ul. Sienkiewicza 19 | 30-033 Kraków
tel.:12 631 97 70

św. Andrzej Bobola

Jest naszym gorącym pragnieniem, żeby wszyscy po całym świecie uczestnicy chlubnego miana katolików, a zwłaszcza ci synowie ukochanej przez nas polskiej ziemi, dla których niezwyciężony bohater Chrystusowy Andrzej Bobola jest chlubą i wspaniałym wzorem chrześcijańskiego męstwa, w trzechsetną rocznicę jego zgonu pobożnym sercem i umysłem rozważyli jego męczeństwo i jego świętość. (Pius XII, encyklika Invicti athletae Christi kanonizacja Andrzeja Boboli w Rzymie [Niezwyciężony bohater Chrystusowy],1957)

Tak brzmi początek jedynej encykliki w historii papiestwa poświęconej w całości wybranej postaci świętego. Była to zresztą ostatnia encyklika ogłoszona przez papieża Piusa IX w czasie jego pontyfikatu. Natomiast jej bohater, a także bohater następnego witraża w kościele św. Szczepana, czyli Andrzej Bobola,  starając się o stopień profeski lub koadiutorski w Zakonie Jezuitów  musiał między innymi uzyskać opinie trzech znających go osób. Autor pierwszej opinii określił go mianem „żarłoka i pijaka”, autor drugiej mianem„człowieka upartego, trzymającego się wyłącznie swojego zdania”, a autor trzeciej opinii widział w nim „człowieka świętego”. Który z nich miał rację? Wszyscy.

Andrzej Bobola urodził się prawdopodobnie w 1591 roku, w Strachocinie koło Sanoka, To też nie jest pewne – sam napisał jedynie, że urodził się w Małopolsce, choć poczynając od 1982 roku przez cztery lata ukazywał się  ks. Józefowi Niżnikowi w Strachocinie. Całe swoje dorosłe życie, dziejące się na bardzo burzliwym tle historii Polski w tym okresie (potop szwedzki, najazd księcia Siedmiogrodu Jerzego Rakoczego na południowo-wschodnie ziemie Polski), związał z Zakonem Jezuitów i zasłynął jako kaznodzieja i duszochwat [łowca dusz], jak nazywali go wyznawcy prawosławia na obecnych ziemiach białoruskich.  Ewangelizował tam mieszkańców wsi i namawiał, często skutecznie, prawosławnych do przejścia na katolicyzm. Ekumenizm nie był wtedy znany.  W 1657 roku oddział Kozaków przeczesujących białoruskie wsie w poszukiwaniu katolików i Żydów schwytał Andrzeja Bobolę w okolicy Janowa Poleskiego. Był w wyjątkowo okrutny sposób torturowany i zmuszany do wyrzeczenia się swojej wiary. Gdy odmówił, został ostatecznie zabity ciosem szabli. Pochowano go w kościele jezuickim w Pińsku i przez następne czterdzieści pięć jego osoba popadła w zapomnienie.

Witraż projektu Jana Januszewskiego ukazuje stojącego, brodatego zakonnika w brązowej pelerynie z różańcem założonym za pas i z małym krzyżem, który obiema rękami przykłada do piersi. Wznosi oczy w górę, a wokół jego głowy widać żółtą aureolę, nad którą unosi się, podtrzymywany przez aniołki, wizerunek koronowanej Matki Boskiej, oraz także koronowanego Dzieciątka Jezus. Układ wizerunków, blizny na twarzy Matki Boskiej, wzniesiona prawa ręka Jezusa w geście błogosławieństwa i – zapewne – Ewangelia, którą trzyma w lewej ręce, wskazują na bardzo daleko idące podobieństwo do obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej z Jasnej Góry.

U dołu witraża widać napis ŚW. ANDRZEJ BOBOLA, a pod spodem FUNDACJA PARAFIAN.

