządkowych „lewa wolna”, kabelek „najlepszy przyjaciel pielgrzyma”, ostatnia noc pod gwiazdami, setki rozmów, godziny modlitw i konferencji, deszcz dzień za dniem i wykańczający upał, piaski i kurz, asfalt, błoto, mrówki na postoju, albo brak postoju z powodu ulewy, prysznic w terenie, kombinowane powroty do Krakowa. Na pielgrzymce chyba pierwszy raz śpiewałam rano Godzinki w wykonaniu innym niż znałam z praktyk religijnych Kościoła. Melodia niby ta sama, ale jakoś… tak żywiej, z mocą, z radością. Zostały ze mną i naszą rodziną do dziś. Był też brewiarz, a melodia Magnificatu wryła mi się w pamięć, Kantyk Zacharaisza też i różaniec śpiewany, z gitarą. Były też melodie i „pielgrzymkowe hity” nieznośne dla mojego ucha i tańce, które przecież nie każdy musi lubić. „Belgijki” jeszcze nie znano:). Te modlitwy, pieśni i piosenki zostają w głowie i sercu. I wracają w bardzo nieoczekiwanych momentach. Może Pan Bóg tak daje o sobie pamiętać?
Najbardziej pamiętam ten pierwszy raz w trasie, mimo że to było ponad ćwierć wieku temu. Kolejne lata jakoś się zlewają. Chyba jeszcze raz szłam, jako „zwykły” pielgrzym, a potem… potem wiedziałam, że chcę też jakoś bardziej się zaangażować. Przez te kilka lat dużo się działo: miałam swoją grupkę, spontanicznie przygrywałam, pomagałam obcokrajowcom, kilka razy szłam jako kwatermistrz a dwa ostatnie lata byłam tzw. służbą ekologiczną. Nie bardzo lubiłam tę nazwę, uwznioślającą zwykłe, przyziemne sprawy. Naszym zadaniem było po prostu zbieranie śmieci po postojach – było co robić; sprzątanie łazienek i ubikacji po noclegach i postojach – również nie narzekaliśmy na brak pracy; oraz inne równie „przyziemne czynności”. Paradoksalnie jako „śmieciarz” miałam mocne poczucie, że teraz jeszcze pełniej jestem na tej pielgrzymce, mimo że część etapów z racji sprzątania, nas ominęło. Ta funkcja, mimo wszystko mało widoczna, utwierdziła mnie w przekonaniu – jakkolwiek to zabrzmi – że życie wiarą to solidne wypełnianie tych wszystkich codziennych rzeczy, które nie kojarzą się wprost z Panem Bogiem i pobożnością. To przekonanie niosę w sobie do dziś, żyjąc w rodzinie, z mężem i pięciorgiem dzieci. Mój mąż (jak twierdzi), po raz pierwszy zwrócił na mnie uwagę, właśnie w tamtym czasie. Zauważył mnie jak zbierałam śmieci, i ponoć nie zachwyciłam go wtedy jakoś szczególnie. A jednak…

(pielgrzymka.dominikanie.pl)
A co modlitwą? Codziennie jest Eucharystia, zawsze wieczór stwarzano możliwość Adoracji Pana Jezusa. Często do kościoła gdzie było wystawienie Najświętszego Sakramentu, trzeba było iść z noclegu nawet kilka kilometrów – zwłaszcza w tych długich, ciągnących się w nieskończoność miejscowościach. A jednak nawet po całym dniu, była siła i pragnienie żeby tam być, choćby na chwilę. W czasie dnia, różaniec, konferencje… i czas ciszy, możliwość spowiedzi, możliwość zwykłej rozmowy… zdarzył się też koncert (2Tm 2,3, czyli chrześcijańskiego rocka).
Na pytanie „po co iść na pielgrzymkę” można odpowiedzieć w różny sposób: – z ciekawości, – bo chcę poznawać ludzi, – bo nigdy nie byłem, – z przyczyn religijnych, – z przyczyn turystycznych, – bo chcę się sprawdzić, – mam intencję, – bo lubię chodzić, – po potrzebuję rekolekcji, – bo nie mam pomysłu na urlop albo przegrałam zakład… i wiele innych. I warto za tymi intuicjami i pragnieniami pójść, bez gotowych scenariuszy. Żeby dać sobie szansę spotykać Boga w drodze, w różnych służbach i zaangażowaniu, w drugim człowieku, w Eucharystii i adoracji – nawet lekko przysypiając. A może żeby Panu Bogu dać szansę… dotrzeć do nas? I żeby spotkać też siebie w sytuacjach zupełnie nieoczywistych. Zawsze jest to też jakieś wyzwanie, zwłaszcza dla tych, którzy lubią liczyć kroki:).

https://ppk2.pl/index.php/grupy/grupa-10
Pielgrzymka Krakowska zmierza w kierunku Jasnej Góry w dniach 6-11 sierpnia. Z naszej parafii, jak co roku idzie grupa nr 10, misyjna, św. Szczepana. Można już się zapisywać przez stronę internetową pielgrzymki – szczegóły na plakacie. Zachęcamy też do podejmowania różnych funkcji w grupie 10, potrzeba: porządkowych, śpiewających, kwatermistrzów – zgłoszenia do ks. Marka, każdy może dowiedzieć się czy to akurat nie miejsce i zadanie dla niego. Każdy pielgrzym przeżywa ten czas inaczej, co innego jest ważne, co innego zapamięta, co innego jest trudne, ale na każdej pielgrzymce, niezależnie czy dominikańskiej, czy krakowskiej, czy z Gdańska. czy z Podhala, niezależnie od sposobu organizacji, i funkcji którą się ma lub nie, mogą spełnić się słowa Chrystusa „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich… mnie uczyniliście” (por. Mt 25,40). (BL)