Witraż został prawdopodobnie ufundowany w 1938 roku. Dlaczego właśnie wtedy? Zanim odpowiemy na to pytanie, zastanówmy się, jak można zostać świętym. Na początku Listu do Rzymian św. Paweł pisze: „ Do wszystkich przez Boga umiłowanych, powołanych świętych, którzy mieszkają w Rzymie: Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa!”. W tym liście, napisanym około 55 roku,  jak i zresztą w innych zawartych w Biblii,  św. Paweł zwraca się do „świętych”, czyli… no właśnie, czyli do kogo? Świętych w rozumieniu osób kanonizowanych przez papieża jeszcze wtedy nie było, gdyż nie istniał proces kanonizacyjny, no i nie było papieży. Pierwsza oficjalna kanonizacja we współczesnym, popularnym rozumieniu w Kościele katolickim  odbyła się w 993 roku, czyli ponad 900  lat później – papież Jan XV kanonizował wtedy biskupa Ulryka z Augsburga. Kim byli wobec tego adresaci listu św. Pawła? Byli to chrześcijanie,  mieszkańcami Rzymu. Św. Paweł nazywał ich, a co za tym idzie i nas, świętymi, gdyż zostali wybrani przez Boga do zbawienia, czyli do świętości.  Natomiast nikt nie oddaje im/nam z tego powodu czci publicznie, gdyż dopóki jesteśmy tu i teraz, kanonizowani być nie możemy. Ci, którzy zostali kanonizowani w przeszłości, albo oddali swoje życie za wiarę, co często łączyło się z niewypowiedzianym cierpieniem i męczarniami (jak napisał Terturlian w swoim dziele Apologetyk „Sanguis Martyrum Semen Christianorum”, czyli „krew męczenników jest nasieniem chrześcijan”), albo ich życie było świadectwem głębokiej wiary, oddania Bogu i ludziom, oraz postępowania zgodnego z nauką Chrystusa. W wielu przypadkach jedno łączyło się z drugim, lub równie często drugie było powodem pierwszego.

W 1702 roku Andrzej Bobola ukazał się rektorowi kolegium jezuickiego w Pińsku i obiecał mu, że ochroni miasto i zakon przed walczącymi ze sobą wojskami, jeśli jego trumna zostanie odnaleziona i wystawiona na widok publiczny. Tak też się stało – co więcej, okazało się, że ciało Andrzeja Boboli zachowało się w doskonałym stanie. Wieść o tym cudzie szybko rozniosła się po okolicy i do jego grobu zaczęli tłumnie przybywać szukający uzdrowienia, pomocy i wstawiennictwa. W 1819 roku zakonnik miał się także ukazać dominikaninowi o. Alojzemu Korzeniowskiemu w Wilnie i obiecać mu, że Polska odzyska wolność, a on zostanie ogłoszony jej patronem. W ten sposób zaczął kojarzyć się z losami Polski i jej historią.  Jego kult rozwijał się – został zaliczony do męczenników Kościoła, a w 1853 roku został beatyfikowany przez papieża Piusa IX. Jego ciało, znajdujące się dotąd w kościele w Pińsku, zostało przeniesione do Połocka, gdyż w wyniku rozbiorów kościół w Pińsku został przejęty przez prawosławnych. Dalej jednak jego grób odwiedzali wierni, włącznie z prawosławnymi, a jego kult wciąż rozszerzał się i umacniał. Tak bardzo, że po Rewolucji Październikowej w Rosji władze bolszewickie postanowiły położy mu kres,  jednocześnie udowadniając, że katolicy żyją zabobonami. W tym celu w 1922 roku zebrała się komisja, która orzekła, że ciało św. Andrzeja pozostaje  w tak dobrym, zakonserwowanym stanie gdyż Jezuici w XVII wieku używali szarego mydła. Ciało przewieziono do Moskwy i wystawiono na pokaz na Wystawie Higienicznej Ludowego Komisariatu Zdrowia (czyli ministerstwa), najpierw jednak rzucając je dwukrotnie o ziemię, by udowodnić, że rozsypie się w proch. W proch się nie rozsypało, a odwiedzający modlili się przy nim, więc władze przeniosły je do magazynu. Rok później, dzięki interwencji papieża Piusa XI i przekazaniu głodującej ludności Rosji transportu zboża, Lenin zgodziły się na wywiezienie ciała zakonnika do Watykanu przez Konstantynopol i Morze Śródziemne (celowo omijając Polskę), co też się stało. Piętnaście lat później, 17 kwietnia 1938 Papież  Pius XII kanonizował w Watykanie Andrzeja Bobolę, a niedługo po kanonizacji jego ciało zostało sprowadzone do Warszawy specjalnym pociągiem, wszędzie witanym przez tłumy wiernych i wyznawców.

To zapewne wyjaśnia, dlaczego w tymże samym roku parafianie kościoła św. Szczepana zdecydowali zebrać fundusze na umieszczenie w oknie kościoła witraża ze św. Andrzejem. Jego kanonizacja i sprowadzenie relikwii do Warszawy stały się wielkim świętem narodowym, a on sam został najpopularniejszym świętym w Polsce, przynajmniej na kilka lat. W trakcie uroczystej mszy świętej odprawionej w Warszawie 19 czerwca 1938 roku, prezydent RP Ignacy Mościcki podszedł do trumny z ciałem Świętego i złożył na niej swój własny order Krzyża Niepodległości z mieczami.

Po wojnie ponownie jego postać popadła w zapomnienie, nie bez udziału władz komunistycznych, którym nie w smak był kult otaczający Świętego. Jednak on sam po raz kolejny przypomniał o sobie, tym razem objawiając się dwóm kolejnym proboszczom kościoła w Strachocinie i wyrażając życzenie, by go tam czcić.  W 1988 roku sprowadzono do Strachocina relikwie św. Andrzeja Boboli i w ten sposób odżył jego kult. W 2002 roku Święty został ogłoszony drugorzędnym patronem Polski (obok patronów pierwszorzędnych, czyli św. Stanisława i św. Wojciecha), a w 2008 roku sanktuarium  jego imienia w Warszawie uzyskało status Sanktuarium Narodowego.

Kim jest dla nas dzisiaj? Myślę, że każdy z nas ma swoich ulubionych świętych, niekoniecznie tych najbardziej znanych, czczonych czy ważnych z punktu widzenia historii Kościoła. Do dzisiaj na ołtarze zostało wyniesionych około 15 000 osób, w tym najwięcej w historii Kościoła dzięki papieżowi Franciszkowi. Są wśród nich męczennicy, intelektualiści, młode dziewczyny, królowie, osoby duchowne, rycerze i żołnierze, lekarze, nauczyciele, urzędnicy. Są matki, babcie, ojcowie, mężatki i bracia. Z każdym czy każdą z nich identyfikujemy się inaczej i każdy przemawia do nas w inny sposób, choć o wielu nic nie wiemy (św. Cyriak Chavara? Św. Piotr Faber? Św. Maria Baouardy? Św. Artemide Zatti?). Nie ma świętych lepszych i gorszych, są jedynie bliżsi nam lub dalsi, lub tacy, którzy wyraźnie za nami orędują, lub których wstawiennictwo (za nas, za bliskich, za chorobę, sprawę, ojczyznę, za świat) potwierdza się w naszym życiu, lub w końcu tacy, którzy przemawiają do nas swoim życiem i powołaniem.   

Choć wydawać by się mogło, że większość kanonizowanych w ostatnich latach to osoby, którzy swoim życiem świadczyły o głębokiej wierze i zmarły w opinii świętości, są niestety też tacy, którzy podobnie jak św. Andrzej Bobola, oddali swoje życie za wiarę. Nie wszyscy z nich zostali już wyniesieni na ołtarze, lub kanonizowani być nie mogą z różnych przyczyn, lecz w Kościele Katolickim uznawani są za męczenników. „Męczennicy w Kościele są świadkami nadziei, która wypływa z wiary w Chrystusa i pobudza do prawdziwej miłości” – napisał papież Franciszek reaktywując w 2023 roku Komisję ds. Nowych Męczenników – Świadków Wiary. Na liście sporządzonej przez Komisję i obejmującej okres od roku 2000 do roku 2023, znajduje się ponad 550 takich osób.  Pamiętajmy o nich, szczególnie gdy patrzymy na witraż św. Andrzeja Boboli w kościele św. Szczepana i modlimy się o jego pośrednictwo w położeniu kresu dalszemu przelewowi krwi na świecie i pokój w naszej Ojczyźnie.

Piotr Pieńkowski

Słowo Boże na dzisiaj

Wydarzenia

Facebook

Z naszej diecezji